Mecze między VfB Friedrichshafen a BR Volleys można porównać do pojedynków między PGE Skrą Bełchatów a Asseco Resovią Rzeszów. Niezależnie czy to puchar, mistrzostwa czy europejskie rozgrywki. Można wręcz powiedzieć, że takie spotkania są traktowane jako święto siatkówki w Niemczech. Dlatego nic dziwnego, że od dawna trenerzy i zawodnicy obu ekip zacierali ręce na to spotkanie. Zwłaszcza, że był to pojedynek o awans do kolejnej rundy Ligi Mistrzów. Warto też dodać, że był to mecz z drugim dnem – zarówno Vital Heynen (VfB Friedrichshafen), jak i Stelian Moculescu to byli trenerzy niemieckiej reprezentacji. Pierwszy pojedynek rozegrano w hali Maxa Schmelinga – w tej samej, w której Niemcy zdobyli przepustkę na brązowe dla nich Mistrzostwa Świata 2014 i tej samej, w której przegrali batalię o wyjazd na Igrzyska Olimpijskie do Rio de Janeiro. Wówczas zespół prowadził charyzmatyczny Belg. Można powiedzieć, że i tym razem hala była dla niego szczęśliwa, bo po bardzo wyrównanym pojedynku z wygranej cieszyli się siatkarze znad Jeziora Bodeńskiego. Warto dostrzec, że postać Heynena to był niejedyny polski akcent w tym spotkaniu – jednym z sędziów był Wojciech Maroszek, a w drużynie VfB występuje młody atakujący, Bartłomiej Bołądź.
[Liga Mistrzów]»