Reprezentacje | 2016-06-01 18:25:03 | Nadesłał: Anna Jabłczyk | Źrodlo: pzps.pl
Polska przegrywała w Tokio z Chinami 0:2 i zwyciężyła 3:2 w meczu turnieju kwalifikacyjnego do igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro. Podobnie było w spotkaniu z mistrzem Europy Francją. Reprezentacja Chin postawiła trudne warunki Polakom. Choć zarówno sztab, jak i zawodnicy dokładnie wiedzieli, czego się mogą spodziewać, dwa pierwsze sety padły łupem rywali. Dopiero w trzech kolejnych górą byli biało-czerwoni.
Trener Stephane Antiga nie zaskoczył, zmiany dokonał tylko na przyjęciu, ponownie do składu wrócił Mateusz Mika, ostatecznie jednak zmienił go Rafał Buszek. - Znowu to był jakiś dziwny mecz. Przeciwnicy nie grali też nie wiadomo czego. My byliśmy jacyś uśpieni, jakbyśmy byli na czasie polskim. Jedni czekali, drudzy czekali i w końcu dwa pierwsze sety wygrali Chińczycy. Po tym się przebudziliśmy i kolejne trzy sety to już nasza dobra gra - powiedział Karol Kłos.
- We wcześniejszych meczach grali bardzo dobrze. Widzieliśmy na wideo, że są groźni, wyrośnięci. Może nie grają jakoś super szybko, ale kombinacyjnie. Jestem zdziwiony, że reprezentacja Chin gra na tak dobrym poziomie - podkreślił zawodnik.
To już trzeci tie break biało-czerwonych w Tokio. - Wszyscy tu mówią, że czekają na pięciosetowe pojedynki, no to gramy - zażartował. - Ten mecz we wtorek był o innej godzinie, mieliśmy mniej czasu na odpoczynek. Najważniejsze, że mamy już cztery zwycięstwa - zapewnił środkowy.
Po kolejnej wygranej Polacy mogą osiągnąć swój cel. - Oby tak było. Przez Wenezuelę do Rio. Bez względu na stosunek setów, daje nam to awans i jesteśmy tego świadomi. Przed sobą mamy trzy mecze, jeśli wygramy jeden z nich, to awansujemy - powiedział Kłos.
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.