Najnowsze newsy

Siatkówka » Reprezentacje

Reprezentacje | 2012-01-07 12:10:11 | Nadesłał: Magdalena Gajek | Źrodlo: inf. własna

Francuska sinusoida - rok 2011 w wykonaniu Les Bleus

Fot.: CEV

- Nasz zespół jest wciąż w fazie budowy, wiele rzeczy się zmienia. Drużyna, która gra na najwyższym poziomie, nie zostaje stworzona w dwie minuty. Proces ten wymaga czasu - te słowa Pierre'a Pujola wydają się być świetnym podsumowaniem roku 2011. Zobaczyliśmy zmienioną i odmłodzoną reprezentację Francji. Jej gra falowała na przestrzeni całego roku - raz było lepiej, raz gorzej. Rok 2011 należy traktować jako raczej jako rok nauki, nabierania doświadczenia i zgrywania się zawodników. Udało się im jednak zająć dobre, 7. miejsce na ME.

LIGA ŚWIATOWA 2011

Sezon reprezentacyjny dla męskiej części reprezentacji rozpoczął się w połowie maja. Na dwa tygodnie przed startem Ligi Światowej Les Bleus rozegrali dwa sparingi z zawodnikami z Kamerunu. Pierwsze spotkanie towarzyskie (13.05.2011) zakończyło się zwycięstwem podopiecznych Philippe'a Blaina 3:2, drugie (14.05.2011 - przy okazji meczu finałowego Ligue A) 4:0. Konfrontacje te były sprawdzianem dla debiutujących w niebieskiej koszulce Jenii Grebennikova, Francka Lafitte, Juliena Lyneela, Guillaume Quesque czy Mory Sidibé. Jeszcze jeden mecz z Kamerunem miał miejsce 23.05.2011 i również rozstrzygnął się na korzyść gospodarzy (3:0). Ostatni sparing Francuzi rozegrali ze Słowenią (3:0) na trzy dni przed startem "Światówki". Wydawało się, że podopieczni Philippe'a Blaina są dobrze przygotowani do udziału w tej imprezie. Nadzieje okazały się złudne.

1. kolejka - zimny prysznic

Ligę Światową 2011 kibice "Trójkolorowych" zapamiętają jako pasmo niepowodzeń. Wówczas jeszcze urzędujący wicemistrzowie Europy zaczęli katastrofalnie. 0:3 z Włochami w żenującym stylu (14:25, 20:25, 12:25) nie mogło napawać optymizmem, tym bardziej, że fani Les Bleus zgromadzeni w hali w Lyonie w pewnym momencie zaczęli wygwizdywać reprezentację swojego kraju. Podopieczni Philippe'a Blaina przystąpili do tego spotkania w nieco eksperymentalnym składzie, z Jeanem-Philippem Solem oraz Julienem Lyneelem, dla którego był to debiut w meczu o punkty. Włosi zagrali doskonale, obnażyli wszystkie mankamenty w zespole gospodarzy, zwłaszcza niedokładność i brak zgrania. O drugim spotkaniu z zawodnikami z Italii "Trójkolorowi" również woleliby zapomnieć, chociaż zagrali lepiej, zwłaszcza w drugim i trzecim secie. To jednak nie wystarczyło na podopiecznych Mauro Berruto. Francuzi ponownie ulegli rywalom 3:0 (15:25, 23:25, 25:27).

2. kolejka - niepowodzeń ciąg dalszy

Kolejnym przystankiem dla "Trójkolowych" była daleka Korea Południowa. Nie pojechał tam Antonin Rouzier, który dostał kilka dni urlopu od szkoleniowca. Decyzja Blaina była spowodowana nie tylko faktem, że atakujący był wyczerpany po intensywnym sezonie ligowym. Rouzier w dwumeczu z Włochami zdobył łącznie zaledwie 16 punktów.
W Korei nie zobaczyliśmy odmienionej Francji. W pierwszym meczu w Suwon bardzo słabo grał kapitan Les Bleus - Guillaume Samica, który po pierwszym secie został zmieniony przez Lyneela. Niestety, reszta drużyny prezentowała się niewiele lepiej od popularnego "Samika". W efekcie Les Bleus ponieśli trzecią porażkę z rzędu. Koreańczycy pokonali ich 3:1 (25:21, 24:26, 25:20, 25:16). W drugim spotkaniu Francuzi próbowali walczyć od początku. Pierwszy set przegrali minimalnie, podobnie jak trzeci - nie potrafili przechylić szali zwycięstwa na swoją korzyść w decydującym momencie. Chwile zawahania zadecydowały o wyniku całego spotkania - to, podobnie jak pierwsze, zakończyło się wynikiem 3:1 (27:25,19:25, 25:23, 25:26). Nie pomógł powrót do kadry Nicolasa Maréchala, który zakończył karę trzymiesięcznego zawieszenia. Siatkarz Stade Poitevin nie informował federacji o aktualnym miejscu pobytu, co było niezgodne z zasadami antydopingowymi. W efekcie Maréchal został odsunięty od gry w klubie i reprezentacji. Ponownie słaby występ zaliczył Samica, który po inauguracyjnej partii został zastąpiony przez Samuele Tuię.
W Korei kontuzji doznał Xavier Kapfer. Skręcona kostka wyeliminowała go z dalszego udziału w Lidze Światowej. Przyjmujący nie zagrał w reprezentacji już do końca roku.

3. kolejka - krok od pierwszego zwycięstwa

W meczach z Kubańczykami nie zagrał Guillaume Samica. Przyjmujący zaczął narzekać na silny ból pleców. Okazało się, że "Samik" będzie musiał dołączyć do Kapfera, bowiem doznał urazu kręgosłupa. W tej sytuacji nowym kapitanem został Nicolas Maréchal.
Pierwsze starcie z wicemistrzami świata było bardzo emocjonujące, zwłaszcza w końcówkach. Francuzi nie chcieli się poddawać i walczyli z Kubą jak równy z równym. Trzy z czterech rozegranych w Tours setów rozstrzygało się na przewagi. Podopieczni trenera Blackwooda pokazali, że są bardzo silną drużyną i wygrali 3:1 (27:29, 27:25, 23:25, 31:33), ale trzeba dostrzec fakt, że forma "Trójkolorowych" była już zdecydowanie większa niż przed dwoma tygodniami. Być może miał na to wpływ powrót Maréchala i Rouziera.
Hala w Tuluzie okazała się trochę bardziej łaskawsza dla gospodarzy niż poprzednie miejsca konfrontacji. Drugi mecz z Kubą również był zacięty. Pierwszy set należał do Les Bleus, kolejny już do wicemistrzów świata. Francuzi zwyciężyli w trzeciej partii i stało się jasne, że zdobyli pierwszy punkt w tej edycji Ligi Światowej. Kubańczycy doprowadzili do tie-breaka, w którym nie dali szans miejscowym. Reasumując, siatkarze z Karaibów zwyciężyli 2:3 (25:23, 21:25, 25:22, 22:25, 9:15). Bardzo dobre spotkanie rozegrał Antonin Rouzier, który zdobył aż 30 punktów, jednak w tie-breaku nie był w stanie pomóc kolegom. Silne skurcze nóg uniemożliwiły mu grę w tie-breaku na optymalym poziomie.

4. kolejka - Messina: Le jour de gloire est arrivé...

Na pierwsze zwycięstwo "Trójkolorowym" przyszło czekać aż do spotkań rewanżowych. Podopieczni Philippe'a Blaina na Sycylii zdołali ograć swoich odwiecznych rywali - Włochów. Pierwszy set wygrali gospodarze (25:21). Druga partia była zdecydowanie bardziej zacięta, a Francuzi przechylili szalę zwycięstwa na swoją korzyść (30:32). Do tego dołożyli dwa kolejne, wcale nie mniej emocjonujące sety. Goście popełnili ogromną ilość błędów - aż 36 przy 22 pomyłkach Włochów. Zagrali zdecydowanie lepiej w ataku, dzięki czemu mogli zapisać trzy punkty na swoim koncie. Warto zaznaczyć, że Francuzi dużo więcej grali środkiem. Możliwe, że była to zasługa Benjamina Toniuttiego. Rozgrywający spędził na boisku praktycznie cały mecz i poprowadził kolegów do pierwszego zwycięstwa w Lidze Światowej 2011.
Dzień później siatkarze Berruto i Blaina zmierzyli się ze sobą w Catanii. Tym razem jednak gospodarze nie dali swoim przeciwnikom szans. Niespełna dwugodzinne starcie zakończyło się bezdyskusyjnym triumfem Squadra Azzurra. Wyraźnie zmęczony był Antonin Rouzier, który dzień wcześniej zdobył aż 30 punktów - tym razem sztuka ta mu się nie udała. Gra środkiem zaś utrzymywała się na podobnym poziomie, jak dnia poprzedniego. Ponownie znać o sobie dała porażająca ilość błędów własnych (33). Francuzi nie potrafili przełamać doskonałego bloku w wykonaniu zawodników z Italii - zostali powstrzymani przez szczelną ścianę aż dziewiętnastokrotnie.

5. kolejka - urwany punkt Kubańczykom

Francuzi ponownie musieli stawić czoła Kubańczykom. Podobnie jak poprzednim razem, nie wystraszyli się srebrnych medalistów MŚ 2010. Widzowie zgromadzeniu w hali w Paryżu mieli okazję obserwować bardzo zacięty pojedynek. Spotkanie było pełne zwrotów akcji - raz na prowadzeniu utrzymywali się gospodarze, raz goście. O wyniku konfrontacji miał rozstrzygnąć tie-break. "Trójkolorowi" ulegli Kubańczykom w najkrótszym z setów 12:15. Mimo to kibice nie powinni żałować pieniędzy wydanych na bilety na ten szeroko reklamowany mecz. Tym razem to nie Francuzi, lecz Kubańczycy popełnili więcej błędów własnych, jednak lepiej blokowali i świetnie atakowali. Gospodarze nie potrafili znaleźć recepty na zabójcze zbicia Leona i Hernandeza, ale dopisali kolejne "oczko" do swojego konta.
Dwa dni później wicemistrzowie świata nie mieli większych kłopotów z ograniem zawodników Blaina. Pierwszy set co prawda padł łupem Francuzów, lecz trzy następne to popis gry siatkarzy z Karaibów, zwłaszcza Henry'ego Bella i Wilfredo Leona. Niestety dla gospodarzy, sam Antonin Rouzier to za mało, aby ograć tak silną ekipę, jaką jest niewątpliwie Kuba.

6. kolejka - na osłodę dwa gładkie zwycięstwa nad Koreą Płd.

Przed jedenastym meczem w Lidze Światowej siatkarze reprezentacji Francji spotkali się z ponad 300 dziećmi z pobliskich szkół. Najmłodsi mieli okazję zdobyć autografy od ówczesnych wicemistrzów Europy i zrobić sobie zdjęcie, a także zasiedli na widowni hali w Pau i obserwowali treningi. Był to rodzaj nagrody dla najzdolniejszych młodych siatkarzy, którzy zostali wyróżnieni przez swoich nauczycieli za dobre wyniki w tej dyscyplinie sportu.
Pierwszy mecz rozstrzygnął się na korzyść gospodarzy, którzy pokonali gości z Azji 3:1. Les Bleus w inauguracyjnej partii szybko osiągnęli znaczącą, pięciopunktową przewagę. Koreańczycy jednak zdołali wyrównać i zwyciężyć. Drugi set był bardziej emocjonujący, zwłaszcza w końcówce granej na przewagi. W niej lepsi okazali się gospodarze. Dwie kolejne partie to już popis gry "Trójkolorowych", zwłaszcza trzech siatkarzy - Antonina Rouziera, Pierre'a Pujola i Géralda Hardy-Dessourcesa. Francuzi wygrali 3:1 (23:25, 27:25, 25:16, 25:15) głównie dzięki swojemu bardzo szczelnemu blokowi. Tym elementem zdobyli aż 24 punkty, co jest dość rzadko spotykane.
Wyraźnie podbudowani "Trójkolorowi" efektownie zakończyli swoje zmagania w Lidze Światowej 2011. Ostatnie spotkanie wygrali 3:0 (25:20, 25:18, 25:22). Koreańczycy próbowali walczyć tylko w ostatnim secie. Goście przegrywali już 10:5, ale zdołali doprowadzić do remisu. Nie potrafili jednak zatrzymać Rouziera wspomaganego przez parę przyjmujących - Nicolasa Maréchala i Samuele Tuię. Dzięki temu Francuzi zwyciężyli i zainkasowali kolejne trzy "oczka". To dało im 3. miejsce w grupie D i udział kolejnej edycji Ligi Mistrzów.


Po raz kolejny Liga Światowa stała się miejscem eksperymentów szkoleniowca Philippe'a Blaina. W tym roku wprowadził on do składu kilku nowych, młodych zawodników. Jenia Grebennikov, wybrany najlepszym libero oraz odkryciem ligi francuskiej w ubiegłym sezonie, szybko zastąpił Jeana-Françoisa Exigę i z meczu na mecz grał coraz pewniej i odważniej. Bardzo możliwe, że siatkarz Rennes niedługo stanie się podstawowym libero Les Bleus. Julien Lyneel, kolejny z debiutantów, praktycznie całe spotkania rozegrał tylko na początku Ligi Światowej (jedno spotkanie z Włochami, jedno z Koreą). Później przypadła mu funkcja zmiennika Samuele Tui i Nicolasa Maréchala, z której wywiązywał się bardzo dobrze. Podstawowy rozgrywający Arago de Sète, Benjamin Toniutti, również dostał szansę zaprezentowania swoich umiejętności. Musiał zastąpić chorego Pierre'a Pujola (gorączka) - i spisał się znakomicie, szczególnie w wygranym spotkaniu z podopiecznymi Mauro Berruto. Mory Sidibé pojawiał się na boisku sporadycznie, głównie w końcówkach setów. Zabrakło dla niego miejsca w gronie atakujących wybranych do szerokiego składu Francji na ME 2011.


PRZED MISTRZOSTWAMI EUROPY 2011

Na ostatnich meczach Francuzów w Lidze Światowej pojawił się Earvin N'Gapeth. 20-letni przyjmujący podczas siatkarskiego Mundialu został wyrzucony z kadry przez Philippe'a Blaina - powodem takiej decyzji trenera był brak posłuszeństwa tego zawodnika i zachowanie niezgodne z zasadami drużyny. Szkoleniowca poparli w oświadczeniu niemal wszyscy reprezentanci. Minęło kilka miesięcy. Blain i N'Gapeth doszli do porozumienia i wypracowali kompromis. Młody siatkarz powrócił w szeregi Les Bleus i trzeba przyznać, że była to bardzo dobra decyzja. Atomowe ataki i dokładne przyjęcie zagrywki, jakimi dysponuje N'Gapeth wniosły bardzo dużo do reprezentacji.

"Trójkolorowi" przed Mistrzostwami Europy rozegrali serię spotkań sparingowych. Wystąpili w turnieju w Sofii, gdzie zmierzyli się z gospodarzami, czyli Bułgarami, oraz z Czechami. Podopieczni trenera Jana Svobody musieli uznać wyższość swoich rywali (3:1; 25:17, 19:25, 25:22, 25:20). Kapitalnie zagrał Earvin N'Gapeth, który zdobył 20 punktów przy 56% skuteczności w ataku - najwięcej spośród wszystkich Francuzów. Bułgarzy nie pozostawili złudzeń swoim rywalom. Przy wsparciu niemal 12 000 widzów ograli Les Bleus 3:0 (25:20, 25:19, 25:23). Najwięcej piłek skończył Antonin Rouzier (16), lecz było to zdecydowanie za mało, aby przeciwstawić się brązowym medalistom Mistrzostw Europy 2009.

Prosto z Sofii "Trójkolorowi" przyjechali do Polski, do Spały. W Ostrowcu Świętokrzyskim zagrali dzień po dniu dwukrotnie z biało-czerwonymi. W pierwszym spotkaniu Francuzi nie mieli żadnych kłopotów z pokonaniem siatkarzy Andrei Anastasiego. Gładkie zwycięstwo 3:0 było świetnym prezentem dla Antonina Rouziera, który kończył w dniu meczu 25 lat. Doskonale prezentował się nowy zawodnik ZAKSY, także świetnie zagrali Earvin N'Gapeth i Samuele Tuia. Trzeba jednak zauważyć, że dla polskich siatkarzy było to pierwsze spotkanie towarzyskie w trakcie przygotowań do Mistrzostw Europy - tak tłumaczono porażkę biało-czerwonych.
Druga konfrontacja mistrzów z wicemistrzami Europy z 2009 wyglądała już zupełnie inaczej. Les Bleus pewnie weszli w mecz i wygrali pierwszego seta. Początek drugiej partii również należał do gości i wydawało się, że podopieczni Philippe'a Blaina powtórzą swój wyczyn z dnia poprzedniego. Przy prowadzeniu 9:14 szkoleniowiec ekipy znad Sekwany postanowił sprawdzić dyspozycję pozostałych zawodników. W wyniku roszad (na placu gry pojawili się niemal wszyscy Francuzi - oprócz Jenii Grebennikova) poziom gry "Trójkolorowych" znacznie się pogorszył. Gospodarze wykorzystali to i wygrali 3:1.

Ostatnim etapem przygotowań do Mistrzostw Europy było Tounoi de France. W Tourcoing i Villeneuve d'Ascq gospodarze ponownie zmierzyli się z Bułgarami, a także Turkami oraz Słowenią. Wcześniej Philippe Blain ogłosił czternastoosobowy skład reprezentacji na czempionat Starego Kontynentu - zabrakło w nim Kévina Tillie oraz Guillaume Samiki, który najwyraźniej nie doszedł do optymalnej formy po urazie placów i trudnym sezonie w Rosji. Nowym kapitanem w tej sytuacji został Pierre Pujol.
W Tourcoing "Trójkolorowi" przegrali ze Słowenią, która kilkanaście dni później spisywała się bardzo dobrze na ME. Porażka 2:3 (25:20, 19:25, 25:15, 23:25, 15:12) nie była sensacją. Dzień później Les Bleus zagrali z podopiecznymi Radostina Stoytcheva i pokonali ich 3:1 (33:35, 25:22, 25:21, 25:18). Zwycięstwo nad bardzo mocną drużyną podbudowało nastroje siatkarzy znad Sekwany, ale jednocześnie nieco uśpiło ich czujność. Mało brakowało, a ulegliby słabszej Turcji. Ostatecznie skończyło się na rezultacie 3:2 (25:21, 26:24, 19:25, 21:25, 15:10).
Tournoi de France wygrali Słoweńcy przed Francuzami i Bułgarami. Na czwartym, czyli ostatnim miejscu, znaleźli się Turcy. "Trójkolorowi" odbyli jeszcze spokojny trening w Lyonie i wyruszyli do Innsbrucka, aby tam walczyć o najwyższe cele.


MISTRZOSTWA EUROPY 2011

Apetyty przed austriacko-czeskim czempionatem były spore. Jean-François Exiga i Pierre Pujol zapowiadali walkę o półfinał, zaś Earvin N'Gapeth odważnie mówił o poprawie wyniku z 2009 roku - oznaczałoby to zdobycie złota. Federacja francuska oceniła nieco realniej możliwości siatkarzy Philippe'a Blaina. 1/4 finału - ten etap mieli osiągnąć Les Bleus. Udało im się dotrzeć do ćwierćfinałów, gdzie wyeliminowali ich przyszli złoci medaliści ME 2011, czyli Serbowie.

Trudna przeprawa z Finami w Innsbrucku

Przed turniejem Pujol przestrzegał przed zbytnim huraoptymizmem. Niektórzy zaczęli bowiem sądzić, że Francuzi - oprócz Włochów - są faworytami grupy C. Rozgrywający przyznał, że należy mieć się na baczności przed meczem z Finlandią, która według niego w ciągu ostatnich lat zrobiła ogromne postępy. Miał rację. Z podopiecznymi Daniela Castellaniego "Trójkolorowym" nie grało się łatwo. Finowie stawiali czynny opór. W pierwszej partii co prawda Francuzi ograli ich nadspodziewanie łatwo (25:14), ale w drugiej już byli zdecydowanie gorsi i przegrali 17:25. Bardzo wyrównany przebieg miał trzeci set. Ani jedna, ani druga drużyna nie odskoczyła na wystarczającą ilość punktów. Niezwykle zacięta i emocjonująca końcówka zakończyła się triumfem siatkarzy Blaina - 31:29. Czwarty set również nie należał do nudnych. Francuzi doprowadzili do piłek meczowych (24:21), ale Suomi nie poddawała się i wyrównała. Ostatecznie to broniący tytułu wicemistrza Europy wykazali się stalowymi nerwami i koncentracją do końca, dzięki czemu zwyciężyli 3:1 (w czwartym secie 28:26).
Francuzi zdecydowanie mieli bardziej kąśliwą zagrywkę od Finów, zdobyli dzięki niej osiem punktów, podczas gdy rywale zaledwie jeden. Lepiej także atakowali. Siatkarze Castellaniego popisywali się za to świetnymi obronami i doskonałym blokiem (16 "oczek").

Belgowie - przekleństwo Les Bleus

Wydawało się, że mecz z ekipą z Finlandii nie powinien pozostawić większego śladu na dyspozycji "Trójkolorowych". Niespełna dwadzieścia cztery godziny później Francuzi wyszli na boisko, aby zmierzyć się z uważaną za najsłabszą w grupie drużyną z Belgii. Mecz z siatkarzami Claudio Gewehra był zimnym prysznicem dla Les Bleus. Pierwszy set (podobnie jak dwa inne) był grany na przewagi. Belgowie wygrali go 31:29. Druga partia była jeszcze bardziej zażarta - tym razem zwyciężyli wicemistrzowie Europy z 2009 (34:36). Belgowie błyskawicznie się pozbierali i dość łatwo doprowadzili do stanu 2:1 (25:20). Francuzi próbowali odwrócić losy tego spotkania, lecz daremnie. Belgowie wykorzystali match-balla i zwyciężyli 26:24 w czwartej partii, a w całym meczu 3:1.
Kluczem do wygranej okazał się skuteczny blok. Piętnastokrotnie Les Bleus zderzyli się z szczelną ścianą w wykonaniu podopiecznych Claudio Gewehra. Rywale zdecydowanie lepiej przyjmowali zagrywkę i kończyli większość ataków. Osiem asów serwisowych (w tym cztery Earvina N'Gapetha) nie było w stanie wyrządzić większej szkody Belgom. Z tą ekipą przyszło Francuzom jeszcze kilkakrotnie zmierzyć się w ubiegłym roku.

Z Włochami o 1. miejsce w grupie C

Mecz z siatkarzami z Italii miał decydować o 1. miejscu w grupie C. Podopieczni Mauro Berruto mieli wtedy na swoim koncie 6 punktów. Les Bleus mogli bezpośrednio awansować do ćwierćfinałów, jeśli wygraliby z Włochami 3:0. Widocznie z takim nastawieniem przystąpili do konfrontacji z zawodnikami z Półwyspu Apenińskiego.
Praktycznie każdy z pięciu setów w tym spotkaniu rozpoczynał się tak samo. Les Bleus wychodzili na wyraźne prowadzenie, na pierwszej przerwie technicznej mieli 4-5 "oczek" przewagi. Ich prowadzenie utrzymywało się do drugiego time-outu. Później Squadra Azzurra włączała piąty bieg i doganiała "Trójkolorowych". W pierwszym secie Włochom udało się odrobić trzy punkty straty (13:16) i wygrać po zaciętej końcówce 28:26. Druga partia wyglądała już nieco inaczej, bo na przerwie technicznej prowadzili siatkarze Mauro Berruto (16:15), którzy zresztą zwyciężyli 25:22. Les Bleus przebudzili się w trzecim secie, chociaż wydawać się mogło, że Włosi są na jak najlepszej drodze do wygrania 3:0. Francuzi w trzecim secie wypracowali sobie sporą przewagę - pięciu "oczek" zaliczki zawodnicy z Italii nie odrobili. W efekcie zawodnicy Blaina wyraźnie wygrali 17:25, a następnie doprowadzili do tie-breaka. W najkrótszym z setów już nie dali sobie wydrzeć ostatecznego zwycięstwa, ale mimo to czekały ich baraże o ćwierćfinał.
"Trójkolorowi", pomimo falującej gry, pokonali faworyta do złota w austriacko-czeskim turnieju. Wydaje się, że najistotniejsza w meczu była zmiana w drugiej partii - Pierre'a Pujola zastąpił Benjamin Toniutti. Ten sam siatkarz poprowadził Les Bleus do zwycięstwa nad Włochami podczas Ligi Światowej 2011. Antonin Rouzier prezentował się na boisku przeciętnie i nie pojawił się na parkiecie w czwartym i piątym secie. Zamiast niego na boisku pojawił się Marien Moreau. Do zwycięstwa zaś najbardziej przyczynili się środkowi - José Trèfle i Romain Vadeleux (razem zdobyli 25 punktów) oraz Earvin N'Gapeth, który zanotował na swoim koncie 19 "oczek".

Wymęczony triumf w barażu z Turcją

Philippe Blain uznał, że niektórzy z jego podopiecznych potrzebują nieco więcej odpoczynku. W barażu z Turcją nie zobaczyliśmy zatem Samuele Tui ani Jeana-Françoisa Exigi. Pierre Pujol spędził niemal całe spotkanie w kwadracie dla rezerwowych, ponieważ zaczęły doskwierać mu drobne urazy. Trener nie chciał narażać swojego asa na niepotrzebne kontuzje - zamiast Pujola na parkiecie pojawił się Benjamin Toniutti.
Wydawało się, że Turcja nie jest specjalnie wymagającym przeciwnikiem, jednak w niektórych momentach siatkarze z tego kraju potrafili postraszyć "Trókolorowych". Pierwszy set Francuzi rozpoczęli bardzo pewnie, od prowadzenia 8:2. Sześć "oczek" przewagi utrzymało się do końca (25:19). W drugiej partii pojawiło się kilka momentów niepewności, które wykorzystali rywale. Zawodnicy Blaina wygrali 25:23, jednak w trzecim secie musieli uznać wyższość Turków. Ci wykorzystali słabsze chwile "Trójkolorowych", zwłaszcza popełniającego szkolne błędy Nicolasa Maréchala i zwyciężyli 19:25. Les Bleus podnieśli się w ostatniej odsłonie meczu (25:21).
Było to zdecydowanie najgorsze spotkanie Francuzów na Mistrzostwach Europy. Narastające zmęczenie i świadomość, że Turcja nie jest europejskim potentatem sprawiły, że siatkarze Philippe'a Blaina prezentowali się kiepsko. Udało im się jednak przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. W meczu bez większej historii największą rolę ponownie odegrali środkowi - José Trèfle i Romain Vadeleux oraz będący w wspaniałej dyspozycji Earvin N'Gapeth. Nie najlepiej grał Rouzier, który przyznał, że jest już mocno zmęczony i nie potrafił się przełamać.

Gorzka porażka z Serbią, przyszłym mistrzem Europy

Ledwo Francuzi pokonali Turków, a już musieli przygotowywać się do spotkania z Serbią, która pewnie wygrała rywalizację w grupie A. Plavi nie mieli zbyt wymagających rywali - zmierzyli się z Austrią, Turcją i Słowenią - wszystkie spotkania pewnie wygrali.
Z perspektywy czasu przegrana z Serbami nie jest aż tak dotkliwa, jak wydawało się na początku. Francuzi ulegli w końcu przyszłemu złotemu medaliście ME 2011. Z drugiej strony Les Bleus byli o krok od doprowadzenia do tie-breaka, w którym mogli wyeliminować siatkarzy Igora Kolakovicia. Dodatkowo zaprzepaścili swoją szansę na grę w Pucharze Świata, a także kwalifikację do ME 2013.
Pierwszy set ćwierćfinałowego spotkania zaczął się tak, jak tego chcieli zawodnicy Philippe'a Blaina. Les Bleus uzyskali kilka "oczek" przewagi nad Serbami. Ci zdołali doprowadzić do remisu, a następnie wygrać na przewagi. Druga partia to zdecydowane prowadzenie od początku do końca Plavich. Francuzi przegrywali już 0:2 i zostali postawieni pod ścianą. Musieli postawić wszystko na jedną kartę, aby jeszcze móc walczyć o medale. W trzecim secie Pierre'a Pujola ponownie zastąpił Benjamin Toniutti, na parkiecie pojawiał się również Franck Lafitte. "Trójkolorowym" udało się wrócić z dalekiej podróży - pokonali Serbię 23:25. Bardzo emocjonujący był czwarty set. Na pierwszej przerwie technicznej jednopunktową zaliczkę mieli wicemistrzowie Europy z 2011. Serbowie szybko wyrównali, a potem wypracowali sobie pięć "oczek" zaliczki. Wszystko wskazywało na to, że zawodnicy Igora Kolakovicia łatwo wygrają w czwartej partii. Francuzi zdołali ich dogonić dzięki mocnym atakom Earvina N'Gapetha i dobremu blokowi, ale również dzięki temu, że Serbowie zaczęli się mylić. Decyzja arbitra przy match-ballu dla Plavich była bardzo kontrowersyjna, a jak później się okazało - niesłuszna. Sędzia dopatrzył się błędu Benjamina Toniuttiego, który rzekomo "zgarnął" piłkę będącą już po stronie serbskiej. Zawodnik nie pomylił się - piłka cały czas znajdowała się po stronie Francji, zaś w momencie rozegrania przeszkadzał Nikola Kovacević. Ralph Barnstorf nie zmienił swojej decyzji mimo protestów "Trójkolorowych". Nie wiadomo, czy Les Bleus doprowadziliby do tie-breaka i czy wygraliby całe spotkanie. Pewne jest, że błąd arbitra pozostawił duży niesmak wśród zawodników znad Sekwany oraz ich kibiców.


Mistrzostwa Europy 2011 Francuzi zakończyli na 7. miejscu, za Bułgarią, a przed Finlandią. Les Bleus wypełnili plan minimum - awansowali do 1/4 finału i dzielnie walczyli o strefę medalową. Znakomicie podczas całego czempionatu prezentował się Earvin N'Gapeth (95 punktów w ciągu całego turnieju, z czego 11 dzięki swojej zagrywce i 8 po bloku). Antonin Rouzier nie potrafił się przełamać aż do ostatniego meczu - dopiero w konfrontacji z Serbią pokazał pełnię swoich możliwości, zapisując na swoim koncie 25 punktów (razem na ME zdobył 90 "oczek" - 7 asów serwisowych). Oprócz N'Gapetha szkoleniowiec ekipy Francji chwalił Samuele Tuię, zwłaszcza za postawę w spotkaniu z Serbami, gdzie miał 70% skuteczność w ataku i 74% w przyjęciu. Znakomicie zagrał José Trèfle, który po meczu z Belgią zastąpił Géralda Hardy-Dessourcesa. Efekt był świetny - Trèfle nie popełnił żadnego błędu w polu zagrywki, do tego skutecznie atakował (skuteczność w okolicach 70%) i nieźle blokował, zwłaszcza w meczu z Włochami, gdzie sześciokrotnie zatrzymał rywali.


TURNIEJ PRE-KWALIFIKACYJNY DO IO 2012

Dobre występy Guillaume Samiki w ZAKSIE spowodowały, że przyjmujący wrócił do kadry na pre-kwalifikacje olimpijskie. Niestety, kolegów nie wspomogli Julien Lyneel, Franck Lafitte oraz Romain Vadeleux. Siatkarze leczyli w tym czasie różnego rodzaju urazy. W tej sytuacji Philippe Blain powołał Jeana-Philippe'a Sola który nie znalazł się w składzie na ME 2011. Szansy na debiut w reprezentacji nie wykorzystał Horacio d'Almeida, powołany w trybie awaryjnym.

Tuż przed turniejem Les Bleus rozegrali dwumecz towarzyski z Belgami. Pierwszy z nich wygrali 3:2, drugi przegrali w identycznym stosunku.

Na pierwszy ogień poszli siatkarze z Grecji. Francuzi nie mieli dużych kłopotów z ograniem zawodników z Bałkanów, chociaż ci stawiali opór w dwóch pierwszych setach. Les Bleus za każdym razem doprowadzali do piłek setowych, które następnie wykorzystywali (25:23, 25:22). Zawodnicy Blaina rozwinęli skrzydła w ostatniej partii - dosłownie zmietli swoich rywali z parkietu, a przyczyniła się do tego niewygodna zagrywka Samuele Tui. Dzięki serwisowi pochodzącego z Polinezji siatkarza przewaga "Trójkolorowych" błyskawicznie wzrosła. Trzeci set zakończył się wynikiem 25:12, a cały mecz 3:0.

Bardzo zmienny przebieg miała konfrontacja z Niemcami. Zawodnicy prowadzeni już nie przez Raula Lozano, ale Stewarda Bernarda w inauguracyjnej partii szybko rozprawili się z gospodarzami. Francuzi nie potrafili wyprowadzić punktowej akcji ani bronić się przed potężnymi zbiciami Georga Grozera. W efekcie przegrali aż 12:25. Kolejna partia to lepsza gra Les Bleus - trochę lepiej prezentował się Antonin Rouzier, ale to dzięki kąśliwemu serwisowi Earvina N'Gapetha i świetnej dyspozycji Guillaume Samiki Francuzi zwyciężyli 25:19. Trzeci set również należał do podopiecznych Philippe'a Blaina - kiedy na parkiecie pojawił się Samica, poziom gry zdecydowanie się podnosił. Francuzi ograli rywali 25:21. Niemcy nie poddawali się i rozpoczęli czwartą odsłonę tak, jakby dopiero rozpoczynali grę. N'Gapeth, Tuia i Rouzier raz po raz zderzali się ze szczelnym blokiem przeciwników. Gra Les Bleus posypała się jak domek z kart, a szkoleniowiec Francji nie mógł nic na to poradzić. Wejście Benjamina Toniuttiego nie zmieniło diametralnie obrazu gry, podobnie jak pojawienie się na parkiecie Moreau i Maréchala. Tym razem "Trójkolorowi" musieli przełknąć gorzką porażkę (11:25). Tie-break należał już jednak do gospodarzy. Niesamowite serwisy Toniuttiego w końcówce przyniosły upragniony triumf (15:10) i awans do półfinału.

W 1/2 finału na gospodarzy czekali już Belgowie - drużyna, z którą Francuzi grać raczej nie lubią. Tym razem nie było inaczej. Zapowiadało się na ciężką i długą batalię o finał. Inauguracja nie wypadła najlepiej w wykonaniu zawodników znad Sekwany. Nie radził sobie Antonin Rouzier, Earvin N'Gapeth nie zawsze kończył wszystkie piłki - w konsekwencji Belgowie wygrali 19:25. Drugi set wyglądał podobnie, jak pierwszy. Żadna z drużyn nie potrafiła uzyskać znaczącego prowadzenia. Dopiero pojawienie się na placu gry Benjamina Toniuttiego i Mariena Moreau sprawiło, że gospodarze odskoczyli na dwa "oczka", a set zakończyli asem serwisowym. Kolejna odsłona była już lepsza. Kilka efektownych bloków na chwilę zatrzymało Belgów. Podopieczni Claudio Gewehra szybko się otrząsnęli i wyrównali. Earvin N'Gapeth dwoił się i troił, lecz to Belgowie lepiej zagrywali - 26 "oczko" zdobyli dzięki swojemu seriwisowi. Czwarta partia również była niezwykle wyrównana. Końcówka należała jednak do gospodarzy, którzy wygrali 25:23 po świetnych zbiciach Nicolasa Maréchala i blokach Jeana-Philippe'a Sola i Benjamina Toniuttiego. W tie-breaku Maréchal popełniał mnóstwo błędów, zarówno w przyjęciu, jak i w ataku. Cztery "oczka", ktore wypracowali sobie Belgowie, okazały się wystarczające. Nie pomogła pokerowa zagrywka Blaina, który postanowił w ostatnim momencie posłać do boju Rouziera (atakujący nie grał w czwartym secie). Nierozgrzany "Antek" nie zdołał zatrzymać rozpędzonych rywali i nie skończył ataku. W efekcie Francuzi przegrali 12:15. To oznaczało, że nie zagrają w Sofii w europejskich kwalifikacjach i będą musieli czekać na dalsze rozstrzygnięcia oraz liczyć na udział w światowym turnieju eliminacyjnym, który odbędzie się w czerwcu 2012.

IDZIE NOWE

Nie jest tajemnicą, że reprezentacja Francji w ciągu dwóch lat bardzo się zmieniła. Odeszli tak znakomici siatkarze jak Stéphane Antiga, Oliver Kieffer i Hubert Henno. Ciężko w ciągu kilku miesięcy było zastąpić trzy czołowe postaci. Mimo to Philippe Blain próbował załatać dziurę, która powstała po tym, jak wymienieni zawodnicy postanowili zakończyć przygodę z reprezentacją. Jednocześnie postawił na młodych, ambitnych zawodników, którzy musieli nabrać doświadczenia.
Początki wcale nie były łatwe. Kolejne porażki w Lidze Światowej nie napawały optymizmem. Nieco lepiej "Trójkolorowi" radzili sobie w sparingach przed ME. Szczyt formy Les Bleus przypadł w tym momencie, w którym powinien, czyli podczas czesko-austriackiego czempionatu. Nie udało się jednak zdobyć medalu ani wywalczyć kwalifikacji olimpijskiej. Gra zawodników z Francji falowała - kapitalne mecze przeplatali słabszymi. Dlaczego tak się działo? Tak, jak zostało powiedziane, w reprezentacji pojawiło się wielu młodych siatkarzy, którzy musieli zgrać się ze starszymi zawodnikami i nabrać doświadczenia. Duża ilość zmian personalnych nie mogła pozostać bez konsekwencji. Zmiany, które przeprowadził Blain zaowocują za kilka lat, kiedy obecny skład będzie bardziej doświadczony. Potrzeba czasu, aby znów Francja zaczęła wygrywać.
Wydaje się, że najlepiej dyspozycję "Trójkolorowych" oddają dwa spotkania - pierwsze, z Włochami na ME, kiedy potrafili roztrwonić ciężko budowaną przewagę, ale ostatecznie zwyciężyć; oraz z Niemcami podczas turnieju pre-kwalifikacyjnego w Tourcoing. Pierwszy i czwarty set, w którym Francuzom nic nie wychodziło oraz trzymający w napięciu tie-break. Tak pokrótce wyglądał rok 2011 w wykonaniu Les Bleus.

W niebieskiej koszulce zadebiutowało kilku młodych siatkarzy, chociaż przytrafił się również jeden wyjątek...
Julien Lyneel i Jenia Grebennikov - dwaj dwudziestolatkowie, którzy przebojem wdarli się do reprezentacji. Lyneel na Mistrzostwach Europy spędził dużo czasu w kwadracie dla rezerwowych, ale Philippe Blain sięgał po niego, kiedy chciał utrudnić przeciwnikom przyjęcie. Grebennikov zagrał jedynie w meczu z Turcją, lecz swoje umiejętności szlifował w Lidze Światowej. Zabrakło dla niego miejsca na turnieju pre-kwalifikacyjnym do IO, ponieważ szkoleniowiec Les Bleus postawił na doświadczenie. Sporo grał również Benjamin Toniutti. Rozgrywający Arago de Sète potrafił odmienić losy wielu spotkań, a jego "specjalnością" stały się mecze z Włochami. Kiedy Toniutti rozgrywał, Francja była bliska ogrania Italii. To był doskonały rok dla Samuele Tui. Siatkarz, który nie potrafił odnaleźć się w Olsztynie, błyszczał w reprezentacji. Błyskawicznie zdobył uznanie szkoleniowca, a tym samym miejsce w wyjściowej szóstce "Trójkolorowych". Do łask Blaina powrócił również Earvin N'Gapeth. Gdyby nie niepokorny zawodnik Cuneo, nie wiadomo, czy Francuzi dotarliby do ćwierćfinałów Mistrzostw Europy, ponieważ słabo grał Maréchal, a Rouzier długo nie potrafił się przełamać. Chyba największą niespodzianką była znakomita postawa José Trèfle. Doświadczony, 31-letni środkowy wykorzystał w 100% szansę, jaką dał mu Blain. W lipcu w jednym z wywiadów wyznał, że jego celem jest wyjazd do Innsbrucka na ME, a potem gra w pierwszej szóstce. Swój cel zrealizował.

"Trójkolorowi" przeszli duże zmiany personalne, są obecnie drużyną złożoną z doświadczonych graczy (takich jak Hardy-Dessources, Vadeleux, Samica) oraz młodych zawodników (Grebennnikov, Lyneel, Toniutti). Można powiedzieć, że w 2011 grała nowa, młoda Francja. Średni wiek podstawowej szóstki Les Bleus wynosił około 25 lat. Możliwe, że za kilka lat "Trójkolorowi" ponownie będą drużyną, z którą będzie trzeba się liczyć - tak, jak to działo się w 2002 i 2003 roku oraz w 2009. Juniorzy i kadeci z kraju Moliera już teraz odnoszą sukcesy. Ze złotego pokolenia, które zdobywało w 2007 mistrzostwo Europy Kadetów w obecnej reprezentacji znaleźli się m.in. N'Gapeth, Toniutti czy Quesque.


ALFABET 2011...
czyli 365 dni w pigułce



Antiga. Na początku kwietnia poszedł w ślady Huberta Henno i Olivera Kieffera - ogłosił, że kończy karierę reprezentacyjną. Skra Bełchatów nie przedłużyła z nim umowy, wobec czego 35-letni siatkarz pozostawał przez pracy. Nie na długo. Podpisanie kontraktu z Delectą Bydgoszcz było jednym z najważniejszych wydarzeń letniego okienka transferowego PlusLigi.

Belgia. Francuzi dwukrotnie w ubiegłym roku trafili na siatkarzy z tego kraju w międzynarodowych imprezach. Pierwszy raz zmierzyli się z nimi na Mistrzostwach Europy i niespodziewanie ulegli im 1:3. Drugie starcie tych reprezentacji miało miejsce podczas turnieju pre-kwalifikacyjnego w Tourcoing. "Trójkolorowi" ponownie schodzili z parkietu pokonani (2:3). To tego należy dodać dwa sparingi przed turniejem w Tourcoing (3:2 i 2:3).

Czempionat Starego Kontynentu. "Trójkolorowi" pojechali do Austrii jako wicemistrzowie Europy, wrócili z 7. miejscem, które jest i dobre, i słabe. Dobre, jeśli popatrzymy na ich wcześniejsze wyniki, gł. na Lidze Światowej, także na Tournoi de France. Słabe, gdy zdamy sobie sprawę, że Les Bleus w Innsbrucku grali świetnie, zwłaszcza z Włochami. Mieli pecha trafić w ćwierćfinale na Serbów, późniejszych mistrzów Europy.

D - grupa D - Włochy, Korea Płd., Kuba i Francja. Les Bleus nie mieli zbyt wielkiego szczęścia w Lidze Światowej, trafili na wicemistrzów świata i zawsze dobrze przygotowanych zawodników z Italii. Mocno zmieniona drużyna Philippe'a Blaina nie poradziła sobie w tej imprezie. Wygrała zaledwie 3 z 12 spotkań. Na szczęście 11 punktów starczyło, aby uniknąć baraży do LŚ 2012.

Earvin N'Gapeth. Przyjmujący zaliczył wielki powrót w szeregi Les Bleus i zrobił to w bardzo dobrym stylu. Jego potężne ataki, świetne obrony i piekielnie trudna zagrywka sprawiała wiele kłopotów rywalom na Mistrzostwach Europy. Posłał 11 asów serwisowych, a razem zdobył 95 punktów - najwięcej spośród wszystkich podopiecznych Philippe'a Blaina.

Franck Lafitte pojechał na Mistrzostwa Europy, lecz nie miał wielu okazji, aby zaprezentować się z dobrej strony. W październiku zerwał więzadła w kolanie. Paskudna kontuzja wykluczyła środkowego Montpellier UC z gry do końca roku. Ten i inne problemy zmusiły władze MUC do poszukania dobrego atakującego - wybór padł na Marcela Gromadowskiego.

Grebennikov. Młody libero Rennes Volley 35 zadebiutował w ubiegłym roku w reprezentacji Francji, zagrał w jedenastu spotkaniach Ligi Światowej. Z meczu na mecz Jenia Grebennikov pokazywał, że nie bez powodu został ogłoszony odkryciem oraz najlepszym libero Ligue A w sezonie 2010/2011.

Hala w Sofii. Miejsce, w którym zostanie rozegrany turniej finałowy Ligi Światowej 2012, a także miejsce sierpniowych sparingów Francuzów z Bułgarami i Czechami. Siatkarze Jana Svobody ulegli "Trójkolorowym" 3:1. Les Bleus nie zdołali jednak wygrać z gospodarzami turnieju (3:0).

Innsbruck, czyli stolica Tyrolu - miasto, w którym Francuzi zmierzyli się na ME z Włochami, Finami i Belgami (grupa C). Na początek "Trójkolorowi" po twardej walce ograli zawodników Daniela Castellaniego, później ulegli swoim sąsiadom, czyli Belgom. Niespodziewanie ograli też siatkarzy z Italii. Ostatecznie zajęli 2. miejsce w grupie.

José Trèfle. 31-letni środkowy długo czekał na powołanie do reprezentacji Francji. José Trèfle zaliczył bardzo dobry występ na Mistrzostwach Europy, podczas których zastąpił będącego w słabszej dyspozycji Géralda Hardy-Dessourcesa. José Trèfle dał się poznać jako człowiek nieco roztargniony - zapomniał wziąć spodenek na mecz z Włochami, lecz sytuację uratował menadżer zespołu - Gérard Castan, który ekspresowo dostarczył zawodnikowi Arago de Sète brakującą część garderoby.

Kapitanowie. W ciągu jednego roku Les Bleus mieli ich aż trzech. Guillaume Samica miał okazję dowodzić reprezentacją zaledwie w czterech meczach, później przytrafiła mu się kontuzja. Schedę po nim przejął Nicolas Maréchal, który był kapitanem do końca Ligi Światowej. Trzecim kapitanem został Pierre Pujol.

Lyon - miasto-gospodarz pierwszego meczu "Trójkolorowych" w Lidze Światowej 2011. W Lyonie Francuzi dostali baty od Włochów (0:3; 14:25, 20:25, 12:25). Spotkała też ich bardzo nieprzyjemna reakcja ze strony widzów. Ci w pewnym momencie zaczęli gwizdać i buczeć - była to reakcja na słabą postawę gospodarzy.

Messina. W tym włoskim mieście "Trójkolorowi" wygrali swój pierwszy mecz w Lidze Światowej 2011. Pierwszy set należał do gospodarzy, ale trzy kolejne padły łupem Francuzów. Kapitalnie zagrał Antonin Rouzier, który zdobył 30 "oczek". Był to moment ważny dla nastawienia mentalnego Les Bleus, którzy przez sześć wcześniejszych spotkań nie potrafili zwyciężyć.

Nicolas Maréchal - Przyjmujący Stade Poitevin dwukrotnie w poprzednim sezonie odbywał karę trzymiesięcznego zawieszenia z powodu nieprzestrzegania przepisów antydopingowych - nie informował swojego związku o aktualnym miejscu pobytu, wobec czego został odsunięty od gry (dwukrotnie na trzy miesiące). Po powrocie do reprezentacji pełnił funkcję kapitana, gdy kontuzjowany był Guillaume Samica.

Oliver Kieffer. Środkowy Stade Poitevin zakończył karierę reprezentacyjną. Dodatkowo wieloletni kapitan "Trójkolorowych" musiał przerwać swoją przygodę z siatkówką z powodu poważnej kontuzji kręgosłupa (przepuklina dysku).

Pierre Pujol - podstawowy rozgrywający reprezentacji Francji. Powrócił po ciężkiej kontuzji do regularnej gry, podpisał kontrakt z Fartem Kielce i od razu stał się gwiazdą PlusLigi. Pujol w trakcie Ligi Światowej zmagał się z gorączką - wtedy godnie zastąpił go Benjamin Toniutti. Rozgrywający został także kapitanem Les Bleus.

Rouzier - jeden z najlepszych punktujących Ligi Światowej 2011. Z dorobkiem 211 pkt zajął 2. miejsce w rankingu FIVB po rundzie interkontynentalnej. Na Mistrzostwach Europy popularny "Antek" nie grał już tak dobrze, lecz w klubie prezentuje pełnię swoich umiejętności.

Samuele Tuia - objawienie zeszłego sezonu. Były zawodnik AZS-u Olsztyn przebojem wdarł się do pierwszej szóstki "Trójkolorowych" i nie opuścił jej do końca sezonu. Był - oprócz Earvina N'Gapetha i Antonina Rouziera - jedną z najjaśniejszych postaci reprezentacji Francji w 2011 roku.

Turniej pre-kwalifikacyjny w Tourcoing. Nieudany dla Francuzów turniej. Po gładkim zwycięstwie nad Grecją (3:0) przyszedł czas na mecz z bardzo wymagającym rywalem, czyli z Niemcami. Nierówny mecz zakończył się triumfem "Trójkolorowych" 2:3. W półfinale musieli uznać wyższość Belgów (2:3).

Urodziny Rouziera. Francuzi zagrali z biało-czerwonymi dwa sparingi w Ostrowcu Świętokrzyskim (18-19 sierpnia). Pierwszy mecz towarzyski wygrali goście, a tego samego dnia atakujący Les Bleus obchodził swoje 25. urodziny. Kibice zaśpiewali mu tradycyjnie "Happy birthday".

Vadeleux. Środkowy "Trójkolorowych" nie brał udziału w turnieju pre-kwalifikacyjnym w Tourcoing z powodu urazów. Na Mistrzostwach Europy popisywał się bardzo trudną zagrywką. Posłał aż 11 asów serwisowych.

Walka o Igrzyska Olimpijskie. Francuzi nie przebrnęli przez turniej pre-kwalifikacyjny w Tourcoing i drzwi do Londynu zostały dla nich dość poważnie przymknięte, ale nie zamknięte. Istnieje szansa, że Les Bleus wystąpią na światowych kwalifikacjach, tak więc jeszcze nie wszystko stracone.

Xavier Kapfer. Przyjmujący Farta podpisał w lipcu umowę, która wiąże go z kieleckim klubem na kolejne dwa lata. W trakcie Ligi Światowej skręcił kostkę. Uraz wykluczył go z dalszego udziału w tej imprezie.

Yannick Bazin. Rozgrywający nie znalazł w tym roku uznania w oczach Philippe'a Blaina. Po opuszczeniu klubu Galatasaray dostał propozycję z Jastrzębskiego Węgla. Postanowił jednak zagrać w Portoryko, w klubie Los Plataneros de Corozal. Niedawno powrócił do ojczyzny i będzie reprezentował klub Chaumont VB 52 (Ligue B).

Znów Włosi i Koreańczycy, a dodatkowo Amerykanie - tak można w paru słowach określić grupę C na LŚ 2012. Francuzi rok wcześniej również zagrali w "Światówce" z siatkarzami Mauro Berruto i Park Ki-Wona (oraz z Kubańczykami). Ciekawostką jest fakt, że "Trójkolorowi" z zawodnikami z Italii mierzą się co roku (z nielicznymi wyjątkami) w różnych imprezach siatkarskich. Rok 2012 nie będzie zatem wyjątkiem.

*opracowała Magdalena Gajek (PrzeglądLigowy.com)

Dodaj do:
Wykop

Dodaj komentarz

Aby móc komentować, musisz być zalogowany.

Zaloguj się, albo gdy nie masz jeszcze konta Zarejestruj się

Logowanie

Siatkówka

PlusLiga

Najnowsze galerie

Newsletter

Ostatnio zarejestrowani

Polecane