Liga Światowa | 2008-07-13 12:10:36 | Nadesłał: Alicja Chrabańska | Źrodlo: inf. własna
W piątej kolejce spotkań rundy interkontynentalnej LŚ Stany Zjednoczone po raz drugi pokonały rezerwowy skład Hiszpanii. Amerykanie zwyciężyli 3:1 (24:26, 25:22, 25:13, 25:18), tym samym zapewnili sobie awans do finału w Rio.
Amerykanie przystąpili do spotkania w Bloomington bardzo rozluźnieni. Po porażce Bułgarii w Warnie w praktyce mieli zapewniony awans do finału. Nie mniej jednak pokonanie Hiszpanów, nie pozostawiłoby cienia szans na zajęcie pierwszego miejsca w grupie C przez inny zespół niż USA. Brak koncentracji w szeregach podopiecznych Hugh McCutcheona zaowocował licznymi błędami w ataku. Z wykonaniem skuteczniej akcji nie radzili sobie najlepsi zawodnicy, Stanley oraz Priddy. Nieoczekiwanie dzięki dobremu serwisowi goście zdołali zbudować znaczącą, bo trzypunktową przewagę (14:11). Gospodarzom udało się wyrównać stan seta po 17. Jednak wciąż dawały o sobie znać problemy z przyjęciem oraz wyprowadzeniem ataku po stronie USA. Amerykanie nie poddawali się jednak wyższość Hiszpanów w pierwszej partii była bezdyskusyjna. Mistrzowie Europy wygrali tę partię 26:24.
Druga odsłona meczu to zacięta walka. Zespoły utrzymywały bliski dystans punktowy. Jednak tym razem to Amerykanie uzyskali drobną przewagę (8:7, 16:14). Tak doświadczonemu zespołowi wystarczyło to aby kontrolować przebieg seta. Siatkarze z USA zdecydowanie poprawili skuteczność w ataku oraz w przyjęciu. Duża była w tym zasługa wprowadzonego w poprzedniej partii w miejsce Seana Rooney’a, Riley Salmon’a. W polu zagrywki coraz pewniej czuł się William Priddy. Hiszpanom pomimo tego udało się wyrównać stan seta (18:18). Jednak nie zdołali się obronić przed najsilniejszą bronią w arsenale swoich rywali, przed amerykańskim serwisem. Gospodarze zwarli szeregi i wygrali partię 25:22.
Trzeci set to partia pozbawiona historii. Amerykanie wykazali w niej ogromną pewności siebie, podczas gdy Hiszpanie wyglądali na zdezorientowanych. Drastycznie pogorszyło się przyjęcie po stronie gości. Natomiast po drugiej stronie siatki świetnym serwisem popisywał się Ryan Millar. Dobrą skuteczność w ataku odzyskał Priddy. Gospodarze grali niemalże bezbłędnie, czego nie można powiedzieć o podopiecznych Marcelo Mendeza. To sprawiło, że trzeci set padł łupem Amerykanów (25:13).
Po tak bolesnej porażce Hiszpanie nie podnieśli się już. Czwarta partia to znów bezwzględna dominacja Amerykanów. Siatkarze pod wodzą Hugh McCutcheon’a wyśmienicie radzili sobie w każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła. Podczas drugiej przerwy technicznej prowadzili już 16:14 i nic nie wskazywało na to, aby mogli ten pojedynek przegrać. Goście mieli coraz większe problemy z przyjęciem silnych zagrywek rywali i co się z tym wiąże z wyprowadzeniem ataku. Wobec tego, zgodnie z oczekiwaniami gospodarze wygrali czwartą partię 25:18 i cały mecz 3:1.
USA jest liderem grupy C od początku tegorocznych rozgrywek LŚ. Dzisiejsze zwycięstwo w połączeniu z klęską Bułgarii w meczu z Finami zapewniło Amerykanom awans do finału w Rio. Podopieczni Hugh McCutcheona prezentują znakomitą formę i zasłużenie zagrają w finale. Teraz z dużym spokojem przystąpić mogą do ostatnich meczów z Bułgarami w Warnie. Dziś o godzinie 17:30 zostanie rozegrany ostatni mecz piątego weekendu LŚ w grupie C pomiędzy Bułgarią i Finlandią.
USA – Hiszpania 3:1 (24:26, 25:22, 25:13, 25:18)
Składy:
USA: Ball 6, Rooney 3, Lee 8, Priddy 21, Millar 11, Stanley 16, Lambourne (l) oraz Hoff 3, Hansen, Salmon 12.
Hiszpania: Perez 14, Sevillano 5, Rodriguez F. 7, Hernan 2. Subiela 6, Garcia-Torres 7, Valido (l) oraz Flores 1, Salas, Barcala 5.
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.