Liga Światowa | 2010-07-12 16:14:02 | Nadesłał: Magdalena Kudzia | Źrodlo: plusliga.pl
21. edycja Ligi Światowej dobiegła końca. Reprezentacja Polski, podobnie jak przed rokiem zakończyła grupowe zmagania na trzecim miejscu i nie awansowała do Final Six. Choć siatkarze i trener zgodnie twierdzą iż traktowali turniej jako jeden z etapów przygotowań do najważniejszej imprezy sezonu - mistrzostw świata, uczucia po jego zakończeniu pozostały mieszane.
Trzecia lokata w grupie D (19 punktów), 6 zwycięstw i 6 porażek - to bilans biało-czerwonych w tegorocznej "Światówce”. Niby lepiej, niż rok temu (7 porażek i 5 wygranych), ale czy na pewno?
- Bilans lepszy, czyli jest progres. Cieszmy się wszyscy, że dobrze się zaprezentowaliśmy - uznał po kończących zmagania pojedynkach z Niemcami Michał Bąkiewicz. - Liga Światowa sporo nam dała. Każdy złapał trochę ogrania, czucia meczowego. Teraz, już na spokojnie będziemy się przygotowywać wyłącznie pod Mundial - dorzucił Jakub Jarosz.
Optymizmu naszych chłopakom nie brakuje. Może to i dobrze, bo przecież oni sami wiedzą najlepiej na jakim etapie budowania formy się znajdują i na co może ich być stać za dwa miesiące. W LŚ na wiele polskiej kadry stać nie było. Jak na mistrzów Europy zaprezentowali się słabo, tak samo zresztą jak srebrni medaliści z Izmiru, Francuzi. Trzecia ekipa europejskiego czempionatu pokazała najlepszą i najrówniejszą siatkówkę, ale podobnie jak poprzednie dwie nie zdołała awansować do turnieju finałowego. Silvano Prandi, trener Bułgarów nie krył rozczarowania, przepraszał kibiców. Daniel Castellani stwierdził, że nie było najgorzej.
Po stronie zysków:
Tu śmiało można zapisać dobre samopoczucie naszych siatkarzy, które oznacza że ufają swojemu szkoleniowcowi i jego metodom pracy. - Jesteśmy w bardzo dobrej formie mentalnej. Rozegraliśmy klika spotkań z solidnymi przeciwnikami, więc jakieś przetarcie przed mistrzostwami świata złapaliśmy - przekonuje Bąkiewicz.
- Graliśmy różnymi składami, były różne etapy przygotowań. To miało na celu polepszanie indywidualnych umiejętności - podkreśla Kuba Jarosz.
Po stronie strat:
Miał być Final Six i wycieczka do Ojczyzny Daniela Castellaniego, a przede wszystkim konfrontacja ze światową czołówką - sprawdzian sił, jakiego nie da żaden sparing ani mecz towarzyski, nawet z Brazylią.
Gdyby do awansu zabrakło jednego seta (jak Bułgarom), a polscy zawodnicy nie przegraliby z kretesem trzech pojedynków z Niemcami, nikt nie miałby pretensji. Tymczasem pozwolili uwierzyć zachodnim rywalom, że mogą pokonać każdego, nawet mistrzów Europy, co w perspektywie czempionatu w Italii (gdzie w fazie grupowej zagramy właśnie z ekipą Lozano) nie napawa optymizmem. Tym bardziej, że Grozer i spółka nabrali dzięki tym zwycięstwom sporej pewności siebie, a nasi zawodnicy, mimo niechęci niektórych z nich do praktyk Lozano przyznają, że jego zespół poczynił spore postępy.
- Niemcy mają zawodników, których stać na dobrą grę, którzy od paru lat występują w lidze włoskiej i przeszli różne szlaki siatkarskie. To jest reprezentacja, która raczkuje powoli we właściwym kierunki i widać postęp jaki poczynili w ciągu ostatnich lat - ocenia Zbigniew Bartman.
* więcej w serwisie PlusLiga.pl
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.