Młodzieżowe | 2008-09-10 09:10:20 | Nadesłał: Weronika Grabowska | Źrodlo: reprezentacja.net
W niedzielę zakończyły się ME juniorów. Na podium w Brnie zabrakło niestety Polaków. Próżno szukać ich było również wśród drużyn z pierwszej ósemki. - Taki jest sport, raz zdobywa się medale innym razem jest się poza czołową ósemką - wspólnie z kolegami podsumowuje swój występ na ME, Mateusz Jasiński.
Biało – czerwoni”, ubiegłoroczni wicemistrzowie Europy kadetów, pomimo słabszej postawy w rozgrywanych przed turniejem meczach sparingowych z Belgią, do Brna jechali w roli pretendentów do medalu. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna. Podopieczni duetu trenerskiego Janaszewski – Zendeł, nie tylko nie stanęli na podium, ale nawet nie zakwalifikowali się do pierwszej ósemki mistrzostw. Dlaczego tak się stało?
Po pierwsze, mecz otwarcia z Rosją
Jeszcze przed turniejem mówiło się, że spotkanie z podopiecznymi Vladimira Kondry będzie dla Polaków kluczowym momentem w całym turnieju. Nie chodziło tu koniecznie o wynik, ale głównie o postawę w tym meczu. A to, co pokazali „biało – czerwoni” w trzech z pięciu partii tego spotkania, delikatnie mówiąc, wołało o pomstę do nieba.
- Rosjanie bardzo dobrze zagrali zagrywką, serwowali naprawdę mocno i trudno było przyjąć ich serwis. Tym ustawili sobie praktycznie cały mecz – ocenił to spotkanie Karol Kłos, środkowy reprezentacji Polski. Podobnego zdania jest również przyjmujący, Mateusz Jasiński: - Pójdzie na zagrywkę taki Rosjanin, trzy razy trafi nas z całą mocą i jest po zabawie – skwitował. - Wszystko zaczyna się od przyjęcia, a potem w takim meczu z Rosją, która ma naprawdę potężny blok trudno jest Fabianowi Drzyzdze czy Łukaszowi Wrońskiemu wystawić dobrze piłkę żebyśmy mogli skończyć atak.
- Wydaje mi się, że gdybyśmy ten mecz wygrali, pozostałe spotkania grupowe potoczyłyby się inaczej – dodał Łukasz Wroński.
Po drugie, „niespodzianka” z Turcją
Reprezentacja Turcji miała być w naszej grupie przysłowiowym „chłopcem do bicia”. Najsłabszy z rywali w meczu z Polakami pokazał to, czego od początku turnieju brakowało w naszym zespole – radość z gry. Patrząc na Turków można było odnieść wrażenie, że emocje okazywane po każdym zdobytym punkcie (bieganie wokół boiska, pokrzykiwania, podbieganie do kwadratu rezerwowych) zamiast pozbawiać energii, dodatkowo ich napędzały. Na tle tego, cieszący się z udanej akcji Polacy, wyglądali wręcz blado i nieśmiało.
- Nie ukrywam, że po porażce z Rosją byliśmy lekko podłamani – przyznaje Karol Kłos. - Do tego doszła ta nieoczekiwana przegrana z Turcją i praktycznie byliśmy już poza turniejem.
* Więcej na reprezentacja.net
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.