Młodzieżowe | 2011-07-26 16:08:16 | Nadesłał: Katarzyna Tybor | Źrodlo: pzps.pl
W prainkaskich świątyniach polskie siatkarki próbowały odczarować swój zespół, który wciąż czeka na swoje pierwsze zwycięstwo w mistrzostwach świata juniorek w Peru. Po dniu przerwy Polki wracają do walki – tym razem o miejsca 9-12.
Doczekałyście się wyjścia z hotelu. Wycieczka pomogła wam się „zresetować” przed kolejnym etapem? W końcu zabolała was ta niedzielna porażka z Belgią.
Zuzanna Czyżnielewska: Na pewno ciężki cios. Dużo z nas to przeżyło w sobie. Jakbyśmy siedziały kolejny dzień w tych pokojach, to byśmy się same wzajemnie dołowały. Patrzyłyśmy non stop na te same twarze, rozmawiałyśmy o tym, myślałyśmy – było tego już za dużo, emocje za bardzo już się skumulowały. Ta wycieczka dała nam trochę oddechu, rozerwałyśmy się. Ucieszyło nas kupowanie pamiątek dla rodziny i znajomych. To wszystko pozwoliło nam pozytywnie nastroić się na mecz z Serbią.
Także dlatego, że pokonałyście Serbki w kwalifikacjach do tej imprezy?
- To też nam daje trochę pewności siebie, choć one przyjechały do Peru trochę wzmocnione. Na pewno nie będziemy bazować na tym, że wygrałyśmy z nimi w Serbii, to i teraz będziemy lepsze. Wszystko toczy się od nowa. One też będą chciały pokazać, że jako wicemistrzynie Europy nie przyjechały tutaj grać o 15. miejsce. Musimy się na nowo zmotywować.
Motywacji nie brakuje wam od początku. Ale wyraźnie coś nie idzie, skoro nie udało się tu jeszcze wygrać żadnego meczu.
- Trener słusznie powiedział na odprawie wideo – w statystykach zajmujemy czołowe miejsca (drugie miejsce w bloku, piąte w ataku, ósme w przyjęciu, czternaste w obronie – przyp. red.), ale gdyby ktoś zrobił zestawienie własnych błędów, w tej kategorii na pewno byśmy wygrały. Jakoś nam na tym turnieju uciekają zagrywki, robimy jakieś głupie błędy. Nie wiadomo dlaczego. Nigdy wcześniej nie było to tak widoczne. Jeśli potrafimy zrobić w meczu prawie 50 błędów własnych, to to jest naprawdę jakiś rekord! Być może to w pewnym stopniu wina stresu – w końcu po raz pierwszy jesteśmy na tak ważnej imprezie, jak mistrzostwa świata. Mam nadzieję, że po tej I fazie grupowej już to ciśnienie z nas zeszło i będzie dobrze.
Jednak zdajecie sobie sprawę, że z takimi rywalami, na jakie trafiacie w II fazie: Serbia, Rosja, Egipt, wywalczyć pierwszą dziesiątkę może być trudniej, niż awansować do ósemki?
- Po samych nazwach, rzeczywiście grupa trudna. Wiadomo jednak, że na tym turnieju po prostu nie ma słabych drużyn. Przyjechała tu elita, 16 najlepszych zespołów świata. Myślę, że nawet te, które wydają się być słabsze, są groźne. Każdy chce się pokazać, bo przecież gra dla swojego kraju. To jest bardzo silna motywacja i dlatego każdy może wygrać z każdym. Kilka meczów już to udowodniło. Trzeba po prostu wyjść na boisko i pokazać, kto jest mocniejszy w danym dniu.
Po tobie rzeczywiście widać, że nie kalkulujesz, kto jest po drugiej stronie. Grasz bardzo odważnie i przede wszystkim skutecznie, nawet w trudnych sytuacjach. Drugie miejsce w statystyce najlepiej punktujących zawodniczek turnieju nie wzięło się znikąd.
- Przyznam, że strasznie mi zależy na tym, żeby tutaj coś osiągnąć. Wiem, że przecież nie mamy nic do stracenia. Możemy tylko zyskać na tym turnieju. Ja tak do tego podeszłam, ale wiem, że i innym dziewczynom zależy na tej imprezie.
Jesteś chwalona przez naszych trenerów, przez rywali. Sama siebie zaskoczyłaś tak dobrym występem?
- Właściwie tak. Ale teraz dopiero okaże się, kto co potrafi. Tak naprawdę przegrałyśmy wszystkie trzy mecze. Prawdziwa próba dopiero przed nami. Wiadomo, że wywalczyć dziewiąte miejsce jest lepiej, niż jechać do domu z szesnastym. A rywalki w drugiej grupie też są niezłe. Trzeba pokazać charakter.
* rozmawiała Marta Gula, więcej w serwisie pzps.pl
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.