Mistrzostwa Świata Mężczyzn | 2009-08-15 11:31:43 | Nadesłał: Sylwia Kuś-Vega | Źrodlo: inf. własna
Plan minimum to awans, co nie zmienia faktu, że chcielibyśmy wygrać ten turniej - stwierdził tuż przed spotkaniem ze Słowenią, współpracujący z Danielem Castellanim i Krzysztofem Stelmachem, Radosław Panas.
Każdy, z kimkolwiek bym tu dziś nie rozmawiała, jednoznacznie twierdzi, że w tym turnieju najważniejszy jest bilet na MŚ, pierwsze czy drugie miejsce nie ma znaczenia. Czy w Pana opinii, Polska wywalczy sobie mimo wszystko komplet zwycięstw?
Radosław Panas: - Oczywiście, pierwszą, podstawową kwestią jest uzyskanie prawa do gry na Mistrzostwach Świata, reszta schodzi na drugi plan, chociaż ja jestem przekonany, że chłopcy zagrają bardzo dobrze. Są naprawdę w dobrej dyspozycji i chcą się pokazać, tym bardziej, ze ten turniej rozgrywany jest w Polsce, przed własną publicznością. Tak jak mówię, plan minimum to awans, co nie zmienia faktu, że chcielibyśmy wygrać ten turniej, choć to mniej istotne, bo drugie miejsce i tak gwarantuje nam to, co trzeba.
Jak Pana wrażenia po meczu Francji ze Słowacją, czyli przeciwnikami Polski w kolejnych meczach, jakie czekają jeszcze białoczerwonych w Gdyni?
- Francuzi mieli dziś ten mecz dziś pod kontrolą. Jedyne kłopoty pojawiły się w połowie trzeciej partii, gdzie też wyraźnie prowadzili, ale w pewnym momencie myślami byli już chyba w szatni i dali się Słowakom rozszaleć. Jak przekonaliśmy się, w czwartym secie wszystko wróciło już do normy i Francja spokojnie wygrała. No cóż, będzie to dla nas na pewno materiał do analizy, ale najważniejsze i tak będzie nasze pierwsze spotkanie, żeby zacząć dobrze ten turniej i później pozostaje już tylko pokonać Słowaków, a w niedzielę Francję.
O planach reprezentacji związanych z tym turniejem już wiemy. Ciekawa jestem jakie są dla odmiany Pana plany związane z warszawskim AZSem, w którym całkiem niedawno objął pan funkcję pierwszego trenera?
- Chciałbym osiągnąć jak najwięcej, ale przed ligą ciężko cokolwiek rokować. Kilka klubów wydaje się naprawdę mocnych. My będziemy w takiej drugiej grupie zespołów, które planowo mają włączyć w walkę o jak najwyższe miejsca. Nie jesteśmy co prawda takimi potentatami finansowymi jak kilka drużyn, które w zeszłym roku walczyły o medale, ale chcemy wygrać jak najwięcej meczów i pokazać się z jak najlepszej strony, żeby kontynuować dobra grę z zeszłego sezonu. Właśnie taki jest mój cel, żeby jak najlepiej się z tym klubem zaprezentować. Z każdym rywalem na pewno będziemy walczyć o punkty, nie sprzedamy tanio skóry, a jakie to przyniesie efekty to dowiemy się po zakończeniu rozgrywek.
Na pewno zdaje sobie Pan sprawę z sympatii i zaufania jakim darzyli i darzą zresztą pana kibice częstochowskiego AZSu. Dla niektórych z nich fakt zmiany trenera pozostaje wciąż niezrozumiały. Jak Pan, już na chłodno, podchodzi do decyzji o podziękowaniu Panu za dalszą współpracę?
- Okoliczności rozstania nie były może zbyt eleganckie czy miłe, ale trzeba się z tym pogodzić. Taka jest rola trenera, ja wypełniłem swój kontrakt, klub postanowił go nie przedłużać i trzeba "jechać" dalej. Tak jak powiedziałem, styl pożegnania nie był najprzyjemniejszy, ale teraz pora na nowy rozdział, nowe dla mnie doświadczenia i pracę z nowym zespołem.
Jest Pan postrzegany jako jeden z tych najbardziej perspektywicznych, młodych trenerów. Czy myśli Pan czasami, że miło byłoby przejąć schedę pierwszego trenera reprezentacji Polski?
- Powiem tak, bardzo się cieszę, że jestem tutaj gdzie jestem teraz, w szerokim sztabie szkoleniowym, bo sporo można się od trenera Castellaniego nauczyć. Dużo daje mi też współpraca z Krzyśkiem Stelmachem, a co będzie dalej, przekonamy się. Jest wielu młodych trenerów w Polsce, którzy na pewno myślą o tym, żeby w przyszłości przejąć reprezentację, ja na razie zbieram jeszcze doświadczenie, choć kiedyś, w dalekiej przyszłości, nie mówię wcale nie.
*Rozmawiała Sylwia Kuś - przegladligowy.com
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.