Mistrzostwa Europy mężczyzn | 2011-09-13 12:18:43 | Nadesłał: Magdalena Gajek | Źrodlo: inf. własna / ffvb.org
Bardzo ciekawe spotkanie miało miejsce na zakończenie rywalizacji w grupie C w Innsbrucku. Włosi po dramatycznym, pięciosetowym pojedynku,musieli uznać wyższość Francji. - Gra środkiem była sposobem na pokonanie siatkarzy z Italii - powiedział trener Les Bleus, Philippe Blain.
Dwa pierwsze sety były do siebie bliźniaczo podobne. Siatkarze znad Sekwany szybko obejmowali kilkupunktowe prowadzenie i na przewie technicznej mieli cztery, pięć "oczek" zaliczki. Udawało im się utrzymywać tą przewagę do kolejnego time-outu, lecz w decydującym fragmencie seta Włosi włączali piąty bieg i doganiali swoich rywali. Pierwszą partię zawodnicy prowadzeni przez Mauro Berruto wygrali na przewagi (28:26), w kolejnej okazali się wyraźniej lepsi (25:22). Po godzinie gry można było sądzić, że reprezentanci Włoch nie będą mieli większych problemów z wygraniem meczu 3:0. Los chciał jednak inaczej. Trzecia odsłona rozpoczęła się dokładnie tak, jak dwie poprzednie - Francuzi wypracowali pięć punktów przewagi (8:3). Prowadzenie udało im się dowieźć do końca i przedłużyć spotkanie. Czwarta partia i znów - podopieczni Philippe'a Blaina schodzili na pierwszą przerwę techniczną w dobrych nastrojach (8:4). Udało im się nie roztrwonić cennego buforu bezpieczeństwa i doprowadzić do tie-breaka, w którym okazali się lepsi od siatkarzy z Italii.
- Cieszymy się, że udało nam się awansować do kolejnej fazy turnieju z drugiego miejsca. Jestem zdania, że mogliśmy dzisiaj wygrać 3:0. Włosi zagrywali bardzo dobrze, zwłaszcza w pierwszym secie. Szczegóły decydowały, że nie potrafiliśmy utrzymać się przy prowadzeniu i to nasi przeciwnicy wygrywali - tłumaczył po meczu trener Les Bleus, Philippe Blain. - Na szczęście udało nam się znaleźć sposób, żeby pokonać Włochów. Zaczęliśmy grać środkiem, szczególnie dużo piłek było rozgrywanych do José Trèfle, który spisał się bez zarzutu - zarówno na kontrach, jak i w polu zagrywki. Myślę, że to był znakomity wybór. Włosi zaczęli mieć również kłopoty z odbiorem. Mimo wszystko musimy zachować w pamięci ten mecz - na wypadek, gdyby jeszcze na tych mistrzostwach przyszło nam się znów zmierzyć z zawodnikami z Italii - dodał szkoleniowiec.
Francuzi w tym roku już piąty raz mieli okazję grać przeciwko drużynie prowadzonej przez Mauro Berruto. Poprzednie spotkania zostały rozegrane w ramach Ligi Światowej, gdzie trzykrotnie lepsi okazali się Włosi. W tym jedynym wygranym meczu (zakończonym wynikiem 3:1 dla siatkarzy znad Sekwany) również pojawiło się dużo gry środkiem - Hardy-Dessources i Vadeleux łącznie zdobyli 20 "oczek", a kapitalnie rozgrywał Benjamin Toniutti. We wczorajszej konformacji można było zauważyć podobną sytuację, z tą różnicą, że 25 punktów zdobyli środkowi, a Toniutti nie grał w podstawowym składzie, lecz godnie zastąpił Pierre'a Pujola.
- Jestem szczęśliwy, że Philippe Blain postanowił, żebym zaczął mecz w pierwszym składzie. To był mój osobisty cel, który udało się zrealizować. Zawsze chciałem zaistnieć na arenie międzynarodowej. Wydaje mi się, że jestem dobrze przygotowany do tych mistrzostw. Rywalizacja między środkowymi jest duża, ale nie zamierzam się poddawać. Ostateczna decyzja należy do trenera i ja ją uszanuję - powiedział José Trèfle. - Nauczyłem się koncentracji do ostatniej sekundy meczu. Najważniejsze, że zwycięstwo nad Włochami jest efektem dobrej współpracy między nami. Razem wywalczyliśmy awans. Musimy pozostać skupieni i uważać na Turków - stwierdził zawodnik, który w nowym sezonie będzie reprezentował barwy Arago de Sète.
Trèfle dodał, że zdarzyła mu się zabawna sytuacja przed meczem. - Dowiedziałem się, że zagram w podstawowym składzie, co bardzo mnie ucieszyło. Okazało się jednak, że mam niepełny strój. Moje spodenki zostały w hotelu! - śmiał się środkowy. - Nasz team manager, Gérard Castan, szybko po nie pojechał, dzięki czemu mogłem wystąpić.
Co ciekawe, dwa lata temu, również 12 września, Francuzi stoczyli bardzo emocjonujący pojedynek - grali o finał poprzednich Mistrzostw Europy z Rosjanami. Mecz ten miał jednak inny przebieg niż pojedynek z Włochami, chociaż wynik pozostał identyczny (3:2 dla Les Bleus). Wtedy siatkarze znad Sekwany prowadzili 2:0 w setach, a "Sbornej" udało się wyrównać. Ostatecznie jednak "Trójkolorowi" nie dali sobie wydrzeć zwycięstwa, a spotkanie zakończył asem serwisowym Guillaume Samica. Wczoraj to podopieczni Philippe'a Blaina musieli gonić Włochów - pogoń ta zakończyła się sukcesem.
- Oczywiście, zaczęliśmy to spotkanie trochę zestresowani - wyznał Nicolas Maréchal. - Kiedy udało nam się wygrać trzeciego seta, powiedzieliśmy sobie - czemu nie cały mecz? Zaczęliśmy bawić się siatkówką i to dało pozytywny skutek. Teraz musimy przygotować się do ważnej konfrontacji z Turcją. Musimy ich pokonać.
Francuzi w tym roku grali już z Turkami - tuż przed Mistrzostwami Europy pokonali tą druzynę 3:2 podczas Tournoi de France. - Zanim zaczniemy myśleć o ćwierćfinale, najpierw pokonajmy Turcję - próbował studzić optymistyczne nastroje kapitan Les Bleus, Pierre Pujol. - Środowe spotkanie będzie bardzo ważne. Nie wolno nam ani na chwilę zlekceważyć przeciwnika. Dostaliśmy nauczkę podczas meczu z Belgią i teraz jesteśmy dużo mądrzejsi. Trzeba uważnie przeanalizować sposób gry Turków, bo teraz liczy się tylko ten mecz.
Les Bleus z Turcją zagrają w środę o 15:30. Stawką jest awans do ćwierćfinału, w którym na zwycięzcę tego pojedynku czeka Serbia (najlepszy zespół w grupie A).
*opracowała Magdalena Gajek (PrzegladLigowy.com)
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.