Ligi zagraniczne | 2012-02-19 15:21:35 | Nadesłał: Sylwia Kuś-Vega | Źrodlo: inf. własna
Mimo ambitnej walki w rewanżowym meczu z Tytanem AZS Częstochowa, Unicaja Almería odpadła z rozgrywek Challenge Cup. - Wielka szkoda. Sporo walki kosztowało nas, aby doprowadzić do złotego seta - podkreśla Toni Llabrés, wspominając rozegrany w hali Moisés Ruiz pojedynek z Polakami. Teraz, hiszpańskim siatkarzom pozostała walka w Superlidze.
W meczu czternastej kolejki Superligi waszym rywalem był wicelider tabeli, CMA Soria Numancia. Jak zapamiętałeś ten pojedynek?
Toni Llabrés: - Graliśmy na wyjeździe - w hali Sorii, gdzie przegraliśmy z przeciwnikiem stosunkiem 2:3. Mimo wszystko, wrażenia po tym spotkaniu są jak najbardziej pozytywne. Trzeba sobie powiedzieć, że rozpoczęliśmy od mocnego uderzenia. Trzy pierwsze sety zagraliśmy dobrze, czwarty niestety nam uciekł.
Uciekł, podobnie jak piata partia tego meczu?
- Tie-break zaczął się dla nas bardzo źle i tak też się zakończył. Nic nam nie wychodziło, co odbiło się na rezultacie tego seta - 15:5 dla rywali... Pojawiło się u nas zmęczenie. Było ono widoczne - co dopiero graliśmy sześć setów w ramach meczu Challenge Cup. Było za nami dużo gry, dużo godzin podróży, w stosunkowo krótkim odcinku czasowym.
W tegorocznym Challenge Cup dwukrotnie walczyliście z Częstochową. W rewanżowym starciu, 8 lutego wygraliście, jednak złoty set należał do Polaków...
- Spotkanie z Częstochową było to kolejne z cyklu dobrych w naszym wykonaniu. Był to zupełnie inny mecz jak pierwsza konfrontacja. Zagraliśmy pewnie, byliśmy górą w tie-breaku... To było bardzo zacięte, bardzo wyrównane starcie. W złotym secie wygrywaliśmy już 7:2, jednak to rywale ostatecznie triumfowali. Wielka szkoda. Sporo walki kosztowało nas, aby doprowadzić do tego złotego seta.
Wasza postawa w tym meczu miała prawo zaimponować.
- Bez wątpienia zagraliśmy dużo lepiej niż w Polsce. Poprawiliśmy przyjęcie, co ułatwiło pracę naszemu rozgrywającemu i atakującym. Przy dobrym przyjęciu zawsze wszystko funkcjonuje sprawniej. Lepiej radziliśmy sobie też w bloku i obronie, zmniejszyliśmy liczbę niewymuszonych błędów. Wszystko to sprawiło, że zrewanżowaliśmy się rywalom.
Czego zabrakło w decydującej - szóstej partii? "Chłodnej głowy"?
- Tak, chyba zabrakło nam po prostu "chłodnej głowy". Niestety, w złotym secie nie udało nam się uniknąć błędów. Szkoda - mieliśmy dużą przewagę w zagrywce, "krzywdziliśmy" nią, utrudniając przeciwnikom przyjęcie. Z chwilą zmiany stron, zaczęły się nasze problemy, zaczęły pojawiać się błędy, których efektem była przegrana w najważniejszej partii. Tej partii, która dawała przepustkę do kolejnej rundy...
Po meczu z Częstochową, wasz atakujący - Ibán Pérez stwierdził: "To spotkanie dodało nam wiary w siebie na kolejne pojedynki". Zgodzisz się z tym? Faktycznie, czujecie się pewniejsi na parkiecie?
- Zdecydowanie tak. Takie spotkanie, jak mecz z Częstochową, pozwala nabrać pewności względem własnej gry. Walczyliśmy z dobrym zespołem, występującym w jednej z najmocniejszej lig na świecie, grając z nim jak równy z równym. Dobra gra podniosła nasze morale na kolejne mecze, na zbliżające się coraz większymi krokami play-offy.
Waszym ostatnim ligowym rywalem był zespół CV 7 Islas Vecindario. Jak grało wam się z ostatnią w tabeli drużyną?
- Zwyciężyliśmy z rywalem 3:0. Nie był to łatwy mecz, choć tak mógłby sugerować wynik. Nasz przeciwnik to młody zespół, bardzo waleczny, który "bije" się o każdą piłkę, nie pozwalając spaść piłce na parkiet. W takich meczach, trzeba być zawsze ostrożnym, nie wolno "odpuszczać", bo inaczej, rywal może napędzić ci strachu.
* Rozmawiała Sylwia Kuś - przegladligowy.com
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.