Ligi zagraniczne | 2011-05-17 21:57:44 | Nadesłał: Małgorzata Paduch | Źrodlo: plusliga.pl
Matej Kazijski po raz drugi w karierze sięgnął po mistrzostwo Włoch. Jego zespół w niedzielnym finale w Rzymie w bardzo łatwy sposób rozprawił się z ekipą z Cuneo wygrywając 3-0.
Radość po zdobyciu drugiego tytułu mistrza Włoch w historii Itasu Diatec Trentino była ogromna?
- Jestem niezmiernie szczęśliwy i dumny z naszego zespołu. Moja satysfakcja jest o tyle większa, że uczestniczyłem we wszystkich ostatnich czterech finałach ligi, w których Trentino miało okazję wywalczyć scudetto. W poprzednich dwóch sezonach byliśmy bardzo blisko mistrzostwa, ale w najważniejszym momencie czegoś jednak nam zabrakło. Po trzech latach przerwy odzyskaliśmy upragniony tytuł mistrza Włoch, który był naszym głównym celem już od dłuższego czasu.
W końcu pokonaliście Cuneo w meczu o stawkę i to bezdyskusyjnie, z ogromną przewagą. To właśnie ten zespół stanął na Waszej drodze w poprzednim finale V-Day w Bolonii. Cuneo pokonało was także w Superpucharze i Pucharze Włoch.
- To zwycięstwo w finale w Rzymie było okazałe, ponieważ cały nasz zespół zagrał na dobrym poziomie i nie pozwoliliśmy naszym przeciwnikom na zbyt wiele. Jedynie w drugim secie Cuneo przez chwilę miało przewagę. Przetrzymaliśmy jednak ten moment i później znów górowaliśmy na parkiecie. Dobrze pamiętaliśmy o tym, że Cuneo w zeszłym roku zaczęło dobrze grać właśnie od drugiego seta, dlatego przez cały czas zachowaliśmy koncentrację i determinację. To nie jest tak, że mieliśmy jakiś kompleks Cuneo i nie potrafiliśmy z nimi grać najważniejszych meczów. Mamy tak silny zespół, że nie powinniśmy się obawiać z góry żadnego przeciwnika, natomiast trzeba obiektywnie przyznać, że w tych przegranych przez nas meczach Cuneo zagrało na swoim najwyższym możliwym poziomie i dlatego tak ciężko nam się z nimi grało.
Jaki to był sezon dla Trentino? Mierzyliście aż w pięć trofeów, wygraliście trzy z nich, ale za to te najcenniejsze i najbardziej prestiżowe, czyli scudetto, Ligę Mistrzów i klubowy Puchar Świata.
- Trudno jest wygrywać wszystko. Oczywiście, chcieliśmy wygrać wszystkie rozgrywki i finały, w których graliśmy. Nie udało się, mamy jednak trzy cenne medale i bardzo się z nich cieszymy. Myślę, że to był najlepszy sezon w historii klubu, a przez to, że nie wygraliśmy wszystkiego, nie zabraknie nam motywacji żeby spróbować to zrobić w następnym sezonie.
Po tak długim i wyczerpującym sezonie, w którym Trentino brało udział we wszystkich możliwych rozgrywkach, oczywiście poza fazą play-off Ligi Mistrzów dzięki organizacji turnieju finałowego w Bolzano, musisz odczuwać duże zmęczenie.
- Sezon był faktycznie bardzo ciężki. Wszyscy odczuwamy skutki tego, ale kiedy gra się w najlepszych zespołach na świecie, które walczą o najwyższe trofea w każdym turnieju, jako zawodnicy jesteśmy przyzwyczajeni do takiej ilości gry i musimy sobie z tym radzić. Mam nadzieję, że wystarczy mi zdrowia i siły żeby osiągać dalsze sukcesy zarówno z klubem, jak i z reprezentacją.
Czy po wygranej w tegorocznym V-Day jesteście bardziej przychylni do rozgrywania jednodniowego finału włoskiej Serie A?
- Osobiście nie zmieniłem zdania na ten temat i wciąż uważam, że najsprawiedliwszym, a zarazem najciekawszym dla kibiców systemem był ten poprzedni, w którym grało się do trzech zwycięstw i miało się większość styczność ze swoimi kibicami. Wiadomo, że jako zwycięzcy sezonu zasadniczego bylibyśmy niepocieszeni gdybyśmy drugi raz z rzędu przegrali mistrzostwo po jednej porażce w finale. Rozumiem, że idea V-Day była wprowadzona w zeszłym roku po to żeby wydłużyć czas potrzebny zespołom narodowym, a szczególnie Włochom jako organizatorom, na przygotowanie się do MŚ. Na dłuższą metę ten finał nie ma chyba jednak racji bytu.
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.