Polecamy

Najnowsze newsy

Siatkówka » Ligi polskie » PlusLiga

PlusLiga | 2020-11-27 23:25:38 | Nadesłał: Katarzyna Cipcer | Źrodlo: plusliga.pl

W niedzielę ciekawie w Zawierciu

PGE Skra Bełchatów jeszcze nigdy nie wygrała w Zawierciu, ba – z Jurajskiej Twierdzy nie wywiozła nawet punktu. Już w niedzielę Aluron CMC Warta powalczy, by podtrzymać tę korzystną passę.

3:0, 3:1 i 3:1 – tak kończyły się dotychczasowe mecze domowe Jurajskich Rycerzy z PGE Skrą. Najbardziej sensacyjne było pierwsze zwycięstwo w styczniu 2018 roku, kiedy do Zawierciu przyjechał późniejszy mistrz Polski i w starciu z ówczesnym beniaminkiem nie wygrał nawet seta.

Po trzech porażkach, w tym sezonie drużyna z Zawiercia w końcu zdołała też pokonać bełchatowian na ich terenie. Dzięki temu zwycięstwu Aluron CMC to już nie tylko jedyna ekipa w historii ligi zawodowej, która ma z dziewięciokrotnym zwycięzcą rozgrywek korzystny bilans punktowy (13:8), ale także więcej wygranych niż porażek (4-3).

MVP wrześniowego meczu w Bełchatowie został wybrany Mateusz Malinowski, który zdobył wtedy 30 punktów i wyrównał swój rekord kariery. Ten atakujący przyznaje jednak, że można odnieść wrażenie, że od tamtego spotkania minęła niemal wieczność. – Mecze są cały czas przekładane, my byliśmy chorzy, oni byli chorzy… Te dwa miesiące to był faktycznie długi okres – mówi Malina, który w tym tygodniu powrócił do treningów po krótkiej przerwie spowodowanej urazem mięśni brzucha.

– Wiadomo, nie trenowałem parę dni, odpoczywałem, ale w tym tygodniu już normalnie wszedłem w trening i walczę o wyjściową szóstkę – przyznaje najlepszy gracz pierwszego meczu z PGE Skrą.

Zawiercianie wracają do gry po 12-dniowej, nieplanowanej przerwie. Od 17 listopada i meczu ze Stalą Nysa zespół miał rozegrać jeszcze dwa spotkania PlusLigi, ale oba zostały przełożone ze względu na przypadki koronawirusa wśród rywali. O tym, że nie zagra z Jastrzębskim Węglem, dowiedział się z wyprzedzeniem, za to starcie ze Ślepskiem Malow Suwałki zostało odwołane zaledwie na kilka godzin przed planowanym rozpoczęciem, gdy niespodziewanie suwalski sanepid poinformował o skierowaniu na kwarantannę całej drużyny, w tym również ozdrowieńców.

W tym czasie PGE Skra rozegrała dwa mecze i w obu poniosła porażki. Najpierw bełchatowianie ulegli u siebie w trzech setach Cuprum Lubin, a w ostatnią środę w Warszawie VERVIE w czterech. Właśnie w czwartej, ostatniej partii doszło do niebezpiecznie wyglądającej sytuacji. W pewnym momencie Grzegorz Łomacz poczuł się słabo i musiał opuścić boisko. Na szczęście szybko doszedł do siebie i już po zakończeniu spotkania rozmawiał normalnie z kolegami z zespołu.

– Mam nadzieję, że to tylko chwilowy problem, bo wiadomo, że każdy po covidzie ma jakiś słabszy moment. Życzę oczywiście zdrowia! – mówi Mateusz Malinowski, który grał razem z Łomaczem przez dwa lata w Lubinie. – Ten mecz z VERVĄ był na pewno bardziej intensywny niż normalny trening i ich poprzednie spotkania z MKS-em Będzin i Cuprum Lubin. My widzieliśmy, w jaki sposób Gjorgji reagował na treningach przez pierwsze 2-3 tygodnie po powrocie w sierpniu, więc nie jest to nic nowego – dodaje Malina.

Dodaj do:
Wykop

Dodaj komentarz

Aby móc komentować, musisz być zalogowany.

Zaloguj się, albo gdy nie masz jeszcze konta Zarejestruj się

Logowanie

Siatkówka

PlusLiga

Najnowsze galerie

Newsletter

Ostatnio zarejestrowani

Polecane