Polecamy

Najnowsze newsy

Siatkówka » Ligi polskie » PlusLiga

PlusLiga | 2018-02-10 20:42:21 | Nadesłał: Agnieszka Kaźmierska | Źrodlo: inf. własna

Lukas Kampa: W Polsce znalazłem swój drugi dom

Fot.: Agnieszka Kaźmierska

Lukas Kampa to 31-letni rozgrywający Jastrzębskiego Węgla. Znany z występów w wielu krajach zawodnik podkreśla w rozmowie z Przeglądem Ligowym, że czuje się na Śląsku bardzo dobrze. - W tym momencie jestem pewien, że chcę nadal grać i zostać w Polsce - zapewnia kibiców. Ponadto gracz opowiada także o m.in. o tym dlaczego zdecydował się na siatkówkę. Zapraszamy do przeczytania pierwszej części rozmowy z reprezentantem Niemiec.

Dlaczego zdecydowałeś się właśnie na siatkówkę? Ten sport w Niemczech nie jest tak popularny jak piłka nożna, która jest niemal religią.

Lukas Kampa: - Siatkówka jest lepsza niż piłka nożna: nie ma w niej fauli, nie trzeba grać zimą na zewnątrz (śmiech). Oczywiście jak każdy chłopak grałem w piłkę. Uprawiałem ten sport do 12 roku życia, a potem mój brat zaczął grać w siatkówkę. Pewnego razu po prostu dostrzegłem, że mam większe predyspozycje do siatkówki niż piłki nożnej: wszystko przychodziło mi łatwiej, sprawiało mi to przyjemność, dlatego zdecydowałem się na siatkówkę. Uprawiali ją też moi rodzice, więc często graliśmy całą rodziną. Można powiedzieć, że poszedłem w ich ślady. Bardzo spodobała mi się ta dyscyplina i tak już zostało.

Co znaczy dla Ciebie siatkówka? Czy sport jest dla Ciebie pracą czy stylem życia?

- Jest to zawód, ale też ogromna pasja i styl życia. Miałem 15 lat, kiedy zdecydowałem o pójściu do szkoły siatkarskiej – takiego niemieckiego odpowiednika polskiej Spały. W tamtym momencie zadecydowałem, jak powinno, wyglądać moje życie przez kolejne 15 czy 20 lat. Były momenty, kiedy zastanawiałem się czy nie zakończyć przygody z siatkówką zawodową i zacząć w nią grać nieprofesjonalnie.

Miałeś jakiś plan B?

- Szczerze powiedziawszy nie miałem innego planu, chociaż były chwile, kiedy zastanawiałem się czy nie zostać pilotem. Wynikało to z tego, że na pilota można kształcić się tylko do 28 roku życia. To był krok, nad którym naprawdę myślałem. Przy podejmowaniu podobnych decyzji wiele zależy od ludzi, których spotka się w trakcie kariery. Jeśli są to dobrzy ludzie, to nie można zrobić kroku w tył. Pogram jeszcze 5 lat, a potem zobaczę, w jakiej będę dyspozycji, czy będzie sprawiało mi to przyjemność. Jeśli wszystko będzie dobrze, zostanę przy siatkówce, jeśli będzie inaczej – wyjadę do Niemiec albo zostanę tutaj. W tym momencie jestem pewien, że chcę nadal grać i zostać w Polsce.

Pochodzisz z siatkarskiej rodziny. Twoi rodzice mieli wpływ na twoje sportowe wybory?

- Rodzice widzieli jak wiele radości daje siatkówka, ale nie wywierali żadnej presji. Podczas wakacji graliśmy w siatkówkę na plaży. Mój ojciec opowiadał mi, jak to było na samym początku z jego przygodą z siatkówką. Niezależnie od tego, pozwalali grać mi w piłkę nożną - mogłem ją trenować, jeśli miałbym tylko na to ochotę. Równie dobrze mógłbym trenować inny sport. Jak już wspomniałem wcześniej, decydującym momentem było pójście do szkoły siatkarskiej. Tata zawsze powtarzał mi: jeśli tego chcesz, zrób to. Wspierał mnie w 100%. Mojej mamie było ciężej, bo opuszczałem dom jako 15-latek, a w tym wieku nie jest się dorosłym. Rodzice chcieli, abym studiował i miał coś pewniejszego niż profesjonalna siatkówka, ale najważniejsze było dla nich moje szczęście. Im dłużej gram w siatkówkę, tym bardziej się cieszę z tej drogi i ze spokojem patrzę w przyszłość. Zaczynam dostrzegać, że mogę daleko dojść w tym sporcie i wiele w nim osiągnąć.

Czy zatem siatkówka jest tematem numer jeden w Twojej rodzinie?

- Zdecydowanie tematem numer jeden jest mój syn (śmiech). Rodzice zawsze pytają „co u niego słychać?” (śmiech), a dopiero potem „co słychać u Was?”, „co tam w siatkówce?”. Moje życie sprawia, że nie zawsze jestem w domu. Latem, kiedy jest reprezentacja, rozmawiamy najczęściej przez Skype’a i mówimy o tym, co słychać, jak tam mecze. Na szczęście siatkówka nie jest głównym tematem.

Twojej rodzinie jest ciężko, że nie zawsze jesteś w domu?

- Myślę, że jest to trudne dla obu stron. Życie, które prowadzę, sprawia, że nie zawsze jestem w stanie być na wszystkich ważnych wydarzeniach: urodzinach moich rodziców, urodzinach dzieci mojego brata. Cztery tygodnie temu moja babcia obchodziła 90 urodziny i tam też mnie nie było. Są to momenty, w których chciałbym uczestniczyć, ale niestety nie jest to możliwe i jest to trudne. Czasami chciałbym już grać w Niemczech, jednak to nie jest jeszcze ten czas. Na szczęście w Polsce mam przy sobie swoją żonę i syna. Jestem szczęśliwy. Gdyby tak nie było, nie grałbym w siatkówkę.

Grałeś już w wielu krajach: Niemczech, Ukrainie, Rosji, Włoszech i od kilku lat w Polsce. Jeśli chodzi o zagraniczne drużyny, dotychczasowo najdłużej zatrzymałeś się w Polsce. Dlaczego?

- Ponieważ obecnie mam tutaj swój najlepszy czas (śmiech). W Polsce wszystko układa się po mojej myśli. Być może mam szczęście do trenerów, klubów i kolegów z drużyny? Ciężko mi jest powiedzieć, dlaczego tak się dzieje. Po prostu czuję się dobrze i po każdym sezonie przedłużam umowę. Zdecydowanie chcę zostać w Polsce. W innych krajach było tak: ok, zobaczę, co będzie, dokąd mogę pójść, co jeszcze się wydarzy. W Polsce jest teraz prawdopodobnie najsilniejsza liga w Europie i jest to dla mnie ważne. Wraz z moją rodziną mogę powiedzieć, że znaleźliśmy nasz drugi dom. Czuję się dobrze, kiedy wiem, że mój syn może chodzić tutaj do przedszkola.

Dlaczego przyjąłeś propozycję gry w Polsce? Czym oferta z Polski Cię zachęciła?

- Ofertę z Polski otrzymałem w 2014 roku. Od innych zawodników z reprezentacji, takich jak Georg Grozer, Simon Tischer, Dirk Westphal, który wówczas grał w Cerradzie Czarnych Radom, czy Jochen Schöps usłyszałem, jak wiele przyjemności daje gra w Polsce. Mówili także, że liga jest bardzo profesjonalna, jest wielu kibiców, którzy są zachwyceni siatkówką. Chciałem tego osobiście doświadczyć. Bardzo się ucieszyłem kiedy dostałem propozycję z Radomia i postanowiłem przyjechać do Polski. Od początku wszystko przebiegało dobrze i sprawiało mi dużo przyjemności.

W styczniu zaszła zmiana w Jastrzębskim Węglu. Mark Lebedew nie jest już trenerem drużyny - jego następcą jest Ferdinando de Giorgi. Jakie znaczenie dla Ciebie miała ta zmiana? Jak oceniasz współpracę z nowym szkoleniowcem?

- W pierwszym momencie było mi przykro z powodu Marka, ponieważ wykonał on ogromną pracę. Znam się z nim już 15 lat. To Lebedew wraz z prezesem klubu dał mi szansę na przejście do Jastrzębia. Zadzwonił do mnie i zapytał czy mam ochotę przejść do klubu. Z tego powodu jest mi szkoda. Mieliśmy oczekiwania, których nie spełnialiśmy. Musieliśmy wierzyć w trenera. Jeśli chodzi o „Fefe” to wszystko przebiega dobrze, chociaż nasza współpraca nie trwa długo, bo zaledwie 3 tygodnie. .Jesteśmy jeszcze „świeży”, co można zaobserwować w drużynie. Pierwszy raz każdy obserwuje, jaką rolę powinien i może przyjąć na treningu. Najważniejsze jest, aby od teraz ciężko pracować. Musimy nadal pracować nad niektórymi elementami, abyśmy mogli zrobić krok do przodu.

Czy jest jakaś liga albo drużyna, w której chciałbyś grać?

- Jestem zadowolony z tego, gdzie jestem teraz, chcę po prostu zostać w Polsce. Czuję się tutaj bardzo dobrze. W ostatnich latach wzrosła u mnie chęć zdobycia medali. Na pewno chcę coś ugrać w Plus Lidze. W Lidze Mistrzów chcemy zaawansować do kolejnej rundy i krok po kroku poprawiać się – tak jak zrobiliśmy to w ostatnim sezonie. Byłoby miło awansować na coraz wyższe lokaty. Teraz przede wszystkim musimy ustabilizować nasz poziom gry. Dlatego w tym momencie czuję się bardzo dobrze w tym miejscu, w którym jestem. Chcę pomagać drużynie, iść do przodu i osiągnąć kolejne sukcesy z drużyną.

Jakie masz sportowe marzenie?

- Siatkarskie sportowe marzenie? Zakwalifikować się z reprezentacją na Igrzyska Olimpijskie w Tokio. To jest długoterminowy cel. Chciałbym też wygrać Ligę Mistrzów i kiedyś pokonać Zenit Kazań (śmiech). Moim celem jest także zostanie Mistrzem Polski. Miło byłoby wygrać jeszcze kilka innych turniejów. Jestem teraz w takim wieku i na takim poziomie, że uważam, że jest to możliwe. Muszę być spokojny, krok po kroku pracować dalej i kiedyś uda się zrealizować moje cele. Aktualnie koncentruję się na codziennym treningu. Marzenia się ważne, aby mieć motywację, by je zrealizować. Nie można jednak mieć ich zbyt wiele.

Czy masz jakiś siatkarski wzór?

- Nie, już nie mam. Jestem już wystarczająco stary (śmiech), żebym musiał spoglądać na innych zawodników. Nigdy nie miałem jednego zawodnika, który byłby moim wzorem. Oczywiście, wcześniej interesowałem się grą różnych zawodników, takich jak na przykład Nikola Grbić. Nigdy nie próbowałem go jednak kopiować - zawsze pracowałem nad tym, co mam i co mogę poprawić. Podglądałem też Rogera Federa, żeby wiedzieć, jak w takim wieku można być zawodnikiem klasy światowej i to przez taki bardzo długi, długi czas. Chętnie czytam biografie topowych zawodników, ale na końcu zawsze można przeczytać to samo: że dyscyplina potrzebuje pasji, że trzeba codziennie pracować i ja próbuję to robić, reszta przyjdzie potem.

Czy miałeś trudny moment w swojej karierze?

- Oczywiście, że tak i to nawet nie jeden. Myślę, że potrzebowałem tego, aby dojrzeć. W 2011 roku niemiecki zespół, w którym grałem, zbankrutował. Nie miałem pieniędzy, siedziałem w domu i można powiedzieć, że byłem bezrobotny. Oczywiście, w pierwszym momencie było to dla mnie trudne, aby znaleźć ligę, w której mógłbym zagrać. W głowie pojawiła się myśl: to się nie uda. Pierwszy raz musiałem usiąść i zastanowić się, co dalej. Tydzień później byłem już w Piacenzie. Było ciężko odbić się od dna i ponownie iść do przodu. Na szczęście udało mi się wytrzymać ten trudny czas. Myślę, że każdemu może przydarzyć się taka sytuacja. Spoglądając z perspektywy czasu uważam, że był do bodziec, który sprawił, że dojrzałem.


* Z Lukasem Kampą rozmawiała Agnieszka Kaźmierska (przegladligowy.com)

** Kolejna część wywiadu już wkrótce


**********

Die deutschsprachige Version:

Die erste Grundfrage – warum Volleyball? Volleyball ist keine populäre Sportart in Deutschland. Fußball ist in deinem Heimatland wie eine Religion.

Lukas Kampa:
Ich habe in Fußball gespielt (Lachen), wie fast jeder Junge. Bis zwölf Jahre habe ich in Fußball gespielt und dann mein Bruder fang in Volleyball spielen an und ich ging mit ihm. Das ist mir gut gefallen. Ich habe mit meiner Familie während des Urlaubs gespielt, denn mein Papa und meine Mamma haben in Volleyball gespielt. Und dann hat es mir Spaß gemacht. Volleyball ist besser als Fußball: keine Fauls, nicht draußen in Winter (Lachen). Einmal habe ich bemerkt, dass ich mehr Talent für Volleyball als Fußball hat: es fällt mir leichter, es macht mir Spaß. Deshalb habe ich für Volleyball entschieden.

Was bedeutet Volleyball für dich? Ist der Sport eine Arbeit oder eine Lebensweise für dich? Hast du einen Plan B gehabt?

- Es ist sicher ein Beruf. Es gibt einige Sachen, die typisch für Beruf sind. Trotzdem ist es eine große Leidenschaft und auch meine Lebensweise. Ich war 15 Jahre alt, mich entschiede, in Volleyballschule zu gehen, wie Spała in Polen. Und ab damals entschiede, wie mein Leben zumindest in nächsten 15 oder 20 Jahren werden soll oder kann, natürlich nicht sicher. Es gab Momente, als ich überlegt habe, ob ich nicht beruflich, also nicht professionell, zu machen versuche. Ich habe keinen richtigen Plan B gehabt. Ich habe Momente, als ich gedacht habe, ob Pilot zu werden. Ja, wirklich. Weil eine Ausbildung für Pilot kann man nur machen bis 28 Jahre. Das war eine Schritte, auf die ich geguckt habe. Die gute Leute sind in deiner Karriere, dann kann man keine Rückschritte machen. Das schaut man. Das mal noch. Ich spiele noch 5 Jahre, danach siehe ich, wie gut geht es mir, wie viel Spaß, mach ich weiter – anders: ich fahre nach Deutschland oder ich bleibe hier. In diesem Moment bin ich sicher, dass ich weiter machen möchte und in Polen bleiben.

Du stammst aus einer Volleyballfamilie. Haben deine Eltern dich beeinflusst? Stimmst du mit ihnen deine Ideen ab? Ist Volleyball das Thema Nummer eins in deiner Familie?

- Meine Eltern haben mich nicht bewusst oder mit Absicht beeinflusst. Sie haben mir unterstützt, weil sie wussten, wie viel Spaß Volleyball macht. Natürlich einerseits haben sie mich beeinflusst, weil wir auf dem Urlaub am Strand in Volleyball gespielt haben. Mein Papa hat mir Geschichte erzählt, wie ist beim ihm früher war. Deswegen ja, aber sie haben mich Fußball spielen lassen und ich kann weiter Fußball spielen lassen, wenn ich wollte es machen lassen oder ganz anders machen lassen. Aber es war einen Entscheidungspunkt, zu Volleyballschule zu gehen. Besonders mein Papa sagt: Wenn du es willst, macht es und ich bin von ihm in 100% unterstützt. Für meine Mamma war es schwieriger, wie immer wenn Kinder gehen zu lassen, weil ich 15 Jahre alt war und 15 Jahre nicht erwachsen. Ich habe immer volle Unterstützung. Natürlich, Mamma und Papa wollte nach gerne, dass ich etwas bei studiert, dass ich etwas sicheres hat als nur Volleyball-Profi in Anführungszeiten. Es hat nicht lange gedauert, bis ich gemerkt habe, dass meine Eltern auch gespielt haben, wie weit ich kommen kann, was ich in Volleyball erreichen kann. Sie wollen immer, dass ich glücklich bin, dass ich in 100% machen und zufrieden bin, und ich bin. Je länger gemacht habe, desto mehr ist so das. Und deswegen schaue ich, was danach kommt, ganz in Ruhe. Ich glaube, dass Thema Nummer Eins ist mittlerweile mein Sohn, Enkelsohn von meinen Eltern (Lachen). Die erste Frage ist immer „Wie geht’s ihm?“ (Lachen), „wie geht’s euch“, „wie geht’s in Volleyball“. Was ist auch schönes, ansonsten natürlich viel, weil mein Leben bestimmt, weil ich nicht zu Hause bin, gerade in der Winterzeit. Im Sommer, wenn es Kader ist, wir überhaupt oder tatsächlich per Skype sehen und natürlich sprechen wir, wie geht’s, wie läuft’s, wie wird mit Spiel, aber wir reden über ein Prosa. Und zum Glück ist es nicht nur Volleyball.

Ist es schwierig für deine Familie, dass du nicht immer zu Hause bist?

- Ja. Ich glaube, dass es schwierig für die beide Seite ist. Das ist nicht ganz traurig, aber schwierig, glaube an. Das Leben, was ich habe, dass ich bei wichtigen Sachen nicht da sein kann: Geburtstage von meinen Eltern, Geburt von Kindern meines Bruders. Meine Oma hatte vor knapp 4 Wochen 90 Geburtstag. Das sind Sache, wo ich da sein würde, das nicht geht, dass ich jede guckte. Das ist schwierig. Durch den Moment wünschte ich in Deutschland schon gespielt, hätte ich mich gern machen, was es ist Moment, dass ich nicht krieg zurück. Aber das macht mir zu viel Spaß, zuzuspielen. Ich habe zumindest meine Frau und mein Sohn bei mir. Ich bin glücklich, sonst wird ich es nicht machen.
Du hast schon in vielen Ländern gespielt. Deutschland, die Ukraine, Russland, Italien und seit ein paar Jahren Polen. Wenn es um das Ausland geht, spielst du bisher am längest in Polen. Warum?
(lachen) Weil ich hatte die beste Zeit jeweilig, weil alles gut auslief, weil ich vielleicht Glück mit Trainer, mit Verein, Mannschaftskammer. Es ist schwer zu sagen, warum ist es irgendwann genau so lief. Einfach fühle ich mich wohl und immer nach jeder Season Vertrag hab und ich möchte unbedingt bleiben. In anderen Ländern war so: ok, ich guckt mal, was kommt, wo ich gehen kann, was noch es passiert. Jetzt haben wir vielleicht die stärkste Liga in Europa gesehen und das ist für mich sehr wohl. Mittlerweile kann ich mit meiner Familie sagen, dass wir gerade das zweite Hause gefunden haben. Ich fühle wohl, wenn mein Sohn in den Kindergarten geht.


Warum hast du dich dafür entschiedet, dass in Polen zu spielen? Womit hat das Angebot aus Polen dich verlockt?

- Tatsächlich habe ich im Jahr 2014 das Angebot bekommen. Einfach war ich von anderer Spieler aus der Nationalmannschaft: Georg Grozer, Simon Tischer, Dirk Westphal diesmal in Radom, Jochen Schöps gehört, wie viel Spaß macht, dass die Liga extrem professionell ist, dass es viele Fans ist, dass die Begeisterung ist groß. Das wollte ich selbst erleben. Russland habe ich nicht so gut erlebt, Italien habe ich erlebet. Das war nicht so gut natürlich, wenn die Ligen extrem streng sind. Dann habe ich die Möglichkeit nach Polen zu gehen und ich habe sehr gefreut, dass ich von Radom eine Chance bekommen habe. Das lief von Anfang an recht gut, die Weltmeisterschaften für uns gut auslief, dass Polen die Weltmeisterschaft gewonnen – natürlich große Erfolg zum Anfang. Von Anfang gepasst und im ersten Moment Spaß gemacht.

Im Januar ist eine Veränderung in Jastrzębski Węgiel eingetreten. Mark Lebedew ist nicht mehr der Trainer. Sein Nachfolger ist Ferdinando de Giorgi. Was hat die Veränderung für dich bedeutet? Wie beurteilst du die bisherige Zusammenarbeit mit de Giorgi?

- Naja, ich nicht so lang – 3 Wochen jetzt vielleicht. Zum erst Mal tat‘s mir für Mark leid, weil Mark eine große Arbeit geleistet hat, weil ich bestimmt 15 Jahre schon kenne. Mark gab mir Chance, nach Jastrzębie zu kommen. Natürlich gemeinsam mit dem Präsidenten. Normal hat er mir angerufen, ob ich kam gerne hier. Deswegen ist es mir Mark leid. Aber ich denke, dass er weiß, wie das Geschäft ist. Wir waren hinters in Erwartung und naja, wir mussten als Trainer eben dort glauben. Mit „Fefe“ läuft ganz gut. Wir sind noch „frisch“, man bemerkt in der Mannschaft, erstes Mal jede guckt, welche Rolle annehmen soll, welche Rolle annehmen kann, aber es ist natürlich ansparen, ans Training und bisher läuft es gut. Aber wir anfangen. Wichtigste wird seit jetzt, hart zu arbeiten und zu sehen. Worin wir weiterverbessen können, um Schritt für Schritt nach vorne zu gehen.

Gibt es eine Liga oder eine Mannschaft, in der du spielen möchtest?

- Nein. Ich bin gerade zufrieden, wo ich bin. Gerade in Polen möchte ich noch bleiben. Ich fühle mich sehr wohl. Sicher möchte ich gerade erfolgreich sein, die Medaille im letzten Jahr Ärger gesteigert. In Polen los zu gewinnen, in Champions League weiterzukommen, aber wir können nicht sagen, dass wir die Goldmedaille von Champions League kämpfen. Ich glaube, dass ist nicht so richtig. Aber in jedem Fall möchten wir ins nächste Runde zu kommen und Schritt für Schritt steigern, so wie wir‘s in der letzten Season gemacht haben. Hoffentlich jetzt können wir wieder machen und steigern sich nicht nur immer besser Platz zu gewinnen oder zu bekommen, sondern nach der Starkem, gewissem Niveau zu stabilisieren und dann Schritt für Schritt weiterzukommen. Deswegen fühle ich mich in diesem Moment sehr wohl, wo ich bin und möchte ich helfen und vorangehen und mit Vereine weiter schöne Sachen erreichen.

Welcher Sporttraum hast du?

- Für Volleyball Sporttraum? Mit der Nationalmannschaft zu Olympia Spielen in Tokio – das ist das langfristige Ziel. Champions League zu gewinnen. Irgendwann Kazań zu schlagen (Lachen). Wir müssen Zenit zu schlagen, um Champions League zu gewinnen (Lachen). Mein Ziel ist noch Meister in Polen zu werden. Also noch ein paar Sachen zu gewinnen. Ich bin jetzt im Alter und auf dem Niveau, wo ich das schaffen kann. Aber ich weiß auch jetzt erstmal in Ruhe und Schritt für Schritt weiterarbeiten. Irgendwann kommt das. Das hat bei mir bisher so funktioniert, dass ich mich darauf konzentriere, jeden Tag einen Training machen kann und dann kamen die Erfolge. Nach und nach, deswegen Träume sind gut, um Motivation zu haben, aber um sie zu realisieren, sollten nicht zu weit und nicht vom Zukunft träumen, sondern täglich hart arbeiten.
Hast du ein Volleyballvorbild?
Nein. Nicht mehr (lachen).

Warum nicht mehr?

- Glaublich bin ich genug alt (lachen), dass ich nicht mehr auf anderes schauen muss. Früher hab‘ ich nie einen Spieler also Vorbild. Natürlich, ich habe früher Zuspieler geschaut, die vor 10 – 15 Jahren bestark waren – sowie Nikola Grbić zum Beispiel. Das war Spieler, den ich einfach geguckt habe. Aber ich habe nie versucht, irgendwann zu kopieren. Manche sollt‘ nicht. Ich versuche mit dem, was ich habe, was ich kann zu arbeiten. Ansonsten außer Volleyballtricks schaute ich beinoch wie im Alt Roger Federer immer wieder Weltklassen kann sein. Und das über diese sehr lange, lange Zeit. Ich lese gerne eine Biographie, von Topsportlern, aber am Ende liest man immer das gleiche: dass man eine Disziplin braucht eine Leidenschaft, dass man täglich arbeiten muss, und ich versuche das zu machen. Rest kommt dann.

Hast du ein schwieriger Moment in deiner Karriere? Wenn ja – wann?

- Ja, sicher. Nicht nur ein, sondern mehrere. Ich glaubte, ich brauchte es dazu, um zu wachsen. Zum 2011 ist Vereinen Deutschland, in dem habe ich gespielt, ist in Playten gegangen, kein Geld mehr. Im erst Moment war es natürlich schwierig, um in eine Liga gespielt hat und einmal Gedanken hat gesagt: es geht nicht weiter und nicht von der Zukunft, sondern von heute auf Morgen, was ist vorbei. Und ich saß zu Hause und war quasi arbeitslos und musste ich erst Mal schauen, was mache ich jetzt. Aber eine Woche später war ich schon in Piacenza, hat daraus etwas neues ergeben und so was eigentlich immer. Das war’s schwieriger in Momenten wieder nach vorne gehen und daran musste das nächste. Dementsprechend vor bin ich, dass sich in diesen schwierigen Zeiten überstanden habe. Ich denke, dass jede kleine und große mal immer wieder wahrscheinlich in Zukunft. Das machte aber reiz aus, gerade wenn das geschafft zurückblicken kann und damit gewachsen ist.

* Mit Lukas Kampa hat Agnieszka Kaźmierska (przegladligowy.com)

Dodaj do:
Wykop

Dodaj komentarz

Aby móc komentować, musisz być zalogowany.

Zaloguj się, albo gdy nie masz jeszcze konta Zarejestruj się

Logowanie

Siatkówka

PlusLiga

Najnowsze galerie

Newsletter

Ostatnio zarejestrowani

Polecane