PlusLiga | 2008-09-30 10:21:17 | Nadesłał: Kinga Jach | Źrodlo: inf. własna
Kiedy dwa lata temu prezes Kazimierz Wierzbicki zakładał klub siatkówki męskiej w Gdańsku, mało kto sądził, że uda mu się szybko doprowadzić zespół do ekstraklasy. Wiele osób próbowało ostudzić ambicje prezesa, ale bezskutecznie. Miał on bowiem ochotę powtórzyć sukces, jaki osiągnął z Prokomem Trefl Sopot, który od lat króluje w koszykarskiej ekstraklasie.
Już na samym starcie udało mu się zbudować mocną drużynę. Ściągnął do Trefla byłego reprezentanta kraju – Jarosława Stancelewskiego, a także doświadczonych zawodników z PLS – Wojciecha Szczurowskiego czy Piotra Poskrobko. Tak mocna drużyna pod wodzą trenera, Rafała Prusa nie miała sobie równych i pewnie awansowała do I ligi.
Nowa liga, a cel podobny – awans o szczebel wyżej. Wraz ze zmianą trenera - posadę tą zajął Wojciech Kasza, który dotychczas pracował z młodzieżą, przyszły kolejne wzmocnienia. Kontrakty podpisali między innymi: Wojciech Winnik z Jokera Piły czy Wojciech Serafin z Kędzierzyna Koźle
Początek sezonu był niezwykle pracowity – trzy, pięciosetowe pojedynki, z których Gdańszczanie przegrali tylko jeden. Kolejne wygrane przychodziły już dużo łatwiej. Rundę zasadniczą Trefl pewnie zakończył na pozycji lidera.
Z każdym kolejnym meczem, apetyt na PLS rósł. W finale przeciwnikiem Trefla został zespół z Poznania, który dość niespodziewanie wygrał trzymeczowy bój z Gwardią Wrocław, pierwotnie uważaną za najpoważniejszego rywala ekipy Kaszy. Gdańscy kibice liczyli zatem na ciekawe, pełne emocji spotkania. Niestety musieli obejść się smakiem. Trefl pierwsze dwa mecze gładko wygrał w trzech setach, wyraźnie dominując w każdym elemencie sztuki siatkarskiej. Poznań nie tracił wiary, chociaż nadzieje na awans gwałtowanie zmalały. Mecz ostatniej szansy rozegrali na własnym boisku. Zmobilizowani, pełni chęci do walki mieli stawić czoło gdańskiej drużynie. Tymczasem goście w „godzinę z prysznicem” rozprawili się z nimi i mogli cieszyć się z historycznego awansu.
„Ten sukces smakuje wybornie, tylko trochę gorzej niż mistrzostwo.” powiedział po meczu Wojciech Serafin, który ma na swoim koncie aż sześć tytułów Mistrza Polski.
Gdańsk po ponad 20 latach powrócił do siatkarskiej elity...
Po tym wydarzeniu od razu rozpoczęły się spekulacje: jaki będzie budżet w kolejnym sezonie, jaki cel, kto zagra, kto odejdzie. Zawodnicy oraz zarząd zgodnie twierdzili:"chcemy zająć miejsca w strefie 5-8, ale do tego potrzebne są wzmocnienia."
Kiedy inne drużyny powoli kompletowały składy, w Treflu panowała cisza. Dziennikarze, kibice snuli teorie, kto mógłby zagrać w Gdańsku. Padały różne nazwiska. Gdy w karuzeli transferowej pojawił się Łukasz Kadziewicz oraz Rafael Redwitz, mało kto dowierzał, że beniaminek jest w stanie podpisać kontrakty z tak klasowymi graczami. Jak się później miało okazać - jest. Pierwszym, który zdecydował się kontynuować swoją karierę nad morzem był właśnie Kadziewicz. Jego transfer wzbudził nie lada sensację. Sam zainteresowany o przejściu do Gdańska powiedział:
„W Gdańsku tworzy się klub, który wniesie spory powiew świeżości do naszej ligi. Jest to coś nowego nie tylko dla samego miasta, ale i dla ludzi, którzy zarządzają tym klubem. Zresztą dla mnie również. Bardzo lubię nowe wyzwania. Stwierdziłem, że dlaczego nie? Mogę spróbować, bo może być to kolejne ciekawe doświadczenie w mojej karierze”. Naszego reprezentacyjnego środkowego zapewniono, że klub zasilą jeszcze dwie, trzy osoby. Coraz poważniej mówiono o przejściu do Gdańska dwóch Brazylijczyków: rozgrywającego Rafaela Redwitza z Paris Volley oraz przyjmującego Bruno Zanuto z Andreoli Latina. W ostateczności do Trefla przeszedł Zanuto, a Redwitz zdecydował się w nadchodzącym sezonie reprezentować barwy beniaminka włoskiej Serie A. Mimo niepowodzenia prezes Wierzbicki nie rozkładał rąk i już miał w zanadrzu innego zawodnika. Był to wielokrotny reprezentant Francji, Loic de Kergret. Niestety rozmowy z nim, zakończyły się fiaskiem – w ostatniej chwili skuszony intratną propozycją, podpisał kontrakt z drużyną z Sankt Petersburgu. Podobnie sytuacja wyglądała z Kevinem Hansem. On również miał uzgodnione warunki kontraktu z Treflem, jednak niespodziewanie wycofał się i postanowił bronić barw rosyjskiego Fakieł Nowy Uriengoj. W końcu do gdańskiej drużyny dołączył Jakub Bednaruk. Umowa, która została mu przedstawiona była bardzo konkretna i siatkarz nie zastanawiał się długo, czy złożyć podpis na kontrakcie. Bednaruk, jak sam przyznaje, liczy, że nie będzie tylko dwuplanową postacią w zespole i zapowiada (zdrową) rywalizację z Łukaszem Krukiem o pozycję pierwszego rozgrywającego.
Ze znalezieniem drugiego przyjmującego klub nie miał już takich problemów. Mimo zaawansowanych rozmów ze Zbigniewem Bartmanem transfer tego zawodnika nie doszedł do skutku. Powód? Stawiał on zbyt wygórowane warunki finansowe, których władze klubu nie mogły zaakceptować.
Po finale Ligi Światowej coraz głośnej zaczęto mówić o przejściu do Gdańska Rileya Salmona albo Bojana Janica. Trener Trefla, Wojciech Kasza w wywiadzie dla regionalnej telewizji przyznał, prowadzą rozmowy z zawodnikiem, który zaliczył udany występ podczas Final Six w Brazylii. Dodał również, że nie chodzi o Salmona. Parę dni później okazało się, że dwuletnim kontraktem związał się z Gdańskiem właśnie Janić. Tym samym Trefl zakończył kompletowanie składu na sezon 2008/2009.
Bruno Zanuto - kontuzjowana gwiazda
Brazylijski przyjmujący był drugim, po Łukasz Kadziewiczu, siatkarzem, który podpisał dwuletni kontrakt z Treflem. W poprzednim sezonie bronił on barw włoskiego Top Volley Latina. I chociaż jego klub do elity Serie A nie należał, to Zanuto należał do wyróżniających się graczy. Wiele razy doprowadzał swoją drużynę do zwycięstwa. Podobnie miało być w Gdańsku...
Niestety kontuzja, jakiej nabawił się na treningu w Kędzierzynie-Koźlu okazała się na tyle poważna, że niezbędna była operacja. Diagnoza lekarzy nie napawa optymizmem - zerwanie bocznego i przedniego więzadła, a co się z tym wiąże - trzy-czteromiesięczna przerwa w grze. Zarząd klubu, zdając sobie sprawę z tego, jak bardzo drużyna została osłabiona, rozpoczął poszukiwania innego zagranicznego przyjmującego, który zastąpiłby Brazylijczyka na czas jego absencji.
Ambitne cele beniaminka
Celem każdego beniaminka jest utrzymanie się w lidze. Podobnie było z Treflem. Po awansie zawodnicy zgodnie twierdzili - chcemy zająć miejsce w strefie 5-8. Władze klubu mieli jednak jeszcze ambitniejsze plany. Postanowili stworzyć zespół, który zajmie miejsce premiowane udziałem w europejskich pucharach. Dlatego do klubu sprowadzono zawodników, którzy grali we Włoszech. Doświadczenie, jakie zdobyli w słonecznej Italii ma pomóc gdańskiej drużynie w osiągnięciu sukcesu.
Niezbyt udane turnieje towarzyskie nie studzą nadziei beniaminka, a siatkarze mimo problemów kadrowych nie składają broni. Póki co, dążą oni do tego by, jak powiedział Jakub Bednaruk, "Dobre momenty gry trwały cały mecz".
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.