Polecamy

Najnowsze newsy

Siatkówka » Ligi polskie » PlusLiga

PlusLiga | 2014-01-10 18:16:33 | Nadesłał: Magdalena Gajek | Źrodlo: azsczestochowa.pl

Marek Kardos: Musimy pracować nad mentalnością

Fot.: Magdalena Kudzia

Bardzo bolesną w skutkach porażkę z AZS Politechniką Warszawską ponieśli siatkarze AZS Częstochowa. Trener Marek Kardos po spotkaniu przyznał, że jego podopiecznych czeka wiele pracy, przede wszystkim związanych z mentalnością i psychiką.

Maciej Pawliński (kapitan AZS Politechniki Warszawskiej):

- To ogromnie ważne trzy punkty dla nas. Cieszymy się z tego. Można śmiało powiedzieć, że pierwszego seta przespaliśmy. Może rywale zagrali po prostu bardzo dobrze, ale wydaje mi się, że to nasz zespół nie wszedł dobrze w mecz. Rezultat był bardzo wysoki na korzyść częstochowian. W drugim secie dopiero od stanu 8:2 zdobyliśmy kilka punktów z rzędu i wtedy uwierzyliśmy, że możemy dobrze zagrać. Od tego momentu graliśmy nieźle i ten set był decydujący. Wygrana na przewagi pozwoliła nam uwierzyć, że wywieziemy stąd trzy punkty. Tak też się stało.


Dawid Murek (kapitan AZS Częstochowa):

- W naszej grze po raz kolejny wyszły błędy, które nie powinny mieć miejsca. W drugim secie mieliśmy swoje sytuacje, które powinniśmy wykorzystać. Wtedy byłoby 2:0 i podejrzewam, że gra wyglądałaby całkiem inaczej. Niestety, ten set był najważniejszy w tym spotkaniu. Po dziesięciominutowej przerwie już się nie podnieśliśmy. Szkoda, bo naprawdę wierzyliśmy, że możemy powalczyć z Politechniką. Momentami nawet to nieźle wyglądało, ale wracamy do naszych starych błędów, które chyba cały czas siedzą gdzieś w naszych głowach. Szkoda, bo u siebie liczymy na zdobywanie punktów. Po raz kolejny nam się to nie udało. W sobotę gramy w Kielcach i będziemy tam szukać swoich szans.


Jakub Bednaruk (trener AZS Politechniki Warszawskiej):

- Nie będę ukrywał, że bardzo się cieszę z tych trzech punktów. Drugi raz z rzędu wywozimy z obecnego terenu pełną pulę. Przed świętami wygraliśmy w Gdańsku, a teraz w Częstochowie. Może na sam koniec rundy będzie się to liczyło. Bardzo się obawiałem tego meczu z dwóch powodów. Przede wszystkim, z tego, jak będziemy wyglądać po świętach. Praktycznie przez dwa i pół tygodnia nie mieliśmy żadnego sparingu. Przez ten okres nie mieliśmy obu rozgrywających do dyspozycji. Musieliśmy kombinować, ale w zasadzie trenowaliśmy bez rozgrywających. To jest bardzo duży problem. Obawiałem się początku i to się potwierdziło, ale trzeba oddać rywalom, że grali bardzo dobrze. Częstochowianie w pierwszym secie nas zmiażdżyli i nie ma co dyskutować. Nie mieliśmy żadnego argumentu, ale potem wejście Pawła Adamajtisa pomogło nam w ofensywie. Dodatkowo, muszę wyróżnić jednego zawodnika, którego powinienem wprowadzić już do wyjściowego składu i nie robić żadnych rys na tym organizmie, ale zawodnicy sami się ode mnie dowiedzą kogo mam na myśli. Potem wróciliśmy do takiego stylu gry, jaki prezentowaliśmy w grudniu. Graliśmy fajną i radosną siatkówką z agresywną zagrywką. Jeśli serwujesz, to wygrywasz. Między nami, a zespołem z Częstochowy właśnie w tym elemencie była różnica. Poza tym, na ataku przy wysokiej piłce, bo mieliśmy Adamajtisa, a nawet Kolew lepiej spisywał się na podwójnym, czy potrójnym bloku, niż na pojedynczym. Lepiej wyglądaliśmy w tym elemencie, bo częstochowianie mieli wtedy problemy. Tutaj rozstrzygnął się ten mecz.


Marek Kardos (trener AZS Częstochowa):

- Dobrze przeczytaliśmy grę rozgrywającego Politechniki i fajnie to wyglądało mniej więcej do stanu 8:2 w drugim secie. Później w jednym ustawieniu spanikowaliśmy i straciliśmy jedenaście punktów z rzędu. Wróciliśmy do gry, ale na przewagi nie potrafiliśmy wygrać, choć mieliśmy już w górze piłkę setową. Potem zespół się rozpadł i trzeba to powiedzieć szczerze. Cała koncepcja legła w gruzach, a mentalnie jesteśmy po prostu słabi. Przez pierwsze dwa sety graliśmy bardzo dobrze. Na wysokiej piłce praktycznie nie popełniliśmy błędu. Potem w momencie popełniliśmy sześć błędów w ataku. Tak się nie da grać i to jest właśnie nasza bolączka. Muszę obiektywnie powiedzieć, że nie możemy opierać się na jednym liderze. Musimy takowych mieć minimum dwóch lub trzech na boisku. Niestety, takiego lidera nam brakuje. W ekipie z Warszawy było trzech wyróżniających się graczy, a Adamajtis wziął ciężar gry na siebie. Ja mogę pochwalić Michała Kaczyńskiego, który kolejny mecz zagrał na bardzo wysokim poziomie. Był jednak osamotniony. To niestety na wygranie meczu w PlusLidze nie wystarczy. Znów musimy pracować nad mentalnością niektórych zawodników. Jest mi niezmiernie przykro, bo cała praca po dwóch setach idzie na marne.


* opracował Adrian Heluszka (azsczestochowa.pl)

Dodaj do:
Wykop

Dodaj komentarz

Aby móc komentować, musisz być zalogowany.

Zaloguj się, albo gdy nie masz jeszcze konta Zarejestruj się

Logowanie

Siatkówka

PlusLiga

Najnowsze galerie

Newsletter

Ostatnio zarejestrowani

Polecane