PlusLiga | 2011-04-05 13:46:12 | Nadesłał: Małgorzata Paduch | Źrodlo: inf. własna
Specjalnie dla czytelników Przeglądu Ligowego sympatyczny atakujący opowiada o swoich siatkarskich początkach oraz atmosferze panującej w stołecznym klubie.
Jak zaczęła się Twoja przygoda z siatkówką? Ktoś z Twojej rodziny uprawiał może ten sport czy jesteś pierwszy?
- Nie, w mojej rodzinie nikt wcześniej nie grał w siatkówkę, tylko mama uprawiała skok wzwyż. A trenować zacząłem dość późno, miałem już czternaście-piętnaście lat. Do tej pory występowałem tylko w rodzimej Ukrainie, ten sezon jest moim pierwszym za granicą.
W Politechnice występowało wcześniej trzech graczy z Ukrainy. Jak Ty trafiłeś do PlusLigi?
- W Polsce znalazłem się dzięki Andrzejowi Grzybowi, managerowi, który "działa" właśnie na wschodnim rynku. Serhiy Kapelus, Yury Gladyr i Dmitry Babkov z Wielunia to moi koledzy z reprezentacji. O rozgrywkach nie musieli mi zbyt dużo mówić, jest to przecież jedna z trzech, obok włoskiej i rosyjskiej, najlepszych lig na świecie. Bardzo się cieszę, że mogę tutaj zagrać.
Rozgrywki na Ukrainie znacząco różnią się od tych w Polsce?
- Tak, różnica jest duża. Na Ukrainie zaledwie dwie-trzy drużyny grają dobrze, reszta prezentuje się dość przeciętnie. Sprawia to duże trudności przy zmianie ligi. Tam grasz dobrze, a w nowym zespole jest ci ciężko, nie masz takich umiejętności, jakie powinieneś.
Jesteś w Politechnice niecały rok, jednak pewnie zauważyłeś, że Jolanta Dolecka jest jedyną kobietą-prezesem w polskiej lidze. Jak oceniasz jej pracę i zaangażowanie w rozwój siatkówki w Warszawie?
- Oceniam ją bardzo dobrze, jak mógłbym inaczej (śmiech). W tym sezonie stworzyła naprawdę dobry zespół, który nie raz udowodnił, że jest w stanie powalczyć z najlepszymi. Nasze wyniki to także jej zasługa. Pani Jola wkłada w swoją pracę dużo serca i kibicuje nam z ogromnym zapałem.
Obaj trenerzy Politechniki nie tak dawno sami grali w siatkówkę. Jak Ci się z nimi współpracuje?
- Bardzo dobrze. Radosław Panas świetnie prowadzi treningi, dobrze się po nich czuję. Na Ukrainie po 2-2,5 godzinnym treningu przychodziło zmęczenie, po powrocie do domu nie miałem już na nic siły. Tutaj jest inaczej.
W zespole Politechniki jest trzech obcokrajowców. Ty coraz lepiej mówisz po polsku, jednak Ardo Kreek i Maikel Salas radzą sobie chyba nieco gorzej. Nie macie żadnych problemów z komunikacją?
- Maikel w ogóle nie mówi po polsku. Kiedy jesteśmy razem w pokoju na wyjazdach to rozmawiamy w trzech językach - trochę po angielsku, trochę po włosku i troszeczkę po polsku. Ja mam to szczęście, że ukraiński i rosyjski są dość podobne do polskiego, jest mi łatwiej.
Jako drużyna tworzycie pewien kolektyw, jednak nie trudno zauważyć, że uwaga mediów skupia się głównie na Zbyszku Bartmanie i Michale Kubiaku. Nie wpływa to na atmosferę między wami?
- Nie, atmosfera jest naprawdę dobra. Zbyszek i Michał to zdolni zawodnicy, przyszłościowi, z których reprezentacji Polski na pewno będzie miała duży pożytek.
Na początku sezonu twoja forma falowała, dobre spotkania przeplatały się z tymi słabszymi, nie zawsze udawało ci się rozegrać całe spotkanie na wysokim poziomie. Teraz chyba wszystko zaskoczyło i w 100% pokazałeś na co cię stać? Dwukrotnie zostałeś wybrany najlepszym graczem spotkania.
- Rzeczywiście, na początku sezonu nie grałem najlepiej, ale nie czułem się dobrze. Przyjazd do Warszawy był dla mnie dużym wyzwaniem, poważną zmianą. Nie mogłem złapać swojego rytmu, trener szybko dokonywał zmiany, a to mi nie pomagało nabrać pewności siebie. Teraz zacząłem występować w podstawowej szóstce dzięki czemu stopniowo nabierałem tej pewności. To zaowocowało lepszą grą i nagrodami, za które bardzo dziękuję i z których się niezmiernie cieszę.
Na Twoją formę wpływ miała tak aklimatyzacja w zespole. Kto Ci najbardziej pomógł w tych pierwszych dniach w nowym mieście, nowym klubie?
- Na początku byli to zwłaszcza Michał Kubiak i Damian Wojtaszek, ale również Darek Szulik. Tak naprawdę wszyscy bardzo dobrze przyjęli mnie w zespole.
O miejsce w składzie rywalizowałeś z Robertem Pryglem. Jak wyglądają wasze relacje?
- Robert to bardzo dobry kolega, zabawny i naprawdę pomocny. Kiedy coś mi nie wychodziło, źle grałem to pytałem go, co mam robić, jak się zachować w konkretnych sytuacjach. Robert udzielał mi wskazówek, czasem zostawaliśmy dłużej na treningach, aby to przećwiczyć.
Spodziewałeś się, że tak łatwo uda wam się pokonać Delectę Bydgoszcz w dwóch pierwszych meczach decydujących o zajęciu piątego miejsca i premiowanego grą w Challenge Cup?
- Nie, zupełnie się nie spodziewałem. Pod koniec sezonu udało nam się wrócić do wysokiej formy, dobrze się czujemy, a to przekłada się na naszą grę. Ponadto do naszego zespołu dołączył fizjoterapeuta, który współpracował z reprezentacją Polski, po meczach wszyscy razem się rozciągamy, to także nam pomaga.
* rozmawiały Magdalena Kudzia oraz Małgorzata Paduch (PrzegladLigowy.com)
W drugiej części wywiadu, która ukaże się niebawem Sasza Statsenko opowie między innymi o polskich kibicach i swoich planach na najbliższe miesiące
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.