TAURON Liga | 2009-12-25 13:33:26 | Nadesłał: Sylwia Kuś-Vega | Źrodlo: lsk.net.pl
- Miałam wyjątkową motywację i chciałam udowodnić, że mogę coś osiągnąć. Były takie dni, gdy nie trenowałyśmy, więc prosiłam pana woźnego w Świdnicy, aby otworzył mi salę i w ten sposób doskonaliłam swoje umiejętności. Wierzyłam, że jeśli otrzymam szansę, to ją wykorzystam - wspomina początki swojej kariery Dorota Świeniewicz.
Kiedyś powiedziała pani, że jeśli wróci do Polski, to tylko do Bielska-Białej. Co w tym mieście jest takiego wyjątkowego?
Dorota Świeniewicz: - Czuję wielki sentyment zarówno do tego miasta, jak i klubu. Tak naprawdę tutaj stawiałam pierwsze poważne kroki w mojej karierze sportowej. Nigdy nie zapomniałam jednak, że jestem świdniczanką. Chodziłam tam do szkoły sportowej, uczyłam się odbijać piłkę, grać w siatkówkę. Ale prawdziwe wyzwania i sukcesy miały miejsce w Bielsku. Gdy wyjeżdżałam do Włoch w roku 1997 miałam tu mieszkanie i to nie zmieniło się do dziś. Tak naprawdę przecież, nie wiedziałam gdzie będę grać i mieszkać. Wiele osób namawiało mnie, abym je sprzedała lub wynajęła, ale uznałam, że może mi się jeszcze kiedyś przydać. I tak też się stało, bo wróciłam do BKS-u.
Wspomniała pani o dużym sentymencie do klubu. To tu sięgnęła pani po pierwsze medale w krajowych rozgrywkach.
– Te czasy wspominam bardzo miło, pozostało mi z tamtego okresu wielu znajomych i przyjaciół, z którymi do dziś utrzymuję kontakt. W hali BKS-u zawsze panowała niepowtarzalna, gorąca atmosfera. Nie zapomnę nigdy zdobycia złotego medalu w sezonie 1996/1997. Śmiałyśmy się wówczas, że trenujemy w siedem i pół zawodniczek. Czasy były takie, że grałyśmy jedną szóstką, dochodziła do tego powracająca po kontuzji Bożena Śliwa i dwie juniorki. A walczyłyśmy przeciwko gwiazdom z Augusto Kalisz i osiągnęłyśmy naprawdę wspaniały sukces.
Później pani drugim domem stała się Perugia. Tam przyszedł bodaj najlepszy okres gry w karierze.
– Zgadza się, spędziłam tam aż dziewięć sezonów. Były to czasy największych sukcesów nie tylko dla mnie, ale i dla tego klubu. Zdobyłyśmy dwa razy mistrzostwo Włoch, wygrałyśmy kilkakrotnie krajowy puchar, triumf święciłyśmy również w Lidze Mistrzyń. Zresztą, co roku w pucharach europejskich osiągałyśmy znaczące wyniki.
Wiele sukcesów, nagród indywidualnych, można powiedzieć, że te osiągnięcia przerosły oczekiwania. Przynajmniej, jeśli chodzi o trenerów, którzy w młodości nie widzieli dla pani miejsca w siatkówce.
– Stawiało się na zawodniczki o lepszych warunkach fizycznych, a nie zawsze zwracało się uwagę na inne predyspozycje do gry w siatkówkę. Szłam do przodu na przekór wielu osobom i wydaje mi się, że dzięki tym dążeniem udało mi się daleko zajść. Miałam wyjątkową motywację i chciałam udowodnić, że mogę coś osiągnąć. Były takie dni, gdy nie trenowałyśmy, więc prosiłam pana woźnego w Świdnicy, aby otworzył mi salę i w ten sposób doskonaliłam swoje umiejętności. Wierzyłam, że jeśli otrzymam szansę, to ją wykorzystam.
Nigdy nie pojawiło się zwątpienie, myśl, że jednak warto zająć się czymś innym?
– Nie, bo siatkówka to moja pasja, moje życie. Dopóki siatkówka sprawia mi radość, to chcę kontynuować karierę. Wiadomo, że kiedyś przyjdzie taki moment, że będę musiała zrezygnować i przejść do innego życia. Pewnie pozostanę jednak przy sporcie, chociażby w roli trenera, ale na razie nie umiem sobie wyobrazić życia bez siatkówki, której wszystko jest podporządkowane.
Jakie nadzieje wiązała pani z powrotem do BKS-u?
– Odchodząc z Bielska-Białej do Włoch zadeklarowałam panu dyrektorowi Bortliczkowi, że bardzo chciałabym wrócić kiedyś do klubu. Przed tym sezonem spotkaliśmy się znowu i tym razem udało się dojść do porozumienia. Przed klubem zostały postawione bardzo wysokie cele, jak np. zdobycie tytułu mistrza Polski i będziemy do tego dążyć.
Jak ocenia pani dotychczasowe zmagania tego sezonu?
– W Lidze Mistrzyń zaczęłyśmy nieszczęśliwie, bo przegrałyśmy dwa spotkania 2:3, choć mogłyśmy wygrać je 3:1. Ale myślę, że takie mecze z silnymi rywalami są potrzebne. W statystykach tych konfrontacji praktycznie w każdym elemencie wyszłyśmy lepiej od przeciwniczek, brakło natomiast chłodnej głowy w decydujących momentach. To efekt tego, że w krajowej lidze nie gramy regularnie meczów na tak wysokim poziomie. Właśnie takie spotkania wzmacniają i dają wiele korzyści.
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.