I Liga Mężczyzn | 2012-01-12 23:36:24 | Nadesłał: Anna Jabłczyk | Źrodlo: inf. własna
Zaledwie punkt wywieźli w ostatnią sobotę z Jaworzna siatkarze z Suwałk. - Prosta gra Jaworzna wystarczyła, aby w nasze szeregi wkradła się taka niepewność, że praktycznie sami oddaliśmy ten mecz - skwitował pojedynek z MCKiS Energetyk Jaworzno, rozgrywający Ślepska - Łukasz Jurkojć.
W Jaworznie rozegraliście długie i wyczerpujące spotkanie. Przegrywając 0:2 doprowadziliście do tie–breaka, gdzie po zaciętej walce ulegliście gospodarzom. Z trudnego terenu rywala wywieźliście jeden cenny punkt...
Łukasz Jurkojć: - Tak, zgadza się. Identyczny przebieg meczu był u nas, w Suwałkach. Było 2:0, ostatecznie wszystko zakończyło się 3:2. Taka sama sytuacja, wydarzyła się w Jaworznie... Mieliśmy dwie piłki sytuacyjne, po których powinniśmy zakończyć ten mecz wynikiem 3:1. Los dał nam drugą szansę w postaci prowadzenia w tie-breaku. Nie wykorzystaliśmy także i jej, a trzeciej szansy nikt już nie daje. Kiedy w piątej partii prowadzi się dosyć wysoko, a wcześniej - przegrywało się 0:2, nie powinno się tego prowadzenia oddać. Niestety stało się inaczej. Prosta gra Jaworzna wystarczyła, aby w nasze szeregi wkradła się taka niepewność, że praktycznie sami oddaliśmy ten mecz.
Oceniasz was surowo, niemniej odrabialiście nawet kilkupunktowe straty, ponadto doprowadziliście do remisu... Widać było, że rywale nie zdominowali was na parkiecie.
- Z pewnością ten mecz mógł się podobać publiczności. Było to pięć setów pełnych długich akcji i wymian. Nie było zdecydowanej przewagi żadnej z drużyn, cały czas graliśmy punkt za punkt, dlatego tym bardziej denerwuje nas porażka w tym meczu. Inaczej czulibyśmy się, gdyby Jaworzno wbiło nas w parkiet, ale to my oddawaliśmy piłki przebijane palcami, albo nie potrafiliśmy dograć prostej piłki... Jeśli nie potrafimy wykorzystać takich sytuacji to nie ma co myśleć o wygranej. Powinniśmy się praktycznie cieszyć, że zdobyliśmy w tym meczu jakiś punkt. Oceniam naszą grę surowo, bo wiem, że jesteśmy w stanie grać na wyższym poziomie, stawiamy sobie poprzeczkę bardzo wysoko.
Mimo wszystko zatem, ten wywieziony z Jaworzna punkt to dla was... "szczęśliwy" punkt?
- Nie wiem czy nie wziąłbym w ciemno tego punktu, choć po przebiegu meczu widać, że mieliśmy szanse wywieźć komplet punktów. Pierwszy set powinien być zdecydowanie nasz, w drugiej partii rywale wypracowali sobie przewagę. Trzeci i czwarty set był rozgrywany w charakterystyczny sposób dla tego spotkania, czyli na przewagi. Tie-break - w początkowej fazie w naszym wykonaniu był koncertowy. Mogliśmy spokojne dowieźć tę przewagę do końca, ale oddaliśmy cenne dla nas punkty. Jestem z tego powodu bardzo zły, takie przegrane bolą najbardziej. Jeśli ktoś cię wbije w parkiet, mówię: „Ok, trzeba iść dalej”, ale kiedy rywal jest w zasięgu ręki... szkoda takiego spotkania.
Były takie momenty, w których bardzo pomogłeś drużynie zagrywką. Dołożyłeś też punkty z ataku…
- Zawsze się śmieję, że z rozegrania najlepszy mam atak. Starałem się pomóc kolegom z drużyny tymi najlepszymi aspektami gry, jakie mam, czyli właśnie atakiem z drugiej piłki i zagrywką. Szczególnie jestem zadowolony ze swojej postawy w obronie. Czasami nie wiedziałem jakim cudem te piłki się ode mnie odbijały. To mnie cieszy, bo do tego aspektu gry przywiązuję bardzo dużą wagę. Ten mecz wyszedł nam w obronie, denerwuje tylko to, że choć - czy to ja czy to inni koledzy podbijaliśmy piłki, atakowaliśmy potem bezpośrednio w aut, w antenkę. To po prostu "podcina skrzydła" i ciężko zmobilizować się do kolejnej akcji. W Jaworznie, w kilku przypadkach bardzo dobrze zadziałał "blok-obrona", ale zamiast to wykorzystać, oddawaliśmy piłkę przeciwnikowi, a że nasz rywal miał duże problemy ze skończeniem piłek, nie wpadało im nic "na czysto”. Na początku pierwszego seta obroniliśmy 5-6 piłek, późniejszy remis wynikał z naszych błędów własnych. Myślę, że gdyby ten set zakończył się naszym zwycięstwem, mecz potoczyłby się zupełnie inaczej.
Elementem, którego zabrakło, żeby wygrać była konsekwencja i koncentracja?
- Wydaje mi się, ze w tym sezonie może tylko ze dwa spotkania przegraliśmy tak, ze może schylić czoło przed przeciwnikiem i powiedzieć: „Ok, nie mieliśmy nic do powiedzenia”. Resztę meczów oddaliśmy my. Niektóre kończyły się tie-breakami, niektóre powinny zakończyć się naszym zwycięstwem... Wiem, że dużo zależy też ode mnie. Jeśli to ja jestem najstarszy na boisku - muszę wziąć chłopaków "w garść”, bo widzę, że patrzą na mnie, patrzą jak się zachowuję. Jeśli poderwę ich do walki - wszystko idzie dobrze. Mamy młody, nieobliczalny zespół, którym możemy sprawić sensację, ale z drugiej strony - możemy sprawić ją w sensie negatywnym.
W ostatnim czasie rozegraliście kilka spotkań, które zakończyły się dopiero w piątym secie...
- Szczerze powiedziawszy, w tym sezonie wychodzimy na "liderów" w graniu tie-breaków. W zeszłym roku to Gorzów/Piła grały takie spotkania, które kończyły się dopiero po tie-breakach. Teraz to chyba my przejęliśmy tę pałeczkę - po raz kolejny o losie całego spotkania decyduje piąty set. Cieszyć może to, że po raz kolejny doprowadzamy do tie-breaka przegrywając 2:0 i to na bardzo trudnym terenie rywali. Stało się tak w Jaworznie, w Bielsku–Białej... To jest jeden pozytywny aspekt.
Jak wygląda wasza sytuacja kadrowa? Do Jaworzna przyjechaliście w okrojonym składzie...
- Tak, dlatego trochę obawialiśmy się tego spotkania. Przygotowując się do niego trenowaliśmy w siedmiu albo dziewięciu. Nie wiedzieliśmy co przyniesie przerwa w grze, każdy mecz po niej zawsze jest trudny... Pewne małe pozytywne aspekty, małe plusiki tego meczu na pewno są, ale powtórzę - wiem, że stać nas na więcej.
No właśnie - jakie plusy, oprócz doprowadzenia do remisu, dostrzegasz w waszej grze na przestrzeni rozegranych w Jaworznie pięciu setów?
- Na pewno potrafiliśmy zrealizować cele taktyczne nakreślone przez trenera, co było dobrze widać w pierwszych piłkach piątego seta. Kolejnym plusem jest to, że choć faktycznie - przyjechaliśmy do Jaworzna w okrojonym składzie, potrafiliśmy się mobilizować, walczyć do końca. Cieszy też, że wywieźliśmy jeden punkt z tego gorącego terenu rywali. Przyda nam się on do tabeli.
Nad jakimi elementami, twoim zdaniem, powinniście popracować przed kolejnymi spotkaniami?
- Przede wszystkim musimy popracować nad regularnością zagrań i koncentracją. Popełniamy dwa, trzy błędy i "leci" seria straconych punktów. Nie wierzymy w swoje umiejętności, po błędnych akcjach zwieszamy głowy, a powinniśmy bardziej pozytywnie patrzeć na naszą grę. Musimy zmienić sposób mylenia – nie skupiać się na każdej negatywnie rozegranej akcji, tylko na dobrych zagraniach, pamiętając, że mamy młody skład i bardzo przebudowaną drużynę. Jesteśmy w środku tabeli, a wielu liczyło, że będziemy w niej niżej.
Wasz zespół, w porównaniu do poprzedniego sezonu, jest mocno przebudowany. Z poprzedniej ekipy pozostało zaledwie trzech graczy.
- Pozostał Rudzewicz, Skrzypkowski i ja. Dołączyło do nas wielu młodych chłopaków plus dwóch doświadczonych zawodników... Martwi nas to, że nękają nas kontuzje. Mamy kontuzję atakującego (Dominik Wójcicki - przypis red.), gramy tylko jednym zawodnikiem (Janusz Górski - przypis red.). Jeśli cokolwiek mu się stanie to nie mamy nikogo na zmianę... Walczyliśmy też z kontuzją libero, który nie mógł ruszać ręką. W okresie świątecznej przerwy, każdy leczył jakieś kontuzje. To nas jednak nie załamuje.
Widać dobrą "chemię” pomiędzy zawodnikami, w Jaworznie wspieraliście się na boisku, zawsze znajdowała się jedna osoba, która zagrzewała resztę do walki...
- Wiadomo, w trakcie meczu jeden ma lepsze momenty, drugi gorsze. Każdy coś z siebie daje, nie tylko jedna osoba. Kiedy jedna osoba gasła, druga ją podtrzymywała, dlatego tak graliśmy, choć trochę falowaliśmy. Szukałem kolegów na boisku - raz lewoskrzydłowi ciągnęli grę, raz prawoskrzydłowi, raz środek. Przy takim zespole i przy naszej nierównej grze, trzeba było włożyć troszeczkę wysiłku, żeby znaleźć tę osobę, która w danym momencie "pociągnie” atak. Już prawie cała runda za nami, każdy jest rozpisany... Trener Gerymski bardzo dobrze mnie zna, wie jak rozgrywam, zresztą - w pierwszej lidze powoli nikt nie jest dla siebie obcy. PlusLiga jest zamknięta, dochodzi tam do wewnętrznej wymiany zawodników, podobnie jest w pierwszej lidze.
Na boisku pełnisz bardzo odpowiedzialną rolę – jesteś rozgrywającym, mózgiem tego zespołu. To ty kreujesz grą tej drużyny...
- Rola rozgrywającego jest istotna - jak tylko przyjmujący dograją mi dobrze piłkę, moja w tym głowa, żeby dostarczyć ją atakującym. Te piłki muszą dokładne - najlepiej gdyby były bez bloku, albo na pojedynczym bloku. Problem polega na tym, że po drugiej stronie też są trenerzy i zawodnicy, którzy grali już ze mną parę lat i znają moje zagrania. Do tego wszystkiego dochodzi dyspozycja dnia danego zawodnika. W naszym przypadku 5-6 spotkań ciągnęło lewe skrzydło, potem prawe...
W drużynie, na rozegraniu, macie jeszcze młodego, 21-letniego Kamila Szewczyka...
- System budowania zespołu w pierwszej lidze, lub nawet w ekstraklasie jest taki, że ściąga się zawodnika, który będzie "mózgiem" zespołu przez cały sezon, a druga osoba nabiera przy nim doświadczenia. W swojej karierze też przeżyłem taki okres u boku Sławka Gerymskiego, gdzie to ja podpatrywałem i uczyłem się szlifu siatkarskiego na rozegraniu. Tak samo ta sytuacja wygląda teraz u nas. Podobnie jest w innych zespołach, gdzie stawia się na jednego rozgrywającego, a drugi zawodnik po prostu pomaga i udoskonala swoje umiejętności, choć nikomu tutaj nie należy ujmować umiejętności. Przeważnie robi się tak, jak to opisywałem, niemniej akurat rok temu - w Suwałkach, mieliśmy całą dwunastkę wyrównanych zawodników. Razem z Jackiem (Malczewskim - przypis red.), graliśmy sezon pół na pół. To było bardzo dobre rozwiązanie. Mieliśmy dwóch całkiem innych zawodników, nie tylko mentalnie, ale i fizycznie. Zmiana jednego zawodnika zmieniała oblicze całej drużyny, więc to też było spore utrudnienie dla przeciwnika. W tym sezonie mamy taki, a nie inny skład i musimy sobie radzić.
Twoim zdaniem, potrzebujecie jeszcze trochę czasu by wszystko właściwie zaskoczyło?
- To, że trzeba nam jeszcze czasu, żeby się zgrać, żeby funkcjonowało to lepiej - widać przede wszystkim po środkowych. Drużyny takie jak Jaworzno, Pekpol są wysoko i grają fajną dla oka siatkówkę, bo zawodnicy są zgrani, wiedzą czego od siebie oczekiwać. Na boisku trzeba uczyć się zachowań danego zawodnika. Każda piłka jest inna, raz zawodnik pójdzie szybciej, raz wolniej. Trzeba też obserwować zawodnika - czy jest w dołku czy akurat mu "idzie”. To bardzo ważny aspekt, a wiadomo - wszystko przychodzi z czasem. Na treningach i na meczach gra nam się coraz łatwiej, czas działa na naszą korzyść.
Następne ligowe spotkanie rozegracie z Cuprum Mundo Lubin, przedostatnią drużyną w tabeli. Czego spodziewacie się po tym meczu?
- Teoretycznie jesteśmy faworytami tej rywalizacji. Niestety z doświadczenia w tym sezonie wiem, że to nam nie sprzyja. Nie przyjmujemy tej roli najlepiej i oddajemy ważne punkty przyjezdnym. Ten mecz będzie bardzo ważny dla nas i układu tabeli. Po nim będziemy mogli troszeczkę spokojniej patrzeć w przyszłość... Będziemy musieli się mocno skupić na tym spotkaniu. Widać, że Lubin po przerwie gra coraz lepiej, grają tam naprawdę bardzo fajni zawodnicy. Niedawno, wzmocnili się doświadczonym środkowym (Robertem Szczerbaniukiem - przypis red.). Ten zespół będzie nieobliczalny, chłopaki nie mają nic do stracenia. Nam z kolei przyjdzie grać na własnej hali, co jak wiadomo - bywa atutem. Zrobimy wszystko, żeby ten mecz wygrać.
Myślisz, że uda wam się skompletować skład przed tym spotkaniem?
- Mamy nadzieję, że uda nam się "sklecić” cały zespół, tak żebyśmy potrenowali choć w dziesięciu lub jedenastu. Wtedy, trening wygląda zupełnie inaczej, możemy realizować określone założenia, tak jak mogą choćby w Jaworznie. Chłopaków jest tam czternastu i śmiało mogą sobie grać i trenować – co jest najważniejsze. Szczerze mówiąc, nam tego treningu trochę brakowało.
Jakie cele zakładacie jako zespół na ten nowy rok?
- Cel będzie jeden - przede wszystkim zagrać jak najlepsze spotkania przed własną publicznością i przywieźć jak najwięcej punktów z meczów wyjazdowych. To pozwoli nam spokojnie zająć jedno z ośmiu miejsc dających szansę na grę w play–offach. Kolejnym celem jest grać dla przyjemności kibiców, żeby wypromować zespół, żeby ściągnąć ludzi na halę, bo to dla nich gramy. Chcemy zainteresować także ewentualnego sponsora, żeby mógł zobaczyć jak prezentujemy się na boisku.
Jak oceniasz decyzję o zamknięciu Plusligi? Jak wpływa to na motywację zawodników?
- W ten sposób zamknięto szansę pokazania się niektórym chłopakom. Wprowadzono system, w którym pierwsze trzy drużyny grają o nagrody pieniężne. System jest taki, że gramy o te trzy miejsca, przy czym cztery zespoły mogą się ubiegać o awans do Plusligi. Na tę chwilę myślę jednak, że kryzys w naszym kraju nie pozwoli walczyć o awans. Wątpię, żeby jakiś zespół mógł powiedzieć dziś na 100 procent: „Tak, idziemy na plusligę – stać nas, mamy warunki, mamy halę." Z tego co wiem, nawet zespoły w Pluslidze mają problemy, żeby dopiąć swój budżet, a co dopiero pierwsza liga. Smuci mnie to, że odebrano nam możliwość pokazania się. Zabrano możliwość awansu do PlusLigi swoją ambicją, wykazaniem się swoim zaangażowaniem w grę.
Takie zaangażowanie jakie udowodnił choćby Wieluń, Kielce, Gdańsk?
- Ja wspomnę czasy mojej gry w Sosnowcu... Była to ogromna sensacja ówczesnego sezonu, byliśmy skazywani na totalną porażkę, a zajęliśmy 7 miejsce. Z tamtego składu, Wojtek Kaźmierczak cały czas gra w PlusLidze, w ZAKSie. Michał Masny, który nie był znany w Polsce, a który rozegrał super sezon jest teraz jednym z najlepszych rozgrywających. Marcin Grygiel podpisał wspaniały kontrakt, grał w Jastrzębiu... Cały tamten sezon pokazał, że można grać zaangażowaniem, ambicją. Nie wiem czy działacze z PlusLigi będą przychodzić na mecze pierwszoligowców, żeby zobaczyć takie perełki.
Takie jak wasz atakujący Janusz Górski czy zawodnik zespołu z Jaworzna - Paweł Adamajtis...
- Tak, właśnie chciałem o nim powiedzieć. Myślę, że Adamajtis może iść spokojnie na drugiego atakującego do klubu ekstraklasy. Ma wspaniałe warunki i śmiało może grać. A tak - na chwilę obecną, będzie miał utrudniony dostęp do gry w PlusLidze. Trzeba mieć menadżera, który cię wypromuje, co pozwoli występować na plusligowych parkietach. Wcześniej mogliśmy awansować walką na boisku i sercem w nią włożonym, mogliśmy pokazać się w ekstraklasie...
Można zaryzykować stwierdzenie, ze decyzja o zamknięciu PlusLigi zabiła ducha sportu?
- Wydaje mi się, że tak, choć z drugiej strony - chcą, żeby najwyższa klasa rozgrywkowa w Polsce była bardziej profesjonalna, żeby osoby, które grają w tej ekstraklasie nie martwiły się, że czegoś im zabraknie. Wcześniej było słychać o kłopotach finansowych zespołów, które są w dole tabeli. Nie ma co nad tym debatować, ktoś zadecydował tak jak jest, a nie inaczej. Nie zmienia to jednak faktu, że wielu dobrym zawodnikom, którzy mają warunki, zablokowano drogę sportowego rozwoju. Szczerze mówiąc sam też chciałbym spróbować, bo stać mnie na to. W sytuacji zamknięcia PlusLigi, zabrano możliwość awansu samymi umiejętnościami. Teraz w grę wchodzi przypadek, trochę szczęścia i pieniądze. Jeśli dobry pierwszoligowy zawodnik, będzie grał w klubie, który będzie miał możliwości gry w PlusLidze, będzie mógł pokazać swoje umiejętności w tych rozgrywkach. Powtórzę - będzie potrzeba bardzo dużo szczęścia, aby znaleźć się w ekstraklasie, która gra na naprawdę wysokim poziomie i jest lepsza z roku na rok.
Zawsze mówiono, że pierwsza liga to zaplecze PlusLigi, a teraz?
- A teraz nagle jest zapomnianym kopciuszkiem. Wiem, że wszystkie zespoły w ekstraklasie grają o medale, a sponsorzy wymagają jak najlepszych wyników, ale kiedy czytam, że szukamy wzmocnień poza granicą, bo w polskiej lidze nie ma już wolnych zawodników, którzy spełnialiby określone wymagania – to robi się przykro.
Patrząc na wasze ostatnie spotkanie z zespołem z Jaworzna, kilku zawodników spokojnie znalazłoby miejsce w PlusLidze…
- Wydaje mi się, że tak... Jeśli zawodnik wyróżniający się w pierwszej lidzie wejdzie do klasowego zespołu z PlusLigi, gdzie będzie miał 50-70% przyjęcia, będzie miał klasowego rozgrywającego, który wystawi mu na pojedynczy blok, w czym będzie on gorszy? Niech ci młodzi zawodnicy zdobywają doświadczenie, nieważne czy jest to atakujący, przyjmujący czy rozgrywający. Wielu chłopaków w pierwszej lidze gra na wysokim poziomie... Nie mówię, żeby od razu mieli zajmować miejsce w pierwszym składzie, ale ważne, żeby mieli się od kogo uczyć. Motywacja powoli jest zerowa, gdy w PlusLidzie szuka się tylko zagranicznych gwiazd, od kilku lat jest tylko wymiana dwóch czy trzech zawodników między klubami. Mało komu udaje się wbić do PlusLigi. A docenienie zawodnika zawsze podnosi morale - będzie wtedy więcej trenował, będzie się przykładał i wtedy ktoś to zauważy. Teraz to zamknięcie spowoduje, ze nie będziemy patrzeć gdzie dobrze pograć tylko, który klub ma więcej pieniędzy. Wiem, że działacze chcieli jak najlepiej dla ekstraklasy, ale czasami trzeba też działać rozwojowo dla innych lig.
Czego życzyłbyś wam na kolejne spotkania?
- Przede wszystkim zdrowia, bo nie pamiętam takiego sezonu żeby było tyle kontuzji wśród zawodników. Zdrowia, hal wypełnionych kibicami i tego, żeby prezesi byli z nas zadowoleni, byśmy przyciągali swoją grą sponsorów i wszystkich, którzy kochają ten sport, byśmy sprawiali im radość, bo nie trenujemy tylko dla siebie. Siatkówka stała się teraz szybką grą, o wszystkim zadecydować może ułamek sekundy, balans ciała... Kiedy jesteś przechylony w lewo, a piłka spada metr od ciebie w prawo - fizjologia nie pozwoli ci, żeby się ruszyć, a wszyscy wokół ciebie mają pretensje. Są to takie szczególiki, które decydują o losach meczu.
Na zakończenie powiedz, czym tak właściwie jest dla ciebie siatkówka?
- To pasja, to miłość, ale trzeba też to nazwać pracą, bo mamy kontrakty, za które otrzymujemy wynagrodzenie, godziny pracy, regulaminy. Cieszy to, że pracujemy w takim zawodzie jaki kochamy... Nie znam osoby, która chciałby pracować w zawodzie, którego nie lubi, bo to odbiera cała przyjemność. Wtedy nie ma motywacji, żeby się rozwijać, udoskonalać swoje umiejętności. Jeśli kocha się to, co się robi, można przenosić góry, można wygrać z każdym. Nie przeskoczy się zawodnika, który skacze pół metra nad tobą, ale sprytem i mądrym zagraniem też można wiele nadrobić.
* Rozmawiała Anna Jabłczyk (przegladligowy.com)
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.