I Liga Mężczyzn | 2011-12-23 06:21:34 | Nadesłał: Sylwia Kuś | Źrodlo: inf. własna
Krakowski beniaminek - KA Wanda Instal Kraków na świąteczny wypoczynek udał się z niedosytem. W ostatnim w tym roku meczu, krakowianie ulegli rywalom z Wielunia. - Cały ten sezon to dla nas nauka - musimy bić się o każdy wygrany set, o każdy wygrany mecz - podkreśla trener Grzegorz Silczuk.
Za nami dwanaście kolejek pierwszej ligi, niewątpliwie trudnych dla krakowskiego beniaminka...
Grzegorz Silczuk: - Spowodowane jest to bardzo wysokim poziomem ligi. Zespoły pierwszoligowe naszpikowane są zawodnikami, którzy mają za sobą bardzo dobrą przeszłość, często plusligową. Obecnie zajmujemy dopiero dziesiąte miejsce w tabeli, przed bardzo mocnymi składem GTPS-em Gorzów Wielkopolski i Cuprum Lubin... Nasze nieszczęście polega na tym, że na dwanaście meczów pięć graliśmy bez Bartka Soroki - zawodnika, który stanowi o sile naszego zespołu. Graliśmy też bez Bartka Mischke - myślałem, że wróci do końca roku do treningów, niestety okazuje się jednak, że jeszcze nie wróci. Rozpoczęliśmy poszukiwania zawodników, którzy chcieliby zagrać u nas na środku i na przyjęciu. Czekamy na zgłoszenia, będziemy je rozpatrywać.
Jak prezentuje się sytuacja wewnątrz drużyny? Jaka panuje w niej atmosfera w kontekście tej dziesiątej lokaty?
- Jak na to dziesiąte miejsce, atmosfera w zespole jest przyzwoita, jest w miarę ok. Wiadomo, nie może być "ochów" i "achów" czy uśmiechów, bo przegraliśmy jednak ileś meczów, ale co ważne - nie ma nieporozumień między zawodnikami. Cały ten sezon to dla nas nauka - musimy bić się o każdy wygrany set, o każdy wygrany mecz. Wydawało nam się, że jesteśmy już po kryzysie, który nas spotkał, Wieluń jednak sprowadził nas na ziemię. Nieskończone dwie, trzy kontry w pierwszym secie, to samo w drugim secie i trzeba było wracać, przegraliśmy z rywalem stosunkiem 0:3...
Czy któreś z przegranych spotkań szczególnie utkwiło panu w pamięci?
- Wszystkie mecze, które przegraliśmy były specyficzne. Nasz pierwszy mecz z Wieluniem był nie tylko pierwszym meczem na naszym terenie, ale i pierwszym w pierwszej lidze. Przeciwnik zabrał nam komplet punktów, wszystko zakończyło się 1:3 i pod prysznicem musieliśmy przeżywać gorycz porażki. Pamiętam też te mecze, w których wydawało się, że nie byliśmy wcale na straconej pozycji, a jednak przegrywaliśmy. Nieprzypilnowanie jednej, drugiej piłki sprawiało, że obraz gry się zmieniał... Z drugiej strony pamiętam też inne mecze, takie jak np. z Ostrołęką. Po pierwszym secie wydawało się, że Pekpol nas rozniesie, tymczasem w drugiej partii to my zaczęliśmy dyktować warunki. Ostatecznie wygraliśmy w piątym secie, z naprawdę bardzo mocnym przeciwnikiem. Każde spotkanie to dla nas doświadczenie, z każdego staramy się wyciągnąć jakieś wnioski.
A jakie wnioski wyciągnąć można spoglądając na pierwszoligową tabelę?
- Tabela jest na pewno zwariowana. Na jej dole znajdują się zespoły, które wydawało się, że będą walczyć o wyższe cele. Jest tam nasz zespół, który miał lokować się w jej środku, jest Gorzów, który na papierze ma bardzo mocny skład, jest Cuprum Lubin. W Cuprum jest szesnastu zawodników - m.in. Żuk, Antosik, teraz doszedł jeszcze Benek (Robert Szczerbaniuk - przypis red.). Ta druga część sezonu zapowiada się na jeszcze bardziej zaciętą... Szkoda będzie każdego punktu, walka będzie "na noże".
Czego jeszcze spodziewać można się po drugiej rundzie fazy zasadniczej?
- Sam układ gier będzie dla nas o tyle niekorzystny, że czeka nas bardzo dużo dalekich wyjazdów. Tak jak w pierwszej rundzie za bardzo się nie "wychylaliśmy", najdalszy wyjazd był do Lubina, tak teraz, będziemy mieć same "wycieczki krajoznawcze". I oby nie były to tylko wycieczki, obyśmy przywozili z nich punkty. Zaczną się wyjazdy do Siedlec, do Gorzowa, do Suwałk, do Ostrołęki, do Piły. Zwiedzimy kawał Polski, ale nie mamy co marudzić. Terminarz jest jaki jest, a jak będzie, zależy od zawodników. Żałuję tylko, że nie możemy grać w składzie, w którym zakładaliśmy, że będziemy grali...
Wracając jeszcze do Mischke - miał być jednym z mocniejszych atutów Wandy...
- Nie ukrywam, że był to zawodnik przymierzany do szóstki. W meczu sparingowym z Resovią pokazał fajną zagrywkę, dobre przyjęcie, dobry atak. Niestety, kontuzje, które się przyplątały sprawiły, że musieliśmy szukać ustawienia. Przypomnę raz jeszcze - pięć meczów musieliśmy grać bez pierwszoszóstkowych przyjmujących, mówię tu o Soroce i właśnie o Mischke. Mecz z Suwałkami, graliśmy bez jednego i drugiego, choć tam akurat Bartek Soroka miał swój krótki epizod - swoimi zagrywkami rozstrzygnął wynik seta... Na pewno musimy pracować. Moja wizja siatkarza - musi być jak... lodówka. Na zewnątrz gorący, ale w środku zimny. Tylko wtedy przy stanie 25:25 możemy wejść na zagrywkę i umieścić ją we właściwym miejscu boiska tak, by zapisać punkt.
Coraz bliżej do świąt. Siatkarze Wandy dostali już wolne od treningów?
- Tak, rozjechali się już do domów, aby odpocząć, przemyśleć grę, oderwać się od wszystkiego, zresetować wcześniejsze dokonania. Zaraz po nowym roku czeka nas bardzo ciężki mecz, z BBTS-em. Po ostatnich dwóch meczach (przegranej 0:3 z Pekpolem Ostrołęka i 0:3 z Jokerem Piła - przypis red.) bielszczanie u nas szukać będą punktów, z tym, że my potrzebujemy ich jeszcze bardziej jak oni... A reasumując jeszcze te dwanaście kolejek - nasze wyobrażenie o tej pierwszej lidze było na pewno inne, taka prawda, niemniej trzeba zakasać rękawy i brać się do pracy. Powtórzę coś, co już mówiłem: Kraków nie znosi miernoty. Chłopaki zdają sobie z tego sprawę.
Święta bez tematu siatkówki - myśli pan, że będzie to... wykonalne? Czy choć na ten krótki czas uda się panu "uwolnić" od myśli o kolejnym meczu?
- Mam o tyle dobrą sytuację, że moja żona rozumie siatkówkę, moje dzieci uprawiały sport, jeżdżą na nasze mecze. Nie ukrywam, że moje życie podporządkowane jest siatkówce, temu, by Wanda grała coraz lepiej... Wiadomo, pierwsza liga to duże wyzwanie, ale my nie boimy się podejmować wyzwań - Kraków zasługuje na siatkówkę na wysokim poziomie. Wszystko co będziemy robić, podporządkowane będzie każdemu kolejnemu setowi, meczowi. Jak to powiedział kiedyś Adam Małysz: najbliższy skok jest dla mnie najważniejszy. My też sprowadzeni zostaliśmy do takiej sytuacji, w której ważne będzie ugranie jednego seta, dopiero później drugiego, trzeciego...
Jakie życzenia chciałby pan złożyć krakowskim sympatykom siatkówki?
- Wszystkim kibicom chciałbym życzyć spokojnych i wesołych świąt. Tego, abyśmy nie galopowali za szybko w naszej codzienności, abyśmy cieszyli się z każdego naszego sukcesu, zapominając jak najszybciej o troskach. Oby następny rok nie był gorszy od tego, który mija. A naszym siatkarzom - życzę samych zwycięskich meczów.
* Rozmawiała Sylwia Kuś - przegladligowy.com
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.