Najnowsze newsy

Siatkówka » Ligi polskie » I Liga Mężczyzn

I Liga Mężczyzn | 2011-09-11 01:04:07 | Nadesłał: Sylwia Kuś-Vega | Źrodlo: inf. własna

Gerymski: Mamy bardzo równy zespół

Fot.: Magdalena Kudzia

- Zawsze powtarzam, że ludziom, którzy ciężko pracują, trzeba dać szansę. Cała czternastka czuje się u nas potrzebna i cała czternastka dążyć będzie do sukcesu - mówi o swoim zespole na sezon 2011/2012 trener MCKiS PKE Energetyka Jaworzno, Sławomir Gerymski.

Puchar Prezydenta Miasta nie opuścił Jaworzna. Najciekawszym rywalem MCKiS PKE Energetyka na jaworznickim turnieju był niewątpliwie Fart Kielce.

Sławomir Gerymski: - Fajnie, że chłopcy wygrali ten turniej, aczkolwiek mieliśmy na niego pewne założenia. Mieliśmy skupić się na współpracy bloku z obroną, własnej asekuracji. To, co było naszą bolączką w zeszłym roku, to błędy własne. Z tym wciąż nie jest do końca tak, jak powinno być. A co do Farta - jest obecnie w zupełnie innym momencie przygotowań, co było zresztą widać, ciężko poruszali nogami. Moi chłopcy byli chyba bardziej wyluzowani, bardziej wypoczęci. W meczu z Fartem, było parę naprawdę fajnych wymian, gdzie widać było, że zawodnicy chcą walczyć o piłkę. Znaczy to, że idą do przodu, a pamiętajmy - do ligi coraz bliżej, czas szybko ucieka. A jeśli chodzi znów o nasze założenia - niestety było bardzo mało bloków. I to z obu stron - tylko po sześć. Popełniliśmy 26 błędów własnych, a przeciwnik 20. Przeciwnik zepsuł 11 zagrywek, my zepsuliśmy ich 18. Znowu byliśmy w tych elementach słabsi. Tak jak powiedziałem, w sobotę, mimo bardzo fajnych wyników - 6:0, nie wszystko nam wychodziło.

Nie zmienia to faktu, że jaworznicka młodzież pokonała zespół z PlusLigi. Uśmiech, po tej wygranej, długo nie schodził z twarzy pana podopiecznych...

- Moi chłopcy są na tyle młodzi, że bardzo chcą się pokazać. Takie mecze traktują prestiżowo, bez względu na fakt w jakiej formie są, w jakim czasie przygotowań. Przed turniejem sparowali z AZS-em Częstochowa, było 2:2. To nie to, że zespoły z PlusLigi im "leżą", chłopcy po prostu bardzo chcą, żeby ich zauważono. I dobrze, wpajamy im, by umieli się "sprzedać", "sprzedać" swoje umiejętności. Wychodząc na każdy jeden mecz, bez względu z kim grają, mają wygrywać. Nawet wtedy, jeśli przeciwnik na "papierze" jest od nich o pięć razy silniejszy. Moi chłopcy potrafią cieszyć się z każdej wygranej, z każdego seta. W tym roku, od stycznia, tych wygranych mamy o wiele więcej jak porażek. Uwielbiam, kiedy cieszą się z każdego kolejnego zwycięstwa.

Przed Fartem, waszym przeciwnikiem był BBTS Bielsko-Biała. Udany występ zapisał w spotkaniu tym nowy siatkarz Jaworzna, Patryk Łaba...

- W tym pierwszym meczu, chyba wszystkim rzuciła się w oczy dobra postawa Patryka. To "malutki" chłopak, ale ma wielkie serce do treningów, do pracy, do grania. Jego gra była jednym z pozytywów tego meczu, choć powtórzę - ja rozliczam chłopaków, z tych formacji, które mieliśmy sobie przećwiczyć. I z tego nie do końca byłem zadowolony, znów mieliśmy mniej bloków od przeciwnika. Przeciwnik blokował nas 10 razy, a my tylko 4. Mieliśmy też sporo obron, ale i sporo błędów własnych - 24, podczas gdy przeciwnik 17. Nad tym trzeba pracować, a wtedy, będziemy jeszcze trudniejszym przeciwnikiem do ogrania.

Waszym ostatnim rywalem na turnieju był Jadar Siedlce...

- Po tych meczach, które Jadar rozegrał w Jaworznie widać, że będzie to zespół bardzo ciężki do ogrania, dla każdego w naszej lidze. Oprócz czwórki z Piły, bardzo doświadczonej, doszedł Łukasz Wroński na rozegranie, przyszedł też Jakub Bucki, atakujący z Radomia. To młodzi chłopcy, ale sporo już umiejący. Ten skład bardzo fajnie skomponował się z ekipą z zeszłego roku. Będzie to bardzo ciężki przeciwnik. Na turnieju przegraliśmy z nimi całkowicie zasłużenie. Widać było, że chcieli z nami wygrać... Aby nie mieć problemów z awansem do play-offów, trzeba się nauczyć wygrywać u siebie. W każdym meczu, który gra się u siebie, nie można dawać rywalowi wygrać, niezależnie czy to turniej czy sparing. Nie można dopuścić, by w lidze, przeciwnik przyjechał do tej hali jak po "swoje". Przeciwnik musi się nas obawiać. Tym razem Siedlec nie przestraszyliśmy. Teraz, czas na turniej w Siedlcach. Jeśli spotkamy się tam na parkiecie, trzeba będzie tę porażkę odrobić.

Na ile udało się wykonać założenia taktyczne w meczu z Jadarem?

- My, swoich założeń na ten turniej, w ogóle nie zmienialiśmy. Wiedzieliśmy na co mamy zwrócić uwagę, a jednak znów było to samo - przeciwnik popełnił dość dużo, 28 błędów, ale my oczywiście - znowu robimy ich więcej, 35. Powielamy to, co nie powinniśmy powielać, powinno być ich mniej. Przeciwnik psuje 18 zagrywek, my psujemy ich 19 i znowu jesteśmy tu słabsi. Ogólnie jednak z zagrywki na tym turnieju jestem zadowolony. Choć było dużo zepsutych zagrywek, asów serwisowych w tych trzech meczach zapisaliśmy aż 22. Jak na naszą zagrywkę, było to całkiem nieźle.

W tym roku, o sile ataku Jaworzna stanowić będzie wspomniany już Łaba oraz Adamajtis. Jak wygląda rywalizacja na tej pozycji?

- Każdemu zawodnikowi powinno zależeć na tym, aby się pokazać. Bardzo cieszę się, że mamy bardzo wyrównanych zawodników na tej pozycji. Ja, o tę pozycję, mogę spać spokojny. Oby żaden z tych chłopaków, nie złapał kontuzji, oby obaj byli w dobrej formie. W razie gdyby Paweł zagrał słabo, Patryk mu pomoże. Mało tego, że pomoże - jeżeli dalej będzie tak trenował, może bardzo fajnie rozwinąć się w naszym zespole. Z tego co wiem, bardzo dobrze żyje z pozostałymi chłopakami. To najważniejsze, że chcą być razem. Na boisku nie widać żadnej zawiści, ani konfliktów. Wręcz przeciwnie, jestem bardzo podbudowany tym pierwszym turniejem pod względem współpracy zawodników, którzy wchodzili i schodzili. Cały czas panował doping. I na tym polega drużyna. Mają sobie wzajemnie pomagać, a nie zwalać winę na siebie. Tego w tej drużynie nie ma, ani nic takiego się nie "wykluje". A to, jak nowa trójka dopasuje się do dotychczasowej ekipy, zobaczymy w trudnych momentach, kiedy będzie się przegrywało. Tak jak mówię, ich współpraca bardzo mi się podoba, ale wszystko zweryfikuje liga.

Skoro jesteśmy już przy nowych zawodnikach... Jak ocenia pan nowego środkowego - Adama Michalskiego? Właściwie wkomponował się w zespół?

- To młody, bardzo pasujący do tego zespołu zawodnik. Może i brakuje mu jeszcze bloków, ale nie można Adasiowi odebrać chęci do pracy, chęci do stawania się lepszym. Aż przyjemnie na niego patrzeć, jak pracuje. Ja wiem, że jeśli ma jakieś braki na środku, to nie wynika to z tego, że nie chce pracować, tylko, że nie przyszedł jeszcze jego czas. Będę się starał pomóc mu w treningu, mam nadzieję, że odwdzięczy się swoją grą na boisku. Dałem temu chłopakowi szansę, a on swoją pracą, ładnie to wykorzystuje.

Zapowiada się zatem ciekawa rywalizacja na środku siatki...

- Jest Krzysiek Fitrzyk, jest Władek Olszowski, jest Michał Glinka, jest Adam Michalski. Wiedzą dobrze, czego się od nich oczekuje. Wiedzą doskonale, gra na jakim procencie potrzebna jest do wygranej w meczu. Nie trzeba im tego tłumaczyć, to mądrzy chłopcy. Do każdego z nich podchodzimy jednakowo. Każdemu poświęcamy taką samą ilość czasu. Tyle, ile myślimy, że potrzebuje. To nie jest tak, że trenujemy z dwoma, a dwóch nie wiadomo co robi. Pracujemy z całą czternastką... Dawida Kuryło, w zeszłym roku nie było widać. Po rocznej pracy, na turnieju, szczególnie na pierwszym meczu, z Bielskiem, kibice mogli zobaczyć, że ten chłopak nie jest wcale słabszy od Damiana Sobczaka, jeśli chodzi o statystyki, o procent przyjęcia. Cieszę się, że ta roczna praca dużo dała. Mamy dwóch libero, z których kiedy jeden może zastąpić drugiego, nie będziemy słabsi. Staramy się, by było tak na każdej pozycji. Wolimy mieć czterech równych zawodników, jak dwóch bardzo dobrych i dwóch słabych. Zawsze powtarzam, że ludziom, którzy ciężko pracują, trzeba dać szansę. Trzeba dawać im szansę, nawet na popełnianie błędów. Ci młodzi chłopcy muszą się uczyć, a my jesteśmy od tego, aby w tym im pomóc. To bardzo równy zespół. Mam nadzieję, że będzie to naszą siłą. Cała czternastka czuje się u nas potrzebna i cała czternastka dążyć będzie do sukcesu. Nie mamy pierwszej szóstki, drugiej. Ustawienia są dla chłopaków czysto "przypadkowe". Tylko ja wiem co chcę od tych ustawień.

Trzecim nowym zawodnikiem Jaworzna, po Łabie i Michalskim, jest Mateusz Wojtowicz - były siatkarz BBTS-u Bielsko-Biała.

- Mateusz pokazuje, że warto w niego inwestować, jego talentem i warunkami, można by obdzielić paru zawodników, ale z oceną wolałbym jeszcze poczekać. To jeszcze "dziecko" w sensie psychologicznym - gra sprawia mu wielką radość. Wydaje mi się, że nie jest jeszcze do końca pewny czy chce być zawodowcem czy nie. Na pewno ta radosna siatkówka też jest nam bardzo potrzebna. Choć nie wszystko potrafi wykonać jeszcze na sto procent, to normalne, on się jeszcze rozwija. Musi tylko bardzo ciężko trenować, a tego treningu mu brakuje. Musimy pracować nie tylko nad jego treningiem, ale i nad jego wagą. Dbamy tym samym o jego zdrowie, dbamy, żeby nie miał kontuzji.

Na turnieju w Jaworznie, Mateusz jak mógł, tak pobudzał kolegów...

- Można się cieszyć, można pobudzać, tylko nie zawsze zdaje to rezultat. Człowiek się wtedy za dużo męczy. W pierwszych dwóch setach tak, ale w trzecim, człowiek pada na twarz. Tę radość z gry trzeba umieć tonować. Niewątpliwie jednak, taka osoba, która jest w stanie "obudzić" drużynę w trudnym momencie, jest w niej potrzebna. Cieszę się, że mamy taką osobę w zespole, że taka osoba z nami trenuje.

Jak ocenia pan przygotowania do nowego sezonu? Drużyna MCKiS PKE Energetyk rozpoczęła je 1 sierpnia.

- Tak, natomiast treningi indywidualne chłopcy rozpoczęli już tydzień wcześniej. Widać, że solidnie przepracowali ten czas. W tym roku przygotowujemy się na własnych obiektach, dlatego gramy dużo turniejów i wyjazdowych meczów, sparingów... Do Częstochowy, gdzie niedawno byliśmy, jeździmy co roku. Spotkanie rozpoczęliśmy składem: Kwasowski, Wojtowicz, Olszowski, Adamajtis, Żmuda, Michalski i Sobczak, potem grali wszyscy, cała czternastka, oprócz Krzysia Fitrzyka, który miał problemy z barkiem. Mecz zakończył się wynikiem 2:2. Było to podobne spotkanie do meczu z Kielcami, z tym, że te akurat decydujące końcówki, które wygraliśmy z Kielcami, wygrała Częstochowa. Było to bardzo wyrównane spotkanie. Fajnie, że gramy z takimi właśnie zespołami jak Częstochowa. Chcę, żeby nasi chłopcy uczyli się od lepszych od siebie zawodników, od tych, których widzą w telewizji, żeby mieli możliwość ich "dotknąć", z nimi pograć. Trener nie jest w stanie wszystkiego nauczyć. Nawet w 50 procentach nie nauczy tego, czego zawodnik może się nauczyć od swojego lepszego kolegi w zespole, albo od lepszego przeciwnika.

Ostatnio tematem numer jeden jest temat zamknięcia ligi. Jakie stanowisko ma pan w tej kwestii?

- Jeżeli będzie to wyglądało tak, jak wynika z relacji prezesa Przedpełskiego, tzn. że umożliwione zostaną drużynom pierwszoligowym transmisje z meczów, to na pewno jest to dla nas krok do przodu. Mając transmisje telewizyjne, można powiększyć powierzchnię reklamową dla naszych sponsorów. Jeżeli to będzie transmisja w dobrych telewizjach, w internecie, pójdzie to na cały świat. Sądzę, że wszyscy menedżerowie klubów pierwszoligowych muszą myśleć w taki właśnie sposób. Postrzegać to jako możliwość przedstawienia nas, jako materiał do reklamy, dzięki czemu może być nam tylko i wyłącznie lepiej. Pierwsza liga będzie bardzo silną ligą, dzięki czemu będziemy mogli współpracować z PlusLigą. Jeśli będą silne zespoły, jeśli ludzie będą się mogli u nas rozwijać, jeśli będziemy walczyć o mistrzostwo Polski, o medale, będziemy mieli transmisje telewizyjne, to staniemy się dobrym partnerem dla klubów z PlusLigi. Ja podchodziłbym do tego w ten sposób. Mam nadzieję, że te wszystkie słowa o transmisjach itd., to prawda. Gdyby tak nie było, bylibyśmy niczym, cała liga przestałaby mieć sens. Ale jeśli mamy grać o medale, być najwyższą klasą państwową rozgrywek w Polsce, to tylko się cieszyć.

Będzie to więc faktycznie zamknięcie czy, może jednak, otwarcie ligi?

- Ja określiłbym to inaczej, PlusLiga jest teraz nowym tworem. To biznes na wzór NBA. W Stanach Zjednoczonych w NBA gra się o puchar, wielki puchar, to samo w NHL. To oddzielny twór niezwiązany już z amatorskim sportem. I dobrze, że coś takiego powstaje, powtarzam - niech tylko spełnią się te kwestie, o których mówią możni naszej siatkówki... Na dwanaście zespołów, co roku w naszej lidze, może jeden, ewentualnie dwa, stać na to, by być w PlusLidze. Resztę, dziesięć nie stać, borykają się z problemami finansowymi, są trudności z domykaniem budżetów. Jeśli będziemy mogli walczyć o medale Mistrzostw Polski, grać na ekranach telewizyjnych, tych mocniejszych, lepszych klubów może przybyć. Problemy z budżetem mogą się skończyć, bo będziemy mieli i pełne trybuny, i zadowolonych sponsorów, że walczymy o złoty medal.

MKCiS PKE Energetyk Jaworzno, walczący o PlusLigę - to realne?

- Wiemy mniej więcej jakie pieniążki potrzebne są, żeby ogarnąć wszystko w pierwszej lidze. Mając w perspektywie transmisje, walkę o medale, możemy to sobie fajnie ze sponsorami poukładać. Będzie o wiele więcej silnych ośrodków pierwszoligowych. Jeżeli sponsor będzie chciał, żebyśmy byli w czwórce, zrobimy wszystko, żebyśmy byli w tej czwórce. Jeżeli spełni się warunki hali, warunki organizacyjne - jesteśmy w PlusLidze, możemy walczyć z tymi najlepszymi. Na całym świecie pokazuje się nie tylko najwyższą ligę, ale i inne ligi, zaplecze, po to, żeby kluby miały o co walczyć, miały możliwość pokazywania się na ekranie, a ludzie mieli możliwość poznać zawodników. Dlaczego skoro jest tak we Francji, we Włoszech, nie ma tak być u nas? Jest to bardzo dobry pomysł, w związku z czym mam nadzieję, że prezes Przedpełski się z tego nie wycofa.


* Rozmawiała Sylwia Kuś - przegladligowy.com

Dodaj do:
Wykop

Dodaj komentarz

Aby móc komentować, musisz być zalogowany.

Zaloguj się, albo gdy nie masz jeszcze konta Zarejestruj się

Logowanie

Siatkówka

PlusLiga

Najnowsze galerie

Newsletter

Ostatnio zarejestrowani

Polecane