I Liga Mężczyzn | 2011-02-24 23:11:28 | Nadesłał: Sylwia Kuś-Vega | Źrodlo: inf. własna
- Szkoda, że nie nawiązaliśmy walki. My, w tym meczu byliśmy bardzo niecierpliwi, rywale natomiast wszystko to, co robili, robili ze spokojem - komentuje porażkę z siatkarzami Jadaru Radom, drugi trener Ślepska Suwałki - Piotr Poskrobko.
Przykrym 0:3 zakończył się wasz sobotni mecz z Jadarem. Wszystko potoczyło się wyjątkowo szybko... Za szybko.
Piotr Poskrobko: - Tak, to prawda. Zeszliśmy z parkietu zdecydowanie za szybko. Szkoda, że nie nawiązaliśmy walki. Niestety, przegraliśmy gładko. To pokazuje, że z tymi silniejszymi zespołami, nie za bardzo nam idzie. Te mecze jakoś nam nie wychodzą. A wracając do tego konkretnego spotkania z Radomiem - co tu dużo mówić, zagraliśmy słabo. Jadar wygrał ten mecz atakiem na skrzydłach. Ich skrzydłowi zdobywali po kilkanaście punktów - nasi nie przekroczyli 10, a więc mieli tylko po kilka skończonych ataków. I brakowało nam właśnie tej skuteczności. Z naszych zawodników nieźle w ataku zagrał tylko Bartek Krzysiek, który wszedł w trakcie meczu.
Mimo niekorzystnych statystyk, mieliście w tym meczu swoje szanse...
- Zgadza się. W pierwszym secie prowadziliśmy - było 8:5, ale pojawiły się problemy i przeciwnicy nas "doszli", wyrównali i z punktu na punkt zdobywali coraz większą przewagę. Później, kolejna szansa była w trzecim secie. Tę trzecią partię zaczęliśmy bardzo dobrze - i przyznam, pomyślałem sobie wówczas, że trzy kolejne sety już wygramy. Radom przetrzymał jednak nasz napór, my nie kończyliśmy kontrataków i wszystko zakończyło się trzysetowym zwycięstwem rywali. My, w tym meczu byliśmy bardzo niecierpliwi, oni natomiast wszystko to, co robili, robili ze spokojem.
Jak porównałbyś wasz pierwszy pojedynek z Jadarem, do tego, rewanżowego?
- Tamten mecz z Jadarem, który graliśmy w Radomiu był w zasadzie podobny. Też, w dwóch pierwszych setach była znaczna przewaga radomian. Kiedy wydawało się, że wygrają 3:0, zaczęli popełniać błędy - i w przyjęciu, i w ataku... I nagle wszystko się odwróciło. Podejrzewam, że w Radomiu długo jeszcze zastanawiali się jakim cudem przegrali tamto spotkanie. Tak to jednak jest w siatkówce. Nie można odpuszczać nawet na moment, bo wynik może bardzo szybko się zmienić. Niestety, Jadar tym razem trzymał swój poziom, czuli się pewnie, pewni swoich sił i było to widać na parkiecie.
Jadar podarował wam aż 20 "prezentów" - mówię tu o punktach oddanych po błędach własnych. Nie żal tym bardziej tej porażki?
- Tak, popełnili w sumie 20 błędów, zepsuli aż 14 zagrywek. Na trzy sety to dużo, więc oczywiście żal, że tego nie wykorzystaliśmy, ale widać było, że idą mocno zagrywką, że idą na ryzyko. To, o czym mówiłem - że czują się pewnie, odzwierciedlało się właśnie w grze w polu serwisowym. Nawet psując serwisy, zagrywali ciągle tak samo, nic nie zmieniali. Nam, w meczu z Radomiem, serwis z wyskoku, krótko mówiąc: nie "siedział". Kamilowi Skrzypkowskiemu, który próbował serwować mocno, kompletnie te serwisy nie wychodziły, przeszedł więc na flota. Liczyliśmy, że rywale będą mieli z nim problem, że zaczną się mylić, ale oni cały czas radzili sobie w przyjęciu, dobrze dogrywali te piłki.
Waszym kolejnym rywalem będzie teraz LOTOS Trefl Gdańsk... Ten sam LOTOS Trefl Gdańsk, który w pierwszej rundzie przerwał waszą znakomitą passę zwycięstw. Czujecie chęć rewanżu?
- Chcemy po prostu zagrać dobre spotkanie, zagrać spotkanie... na naszym poziomie. Oczywiście, zdajemy sobie sprawę z kim gramy i wiemy doskonale, że z nimi akurat o pełną pulę będzie bardzo ciężko. Nie da się ukryć, że od pierwszego meczu z Gdańskiem wszystko się zaczęło - nasza gra troszeczkę się "posypała". Na pewno mamy swoje spostrzeżenia po tamtym meczu, choć spostrzeżenia a realizacja założeń taktycznych to dwie różne rzeczy. Jak będzie, przekonamy się... Jeśli zagramy dobry mecz, to o wynik jestem spokojny. Chcemy zagrać tak, byśmy mogli być zadowoleni z naszej gry.
Trefl to klub, który znasz od "środka" - grałeś w nim w latach 2006-2008. Powiedz, jak wspominasz tamten okres?
- Gdańsk wspominam bardzo dobrze. Do Trefla, ja i inni doświadczeni zawodnicy, czyli m.in. Jarek Stancelewski, Witold Chwastyniak, Łukasz Kruk, Wojtek Szczurowski, Marcin Iglewski, Emil Siewiorek przyszliśmy z planem, żeby wprowadzić ten zespół do pierwszej ligi. I to się udało. W sezonie 2006/2007 przegraliśmy raptem trzy sety, szliśmy jak burza (uśmiech). W kolejnym sezonie, awansowaliśmy do PlusLigi. W naszym składzie byli wtedy m.in. Dimitri Skoryj, Darek Szulik, Wojtek Serafin, Krzysztof Kocik, Marcin Drabkowski, Wojtek Winnik... W tej pierwszej lidze było trochę ciężej, spotkania były bardziej wyrównane, choć w finale z Poznaniem, awans do PlusLigi wywalczyliśmy dość łatwo. Było to spore osiągnięcie, był to historyczny awans.
Po zakończeniu kariery zawodniczej, zostałeś statystykiem Trefla. Zdradź, jak odnalazłeś się w tej nowej dla siebie roli?
- Przejście z roli zawodnika do roli statystyka, był to spory przeskok. Data Volley, prawdę mówiąc, początkowo była to dla mnie czarna magia. (Data Volley - specjalny program do spisywania i analizowania gry - przypis red.). W obsłudze tego programu pomógł mi bardzo Kuba Głuszak, którego serdecznie w tym miejscu pozdrawiam. Kuba pracuje obecnie jako statystyk w Centrostalu Bydgoszcz. Kiedy zaczynałem swoją "przygodę" z Datą Volley, Kuba był statystykiem Gedanii Żukowo. To on właśnie wprowadził mnie w ten program. Mam nadzieję, że nie byłem opornym uczniem (uśmiech).
A później przyszedł czas na nowe wyzwania - objąłeś posadę asystenta trenera...
- Tak, propozycja przyszła po sezonie spadkowym, po spadku Trefla z PlusLigi. Ówczesny trener Gdańska, Jerzy Strumiłło zapytał mnie czy będę jego asystentem i zgodziłem się. Próbowaliśmy budować ten zespół jeszcze raz, od podstaw. Było to nowe wyzwanie, bardzo szeroka materia do "ogarnięcia"... Patrząc z perspektywy czasu, teraz, pracując tutaj, w Ślepsku, jestem na pewno mądrzejszy o pewne doświadczenia. Bo wiadomo - człowiek całe życie się uczy. A propozycję współpracy ze Ślepskiem złożył mi mój przyjaciel - Adam Aleksandrowicz. Od razu postanowiłem podjąć się tej współpracy i pomóc Ślepskowi, na ile tylko oczywiście, byłem w stanie tej drużynie pomóc.
Nie ciągnie cię już na parkiet? Nie kusi cię czasami, by pomóc drużynie własną grą, zamiast denerwować się na ławce trenerskiej?
- W pierwszym okresie po zakończeniu grania - przez pierwsze pół roku, faktycznie, jeszcze "nosiło" mnie, żeby wejść na boisko. Teraz przyzwyczaiłem się już, że jestem z boku, że nie biegam już w krótkich spodenkach (uśmiech). I porównując - powiem, że poddenerwowanie będąc na ławce trenerskiej jest większe. Będąc zawodnikiem, po kilku piłkach, to poddenerwowanie "schodzi". Będąc trenerem, towarzyszy ono do ostatniej akcji, a dodatkowo zwiększa się w końcówkach setów. Kiedy jest się zawodnikiem, można te emocje jakoś uzewnętrznić - trenerowi tego nie wolno, nie może się "wyładować".
Jako zawodnik, przez wiele lat związany byłeś z AZS-em Olsztyn. Sezon 2010/2011 to dla olsztynian sezon wyjątkowo nieudany. Jak widzisz ich szanse w najbliższym, sobotnim meczu z Wieluniem?
- W Olsztynie spędziłem kilkanaście lat, więc trzeba przyznać, że faktycznie - sporo czasu... Z drużyną AZS-u zdobyłem i mistrzostwo Polski, i później wicemistrzostwo. Wiadomo - różne były okresy w kartach tego klubu. W latach, w których zdobywałem z AZS-em tytuły, mieliśmy akurat mocne składy. W tym roku AZS znajduje się, na dzień dzisiejszy na dziesiątym miejscu i takie są realia. Pod względem potencjału, ten Olsztyna i ten Wielunia są, moim zdaniem, porównywalne. Według mnie, w konfrontacji tych drużyn może dojść do podziału punktów. Jeśli miałbym typować, to typowałbym 3:2 dla Olsztyna.
* Rozmawiała Sylwia Kuś - przegladligowy.com
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.