I Liga Mężczyzn | 2011-01-12 20:37:03 | Nadesłał: Sylwia Kuś-Vega | Źrodlo: inf. własna
- W świat poszło 3:0, ale wcale nie był to dla Nysy, taki łatwy mecz. W każdym secie walczyliśmy i myślę, że trochę się z nami pomęczyli - komentuje sobotnią przegraną Ślepska w Nysie, środkowy drużyny z Suwałk, Łukasz Rudzewicz.
Bez punktów, czy choćby seta wyjechaliście w sobotę z Nysy. Dlaczego, według ciebie, nie udało wam się ugrać choćby jednej partii?
Łukasz Rudzewicz: - Nysa bardzo dobrze zagrała swoim serwisem, który odrzucił naszą drużynę od siatki. Poza tym, bardzo dobrze bronili. Grało nam się ciężko, choć można powiedzieć, że tanio skóry nie sprzedaliśmy. No cóż... Wiedzieliśmy na pewno, że jedziemy na bardzo trudny teren, na bardzo ciężki mecz z bardzo dobrą drużyną. Tego dnia, Nysa wspierana własną publicznością, okazała się po prostu lepsza. Może nie dużo lepsza, ale lepsza. Przeciwnicy nie popełniali zbyt wielu błędów. My akurat popełnialiśmy ich trochę więcej. A z czego one wynikały? Moim zdaniem ze wspomnianej już, skutecznej zagrywki Nysy, z którą w sobotnim meczu nie byliśmy sobie w stanie poradzić.
Myślisz, że swoje "trzy grosze" do waszej porażki, dorzuciła także "niewygodna" dla przyjezdnych, nyska hala?
- Myślę, że tak, że grając na innej hali, grałoby nam się inaczej, grałoby nam się lepiej. Chłopaki narzekali, że hala w Nysie jest zdecydowanie za niska do odbierania aż tak mocnych zagrywek. Niestety, często było tak, że po przyjęciu piłka "wędrowała" w sufit, w ściany. Oczywiście, trzeba radzić sobie na każdej hali, ale ta - w Nysie, trzeba przyznać, jest bardzo specyficzna. Jadąc tam, obawialiśmy się jej. Spodziewaliśmy się, że przeciwnicy będą zagrywać bardzo mocno i że to właśnie z ich serwisem, będziemy mieć największe problemy. A wiadomo - kiedy są problemy z przyjęciem, wiążą się one z kolejnymi problemami, jak np. wyprowadzenie skutecznego ataku...
Mawia się często, że "wynik mówi sam za siebie", jednak w przypadku wyniku meczu z Nysą, to chyba nie do końca prawda... Wynik, zdecydowanie nie odzwierciedla waszej walki.
- Tak, w świat poszło 3:0, ale wcale nie był to dla Nysy, taki łatwy mecz. W każdym secie walczyliśmy i myślę, że trochę się z nami pomęczyli. Można powiedzieć, że sprzyjało im szczęście, choć z drugiej strony, jak wiadomo, szczęście sprzyja lepszym, danego dnia. Na pewno nie poddawaliśmy się, walczyliśmy jak równy z równym. Niestety, rywale potrafili wykorzystać atut własnej hali. Szkoda tej trzeciej partii. Zagraliśmy w niej troszeczkę inaczej, jak w poprzednich partiach, co pozwoliło nam odzyskać nadzieję, że jednak jesteśmy w stanie urwać Nysie tego seta. Gdybyśmy go wygrali, mogłoby być różnie, wszystko mogło potoczyć się inaczej, lepiej, na naszą korzyść. Być może wywieźlibyśmy dwa punkty, być może chociaż jeden punkt, ale byłby przynajmniej punkt...
W pierwszym secie, punkt na 17:14 Nysa zapisała po jednej z dłuższych w tym meczu akcji. Choć fantastyczną, skuteczną obroną popisał się wówczas Łukasz Jurkojć, po chwili, z kolejnego "oczka" cieszyli się jednak wasi rywale. Takich akcji było więcej... Dlaczego, twoim zdaniem, wszystkie, co dłuższe wymiany rozstrzygała na swoją korzyść Nysa, nie wy?
- Ciężko stwierdzić, jak widać nie pozwalała nam na to dyspozycja dnia. To fakt, że mieliśmy kilka fajnych obron. Kibice mieli szansę oglądnąć naprawdę bardzo ciekawe spotkanie. Choć nie udawało nam się kończyć dłuższych akcji, nikt nie może nam zarzucić, że nie walczyliśmy o każdą piłkę, bo walczyliśmy - do chwili gdy piłka była w grze, ta walka na parkiecie była cały czas. Mnie akurat w pamięci utkwiła inna, konkretna sytuacja z tego meczu, a mianowicie: błędna decyzja arbitra w drugim secie, która wyprowadziła z równowagi naszą drużynę. Szczerze mówiąc, było kilka takich niezrozumiałych decyzji sędziowskich, z cztery, pięć błędnych, ale cóż, zdarza się. Tak samo jak mylili się na korzyść Nysy, mylili się też na naszą korzyść.
Powróćmy jeszcze do zagrywki Nysy. W wykonaniu gospodarzy, wyglądała ona naprawdę świetnie, u was, nie da się ukryć, zdecydowanie słabiej. Tym razem, znany z bardzo dobrych wejść na zagrywkę, Łukasz Kaczorowski, nie dopomógł wam w tym elemencie...
- No niestety, nie zawsze zmiany Kaczorowskiego na zagrywkę, mogą wyglądać tak, że Łukasz wchodzi i swoim serwisem rozstrzyga losy seta, zdobywając punkty w serii. W sobotę akurat, w meczu z Nysą, z tą zagrywką nie wychodziło. Myślę, że brakowało nam w polu serwisowym Kamila Skrzypkowskiego, który kolejny mecz gra na pozycji libero, z wiadomej przyczyny - kontuzji Tomka Łuczki. Kamil ma jedną z najmocniejszych zagrywek w naszej drużynie. Brakuje też go w ataku - jego spokoju, obicia piłki o blok, kiwek... A analizując jeszcze zagrywkę Nysy - była bardzo mocna. To ich hala, więc serwowanie na niej mają wytrenowane, choć trzeba powiedzieć, że na innych halach także serwują bardzo mocno, serwują w określone strefy boiska. To zagrywka bardzo skuteczna, zagrywka, która w meczu z nami, siała wiele spustoszenia.
Mimo niekorzystnego dla was końcowego rezultatu, pokuśmy się o wskazanie pozytywów, bo i tych było kilka, np. "soczyste" bloki w twoim wykonaniu. Mówię tu choćby o widowiskowym, pojedynczym bloku na stan 1:1, w trzecim secie...
- Tak, na pewno można znaleźć parę pozytywów. Jak wspominałem już, to nie było tak, że byliśmy tam "chłopcami do bicia", że staliśmy ze spuszczonymi głowami. Mnie osobiście, pozostaje się cieszyć, że kilka razy udało mi się zablokować skutecznie zawodników z Nysy. Niektóre z tych bloków były chyba rzeczywiście dość efektowne - po paru z nich, na trybunach "nyskiego kociołka" zapadała cisza. Był to taki swoisty wyznacznik, że dana akcja była naprawdę dobra (uśmiech). Może nie zawsze szła nam gra w ataku, ale z blokami akurat nie było źle, było ich sporo jak na trzysetowy mecz. Generalnie, było dużo fajnych akcji, które mogły się podobać, które dawały wiarę, że seta można jeszcze wygrać, choćby "gwoździe" Bartka Krzyśka czy Sebastiana Wójcika. A inny pozytyw, jaki mógłbym wskazać? Kamil Skrzypkowski na libero - był to jego kolejny udany mecz. Fakt, że gra na innej pozycji niż nominalnie, na pewno wpływa na niego, na pewno nie czuje się na tej pozycji optymalnie, ale nie widać tego po jego grze, sprawdza się jako libero.
Niedawno do składu Nysy dołączyli Maciej Krzywiecki i Łukasz Karpiewski. Jak sądzisz, czy po tych wzmocnieniach, Nysa z meczu na mecz będzie coraz groźniejsza? Bo na to się zapowiada...
- Można powiedzieć, że Karpiewski z Krzywieckim wzmocnili drużynę, która i tak, już wcześniej, była mocna. W meczu z nami, oprócz dobrej zagrywki, pokazali również swoje dobre przyjęcie, ładne ataki... Można tylko chwalić ich, za taką, a nie inną grę. Teraz, kiedy mają szerszą "ławkę", mogą z niej korzystać - każdy może wejść, może wnieść coś nowego, no i może czymś zaskoczyć. Takim dobrym przykładem jest Maciej Zając, którego wejście pomogło rywalom zakończyć mecz. Wydawało nam się, że znamy tego zawodnika, że wiemy jak go powstrzymać, no ale niestety. Powtórzę raz jeszcze: Nysa to mocny zespół, z dobrymi nazwiskami. Na pewno będą chcieli walczyć o najlepszą czwórkę i w play-offach będą bardzo trudnym przeciwnikiem. Każdy kto będzie grał z Nysą, będzie musiał nastawić się na naprawdę ciężką walkę.
Nie od dziś wiadomo, że kibice potrafią być "siódmym zawodnikiem". I chyba Nysa, w sobotę wystąpiła przeciwko wam właśnie w "siódemkę"?
- Jadąc do Nysy, z przekazów innych zespołów, czy to z własnych doświadczeń, liczyliśmy się z tym, że będzie gorąco, że będzie bardzo głośno. Ja akurat lubię mecze, na których słychać głośny doping, nawet jeśli jest to doping dla drużyny przeciwnej. A lubię, bo od razu "łapie" się bardzo fajną atmosferę, dużo łatwiej jest "wejść" w mecz, gra się dużo lepiej niż np. na pustej hali czy przy dziesięciu osobach. W Nysie akurat graliśmy przy pełnej hali, doping był dobrze zorganizowany. Czuć było atmosferę meczową. Przy takiej publiczności, nyska drużyna miała prawo być "na fali", była w stanie wygrać dla niej ten mecz. Odpowiadając na pytanie: tak, byli na pewno tym "siódmym zawodnikiem". Nie ma co ukrywać - bardzo pomogli swojej drużynie. Doping zawsze pomaga, mobilizuje.
Na pomoc waszych kibiców liczyć będziecie mogli 22 stycznia, kiedy to w Suwałkach podejmować będziecie ekipę Energetyków z Jaworzna...
- Tak, za niecałe dwa tygodnie gramy u siebie. Znając naszych kibiców, będzie tak samo głośno, jak w Nysie. Zapewne przybędą jeszcze w większej liczbie, o co apelujemy i zapraszamy - my, zawodnicy (uśmiech). Możemy obiecać, że będzie to bardzo dobry mecz. To będzie mecz, który musimy wygrać. A nawiązując jeszcze do tematu "głośnych" hal... My akurat, dzięki naszym kibicom, jesteśmy przyzwyczajeni do głośnego dopingu, więc hala w Nysie, nie wywarła na nas aż tak wielkiego wrażenia. Nasza wspaniała publiczność też się głośna, też jest liczna. Tak jak Nysa na swoją, tak i my na naszą - zawsze możemy liczyć. Wierzę, że każdy z meczów, który czeka nas jeszcze w tym sezonie na własnej hali, będzie odbywał się przy komplecie widowni, a my ze swojej strony, w każdym postaramy się zagrać efektownie i co ważniejsze - efektywnie. Mam nadzieję, że kibice stęsknili się już trochę za siatkówką, za naszą drużyną i że 22 stycznia, przyjdzie ich dużo.
W 17. kolejce pauzujecie, jednak nie pauzujecie sami - nie gra też Będzin, którego rywalem miał być Orzeł, no ale jak wiadomo - Orzeł z nikim już w tym sezonie nie zagra. Sytuacja zawodników tego klubu, przyznasz zapewne, jest nie do pozazdroszczenia...
- Zgadza się. Żadna z drużyn nie chciałaby się znaleźć na pewno w sytuacji zawodników Orła. To bardzo niekomfortowa sytuacja - podpisane kontrakty, a brak wypłat, no i w dodatku marne szanse na odzyskanie tych pieniędzy. Przed sezonem, Polski Związek Piłki Siatkowej miał nie dopuścić do takich sytuacji, miał takim sytuacjom zapobiec, tymczasem bardzo szybko, mniej więcej dwa miesiące po rozpoczęciu rozgrywek okazało się, że Orzeł będzie miał spore problemy, żeby przetrwać do końca sezonu. Ostatecznie przetrwał tylko pierwszą rundę, do drugiej już nie przystąpił. My, na szczęście, w Ślepsku nie mamy takich problemów. Wypłaty są na czas, trenujemy spokojnie. Mamy wszystko, co tylko nam potrzebne, mamy komfort psychiczny, żeby pracować. Nawet jeśli przegramy jakiś mecz - nikt nie ma do nikogo jakichś większych pretensji.
Do meczu z Jaworznem pozostało jeszcze trochę czasu... Jak wygląda w tym tygodniu wasz cykl treningowy? Rozumiem, że mimo, iż nie gracie w najbliższą sobotę, o żadnej "taryfie ulgowej", czy "urlopie" od treningów nie ma mowy?
- Nie, absolutnie, cały czas trenujemy... W tym tygodniu mamy trzy razy siłownię - taką "mocniejszą" niż normalnie. Ćwiczymy też na niej trochę dłużej, na większych ciężarach, bardziej intensywnie. Samych treningów - jest tyle co zwykle. W poniedziałek rano mamy siłownię z treningiem, wieczorem sam trening. We wtorek sam trening, środa trening z siłownią, wieczorem znów sam trening. Akurat dzisiejsza środa wygląda tak, że jedziemy zaraz na siłownię, a po niej czeka nas... mecz (uśmiech). Gramy go dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, a organizowany jest przez II LO w Suwałkach. Będziemy grać w mieszanych drużynach, więc na pewno będzie więcej zabawy jak gry... Wieczorem wracamy na halę - czeka nas kolejny trening. W czwartek mamy jeden trening. W piątek - siłownia i dwa treningi, no i sobota, niedziela - to już czas dla nas, czas na odpoczynek. Od poniedziałku ruszamy z dwoma treningami dziennie aż do czwartku. Dopiero w czwartek i piątek będzie po jednym treningu, no i... czekamy na sobotni mecz.
W pierwszej rundzie, kiedy graliście z Jaworznem, na ich terenie, mecz zakończył się szybko, waszym zdecydowanym zwycięstwem do zera...
- Tak i osobiście mam nadzieję, że powtórzymy wynik z Jaworzna, z pierwszej rundy. Tamten mecz z Jaworznem, wspominam jako bardzo dobry w naszym wykonaniu. Byłem też bardzo zadowolony z własnego występu, trenerzy także. Udało mi się wtedy wykonać bardzo dużo skutecznych bloków na rywalach. Miałem ułatwioną pracę - bardzo dobrze zagrywaliśmy. Zawodnicy z Jaworzna nie radzili sobie z przyjęciem naszego serwisu. Jadąc tam, pamiętam, że trochę nie wiedzieliśmy czego można spodziewać się po drużynie Energetyka, no ale mecz, jak okazało się był dla nas bardzo udany. Chciałbym, żebyśmy w Suwałkach zagrali równie dobry mecz. Przyznam, że nie zawsze mecze przed własną publicznością, wychodzą mi tak jak chciałbym, a wiadomo - chciałbym pokazać się z jak najlepszej strony. Na mecze przychodzą moi znajomi, moja rodzina - dla nich właśnie, a także dla naszych kibiców, chciałbym zagrać jak najlepiej, jak tylko potrafię...
Myślisz, że możecie liczyć na "powtórkę z rozrywki", że znów uda wam się wygrać w zaledwie trzech partiach?
- Wierzę, naprawdę wierzę, że mecz ten zakończy się gładkim 3:0 dla nas, że pokażemy, że potrafimy grać i nie bez powodu tak długo byliśmy tak wysoko w tabeli, byliśmy jej liderem. Przed meczem z Energetykiem będziemy na pewno troszkę niżej, spadniemy o kilka miejsc, bo w czasie gdy my pauzujemy, inni będą grać - tym bardziej punkty z Energetykiem będą bardzo ważne. Ważne dla naszej drużyny będą jednak nie tylko punkty - ważny będzie też wynik i nasza gra. Chcielibyśmy się odbudować, żeby znów prezentować się tak jak w pierwszej rundzie, żeby dodało nam to wiary w siebie na kolejne mecze, z wyżej notowanymi rywalami. Na razie nie ma co jednak wybiegać za daleko w przyszłość. Krótko mówiąc: mecz z Jaworznem będzie trzeba wygrać bardzo pewnie, żeby pokazać różnicę klas, żeby pokazać, że dzieli nas "kilka" miejsc w tabeli. Mam nadzieję, że spotkanie to faktycznie będzie taką "powtórką z rozrywki", że będzie to fajny mecz, który spodoba się naszej publiczności i że sprawimy jej, naszą grą radość.
* Rozmawiała Sylwia Kuś - przegladligowy.com
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.