Najnowsze newsy

Siatkówka » Ligi polskie » I Liga Mężczyzn

I Liga Mężczyzn | 2011-01-05 16:06:18 | Nadesłał: Sylwia Kuś-Vega | Źrodlo: inf. własna

Krzysiek: To był dobry rok

Fot.: Magdalena Kudzia

- Dla Ślepska 2010 rok był bardzo dobry - znacznie lepszy jak 2009. A dla mnie osobiście? Także był dobry - mniej więcej wszystko ma taki zarys, jak to sobie planowałem - przyznaje atakujący ekipy Ślepska Suwałki - Bartosz Krzysiek, podsumowując ostatnie dwanaście miesięcy.

W niedzielę, 2 stycznia odbył się II Turniej o Puchar Prezydenta Miasta Siedlce. Siedlce, nie da się ukryć, to miasto Ci bliskie. Jak wspominasz sezon 2008/2009, w którym grałeś w barwach miejscowej Ósemki?

Bartosz Krzysiek: - W tamtym sezonie grałem także w MDK-u, byłem wtedy jeszcze juniorem. Po zakończeniu rozgrywek juniorskich, gdy nie awansowaliśmy do Mistrzostw Polski, zostałem wypożyczony do Siedlec - wypożyczony na drugą rundę i play-offy. Wyglądało to tak, że w tygodniu trenowałem w MDK-u, a do Siedlec przyjeżdżałem na jeden, dwa treningi i na mecz. Można powiedzieć, że miałem szczęście - w Ósemce występowałem z rozgrywającym, z którym wcześniej grałem właśnie w MDK-u - z Marcinem Jackowiczem. Rozumieliśmy się bardzo dobrze, ze współpracą nie mieliśmy żadnych problemów. Gorzej było z realizacją założeń trenera. Wiadomo, kiedy nie trenuje się z zespołem na co dzień, ciężko o ich realizację, niemniej klub był zadowolony z tamtego sezonu. Tak naprawdę, gra w Siedlcach była dla mnie "wejściem" w seniorską siatkówkę.

Jak wiadomo, trenerem ówczesnej Ósemki ELMO Siedlce był Krzysztof Wójcik, a więc ojciec Sebastiana, z którym występujesz obecnie w Ślepsku. Jak Ci się z nim współpracowało? Czy już wtedy znałeś Sebastiana?

- Pamiętam, że gdy wracaliśmy z meczów wyjazdowych trener Krzysztof Wójcik, zawsze dzwonił do Seby i pytał: jak tam Seba? (uśmiech). Seba grał wtedy w zespole Hajnówki. Nie znałem go jeszcze i przyznam, że ciekawiło mnie jakim jest człowiekiem. Bliżej poznaliśmy się dopiero w tym sezonie. W zeszłym, on występował we wspomnianej Hajnówce, ja w Ślepsku, znaliśmy się więc praktycznie tylko z "widzenia". Sebastian to krew Krzycha, ten sam charakter, te same geny. A co do współpracy z trenerem Krzysztofem... Jak już powiedziałem, ciężko było wykrzesać ze mnie wszystko to, czego ode mnie oczekiwał, bo nie bywałem codziennie na treningach. Z perspektywy czasu myślę, że choć nie zawsze udawało mi się wywiązać z założeń taktycznych zespołu, starałem się nadrabiać to na boisku umiejętnościami indywidualnymi.

Aktualnie Siedlce są bezapelacyjnym liderem trzeciej grupy drugiej ligi - za nimi osiem wygranych i tylko dwie porażki, radzą sobie rewelacyjnie. Powiedz, znajdujesz czas, by śledzić poczynania tej drużyny?

- Jak najbardziej, śledzę. Porównując tegoroczny skład, z zespołem zeszłorocznym i z sezonu 2008/2009, ten tegoroczny - personalnie może wydawać się najsłabszy, a mimo to jest na dzień dzisiejszy najwyżej w tabeli. Za czasów, kiedy ja tam grałem, mieliśmy zespół bardzo mocny personalnie, jak na drugą ligę. Paru z nas - Oskar Dziewit, Allassane Guindo, no i ja od razu po tym sezonie, poszliśmy do pierwszej ligi (Dziewit zasił Avię Świdnik, Guindo - Pronar Parkiet Hajnówkę, Krzysiek - Ślepsk Suwałki - przypis red.). Analizując dalej - w zeszłym sezonie grało tam parę indywidualności, jak choćby Mariusz Kuczko, który występuje teraz w Pekpolu Ostrołęka czy Piotr Milewski - obecnie rozgrywający Avii. Zobaczymy, który z zawodników "wypłynie" po tym sezonie...

Jak widzisz szanse siedlczan na to, by powalczyć o awans szczebel wyżej?

- Nie chciałbym oczywiście nic ujmować zespołowi z Siedlec, ale moja opinia jest taka, że z roku na rok, ta liga jest coraz słabsza - ekipy z tzw. czołówki awansowały do pierwszej ligi. Teraz, kiedy nie ma już tych zespołów, przyszedł czas na Siedlce, na MOS Warszawę... Siedlczanie są na pewno drużyną wytrwałą, budują swój zespół, można powiedzieć, że wszystko idzie u nich do przodu, pieniądze są tam dobrze zagospodarowywane. Według mnie, na to pierwsze miejsce w tabeli, jakie aktualnie zajmują, w pełni sobie zasłużyli. A czy są w stanie awansować, to już zupełnie inna historia. Najpierw trzeba wygrać grupę, potem zagrać turniej czterech mistrzów grup, a stamtąd jeszcze daleka droga - trzeba sprostać wymaganiom finansowym i organizacyjnym, jakie niesie za sobą pierwsza liga.

W pierwszym meczu siedleckiego turnieju Waszym rywalem była Politechnika. Jak podsumowałbyś Wasz występ w tym spotkaniu?

- Wiadomo, był to turniej noworoczny, więc i nasza forma była troszkę noworoczna. Inna sprawa - wyjść na mecz w dziesięciu, w dodatku z rozgrywającym jako libero to było duże wyzwanie... (uśmiech). Rywale doskonale zdawali sobie sprawę, że Jacek nie jest naszym nominalnym libero... Nasze przyjęcie nie było niestety na tyle regularne, żeby Jurij (Łukasz Jurkojć - przypis red.) mógł sobie spokojnie rozgrywać. Ja osobiście czuję niedosyt z konkretnego powodu - w pierwszym secie dostałem piłkę na 24 punkt, skończyłem ją, był blok-aut, a sędziowie tego nie wyłapali, co było dla mnie takim... małym skandalem. Tak czy inaczej, to tylko turniej - wiem, że nie warto przykładać do tego wagi, ważna jest liga i najbliższe spotkanie, jakie już ósmego stycznia czeka nas z Nysą.

W drugim meczu, z KPS-em wygraliście 3:0, jednak przyznasz zapewne, że emocji w spotkaniu tym, a konkretnie drugiej, pamiętnej, zwycięskiej ostatecznie 40:38 partii, nie brakowało...

- Naszą przewagę nad Siedlcami, różnicę klas między drużynami, najbardziej widać było w pierwszym secie. Graliśmy po prostu znacznie lepiej. Także w drugim secie, wydawało się, że wszystko idzie dobrze, jednak Siedlce są takim zespołem, że kiedy nie wyjdzie im jedna, dwie obrony, będą się "szarpać" aż im się uda i w pewnej chwili zaczęło się bardzo wyrównane spotkanie. W tym miejscu, przytoczę może taką małą anegdotkę... W tej partii, z tego co pamiętam przy wyniku 16:12, trener powiedział mi, żebym zaczął się "rozgrzewać", że wejdę na trzeciego seta. Tak też uczyniłem - zacząłem robić coraz intensywniejsze ćwiczenia, żeby być gotowym... i robiłem je aż do stanu 40:38 (śmiech). Na drugi dzień miałem takie zakwasy, że nie wiedziałem czy to skutek tych dwóch meczów, czy skutek tego rozgrzewania się...

Przed ligowym meczem z Jokerem, pytałam Cię o podejście do niego byłych zawodników Piły - Jurkojcia i Kaczorowskiego. Dziś nie mogę nie zapytać, jak Tobie walczyło się przeciwko byłej ekipie, której dodajmy - kibice powitali Cię iście po "królewsku"...

- Tak, to prawda. Kiedy tylko pojawiłem się na hali, a byłem jeszcze nawet nieprzebrany w strój meczowy, kibice od razu mnie poznali, skandując moje imię i nazwisko, ciesząc się, że przyjechałem. Było to dla mnie bardzo miłe przeżycie, być tak przywitanym. Szczerze mówiąc, wiedziałem, że tak będzie - w zeszłym roku, powitali mnie podobnie. W Siedlcach jest naprawdę wysoka kultura kibicowania. Jest i zawsze była. A jak podchodziłem do tego meczu? Mimo wszystko ciężko porównywać to spotkanie do meczu Łukasza Kaczorowskiego i Łukasza Jurkojcia przeciwko Pile - stawka tamtego meczu była zupełnie inna, była bardzo wysoka, walczyliśmy o punkty. W Siedlcach był to mecz turniejowy, więc podszedłem do niego bez większej presji psychicznej.

Ostatecznie, w niedzielnym turnieju Ślepsk uplasował się na trzecim miejscu. Myślisz, że gdybyście grali ze swoim nominalnym libero - Tomkiem Łuczką, szanse na finał mielibyście znacznie większe? Brakowało Tomka?

- Tak, brakowało, zresztą nie tylko Tomka Łuczki, ale i Andrew Pinka, który na pewno bardzo by nam się przydał. Kiedy zaczynaliśmy grać z Politechniką, Andrew był właśnie w powietrzu, wracał do Polski. Nie udało się "ściągnąć" go wcześniej, no ale jemu też wreszcie należała się przerwa, trochę odpoczynku, tym bardziej, że kiedy my jeździliśmy do domu, on nigdzie nie jeździł, zostawał w Suwałkach. Tak czy inaczej, jego brak na boisku, tak jak i brak na parkiecie Tomka był bardzo odczuwalny. Przyznam, że analizowałem to wszystko i faktycznie, gdybyśmy wystąpili w pełnym składzie, inaczej ten mecz by wyglądał, niemniej nie chciałem się w to zbytnio zagłębiać. Trzeba było grać takim składem, jakim tamtego dnia dysponowaliśmy.

Niedawno, z racji świąt dostaliście kilka dni "urlopu" od siatkówki. Powiedz jak minął Wam ten świąteczny czas i czy udało Wam się choć trochę odpocząć?

- Święta, każdemu z nas, minęły na swój sposób... Ja akurat spędzałem je w Warszawie, na początku w domu, następnie, na Wigilię pojechałem do cioci, która mieszka 50 km od Warszawy. Spędzałem tam także pierwszy dzień świąt. W międzyczasie była jeszcze pasterka z kolegami. W drugi dzień świąt pojechałem do rodziny mojej dziewczyny. Starałem się odwiedzić wszystkich. A czy udało się odpocząć? Ta przerwa - to było troszkę za krótko, żeby "zachciało" się już wrócić na parkiet i trenować, a troszkę za długo, żeby nie "wypaść" z rytmu. Przez te kilka dni, człowiek zdążył się rozleniwić, a tymczasem trzeba było wracać do Suwałk. Na dni 28-30 grudnia mieliśmy zaplanowane treningi.

A jak udał się Sylwester? Kibiców ciekawi zapewne jak, z kim i gdzie w tym roku spędzał go Bartek Krzysiek...

- Mam taką grupkę przyjaciół, z którymi zawsze jeździmy sobie na wakacje, spędzamy wspólnie Sylwestra. W tym roku było inaczej - okazało się, że jedna para jedzie w góry, druga nad morze i zostały nas trzy pary. Nadszedł 31 grudnia, a my bez planów na Sylwestra. W dodatku zdzwoniliśmy się z pozostałymi dwiema parami, które, jak dowiedzieliśmy się... wybrały domówki i tym sposobem, zostaliśmy z moją dziewczyną troszkę na "lodzie". Około godz. 12-tej, 13-tej zaczęliśmy "buszować" w internecie za jakąś imprezą. Znaleźliśmy dwie fajne, ale okazało się, że obie są odwołane, szukaliśmy więc dalej, no i wyszukaliśmy ciekawą ofertę w pewnym klubie studenckim. Zadzwoniłem tam, niestety nie było już miejsc siedzących, niemniej starałem się użyć siły perswazji...

I jak zakończyła się ta historia? Ostatecznie udało się zdobyć te miejscówki?

- Tak, zaraz tam pojechaliśmy i choć pojechaliśmy w "ciemno", szczęśliwie udało się nam załatwić te dwa miejsca siedzące. To był naprawdę niesamowity fart. A tak jeszcze, z ciekawostek - po zakupie zaproszeń, wyczytaliśmy, że obowiązuje strój wieczorowy. O ile moja dziewczyna była na to przygotowana, ja troszkę mniej (uśmiech). Trzeba było "odkurzyć" szafę, no i dokupić coś nowego... Wieczór spędziliśmy najpierw u kolegi, a na 23-cią udaliśmy się do klubu. O północy wystrzeliły fajerwerki, które widoczne były z Placu Konstytucji - nasz klub mieścił się niedaleko. Koło trzeciej, czwartej wróciliśmy do kolegi, gdzie świętowaliśmy jeszcze do siódmej rano, więc mieliśmy Sylwestra "pełną parą".

Wracając na ligowe parkiety... Rozgrywający Nysy - Bartosz Kisielewicz stwierdził ostatnio, że marzy im się pierwsza czwórka. Jakie szanse dajesz tej ekipie, że uda im się ten cel zrealizować? I na co stać ich będzie w zbliżającym się meczu z Wami?

- Ta czwórka na pewno nie jest tak "hop-siup"... Mówiąc o zespołach, które mają na nią szansę, "jednym tchem" można by wymienić co najmniej pięć, sześć drużyn. Personalnie, są w stanie po nią sięgnąć, ale jak będzie, zobaczymy - trzeba grać o punkty, kto będzie miał ich więcej, ten zagra w play-offach. Ciężko przewidzieć, na którym miejscu się uplasują - zależy zresztą czy mowa o miejscu po fazie zasadniczej, czy po wspomnianych play-offach. Po play-offach na pewno mają szansę być wyżej, jak po pierwszej i drugiej rundzie... A jak zagrają w meczu z nami? Przekonamy się... My, do Nysy jedziemy na pewno po punkty, po zwycięstwo, a wiadomo - jak to zawsze bywa, boisko wszystko zweryfikuje. Myślę, że jeśli ugralibyśmy tam 3:2, byłoby fajnie.

Za nami już rok 2010. Jaki, w Twoich oczach, był dla Ślepska, a jaki konkretnie dla Ciebie? Na tyle dobry, że chciałbyś zostać w Suwałkach na kolejny rok?

- Dla Ślepska 2010 rok był bardzo dobry - znacznie lepszy jak 2009. A dla mnie osobiście? Także był dobry - mniej więcej wszystko ma taki zarys, jak to sobie planowałem, chcąc stawiać małe kroczki, ale na pewnym gruncie. W zeszłym sezonie właściwie prawie nie schodziłem z boiska, w tym - z Łukaszem Kaczorowskim graliśmy pół na pół, jednak w miarę upływu czasu, gram więcej, tak więc jestem zadowolony. Myślę, że mój ponowny wybór Ślepska, mimo innych ofert, był słuszny, trudno było "trafić" lepiej. Na przyszły sezon - wiadomo, ciągnie gdzieś wyżej, a z drugiej strony, chce się grać i rozwijać. Na ten moment ciężko powiedzieć, co będzie dalej - dziś cieszę się, że jestem tu, gdzie jestem. Jeżeli miałbym zmieniać klub na jakiś inny pierwszoligowy - na pewno bym go nie zmieniał.


* Rozmawiała Sylwia Kuś - przegladligowy.com

Dodaj do:
Wykop

Dodaj komentarz

Aby móc komentować, musisz być zalogowany.

Zaloguj się, albo gdy nie masz jeszcze konta Zarejestruj się

Logowanie

Siatkówka

PlusLiga

Najnowsze galerie

Newsletter

Ostatnio zarejestrowani

Polecane