I Liga Mężczyzn | 2010-12-22 06:04:42 | Nadesłał: Sylwia Kuś-Vega | Źrodlo: inf. własna
- Ślepsk zagrał zdecydowanie równiej jak my, jeśli chodzi o serwis i przyjęcie. My, z tymi dwoma elementami mieliśmy duży problem - zwłaszcza z jakością zagrywki, czy nawet z przebiciem jej na drugą stronę - komentuje sobotnią przegraną, trener BBTS-u Bielsko-Biała - Przemysław Michalczyk.
Tylko punkt zapisaliście po starciu z ekipą Ślepska Suwałki. W czym, Twoim zdaniem, suwalczanie byli lepsi?
Przemysław Michalczyk: - Ślepsk zagrał zdecydowanie równiej jak my, jeśli chodzi o serwis i przyjęcie. My, z tymi dwoma elementami mieliśmy duży problem - zwłaszcza z jakością zagrywki, czy nawet z przebiciem jej na drugą stronę. Popełniliśmy niestety dużo błędów w tym elemencie. Można powiedzieć, że sami ułatwialiśmy Ślepskowi zadanie... Trzeba przyznać, że bardzo fajnie rozgrywał Łukasz Jurkojć - szukał sobie różnych graczy, a jeśli było ciężko - grał do Bartosza Krzyśka, który kończył wszystkie piłki. To on właśnie pociągnął zespół z Suwałk, zagrał skutecznie w ataku, nie zawodził w najważniejszych momentach tego meczu, dobrze radził sobie też na zagrywce. Nie ukrywam, że ciężko nam się grało - zabrakło chyba Jarka Lecha, który od drugiego seta nie mógł jakoś wrócić do gry, po udanej pierwszej partii. Poza tym, nasi rozgrywający troszeczkę... "powariowali", szukając na parkiecie różnych, dziwnych rozwiązań (uśmiech).
Czujesz niedosyt, że mecz ten zakończył się wynikiem 2:3, a nie 3:2? Dwa punkty były na wyciągnięcie ręki, zabrakło niewiele...
- Szczerze mówiąc, Ślepsk bardziej zasłużył sobie na te dwa punkty. Mnie, moi chłopcy rozczarowali nieco w tym tie-breaku. Szkoda, że nie potrafili wyzwolić w sobie więcej agresji, nie potrafili czerpać przyjemności ze swojej gry. Nie wiem czym to jest spowodowane, czemu tak właśnie to wyglądało. Przed spotkaniem byliśmy nastawieni bardzo pozytywnie, była wola walki, wiedzieliśmy, że będzie to trudny mecz. Co stało się w jego trakcie - nie mam pojęcia. Musimy usiąść i o tym porozmawiać. Wyglądało to bardzo dziwnie, cały czas "falowaliśmy". Ślepsk także "falował" swoją grą, ale nie "falował" emocjonalnie, tak jak my. Oczywiście były momenty naszego zaangażowania, pobudzenia, wtedy potrafiliśmy wygrywać, kontrolować grę, ale gdy tylko tego brakowało, ta gra niestety całkowicie nam się "rozmywała"...
Powiedz, jak podchodziliście do tego spotkania? Był to dla Was mecz o "sześć punktów"? Bądź co bądź, walczyliście z bezpośrednim sąsiadem w tabeli...
- Nie, nie podchodziliśmy do tego w ten sposób, bo nie nastawiamy się na "lidera". Chcemy po prostu być w czubie i utrzymać wysoką pozycję, a grania będzie jeszcze naprawdę mnóstwo. Jak pokazuje liga - każdy może wygrać z każdym, każdy z każdym może też przegrać. Do końca sezonu droga jeszcze daleka. Nie chciałbym, żeby chłopaki patrzyli nawet na tabelę, czy jesteśmy akurat liderem, czy wiceliderem - dla mnie najważniejsze to być w ósemce, a ta ósemka dla nikogo nie jest pewna. Wiele drużyn weszło właśnie do gry i każde potknięcie może nas drogo kosztować.
Waszych ostatnich rywali, śmiało można nazwać czarnym koniem sezonu 2010/2011. W ich składzie, nie ma może i "gwiazd", ale jako kolektyw, radzą sobie nad wyraz dobrze...
- Tak, pozostał tam trzon drużyny z ubiegłego roku, a do niego, doszły dobre "zakupy"... Po doświadczeniach z zeszłego sezonu są na pewno mocniejsi psychicznie. To solidny zespół i to, na tę naszą ligę, jak najbardziej wystarcza. Dysponują w miarę dobrą, zmienną zagrywką, no i mają kilku ogranych zawodników. Takim dojrzałym graczem, który potrafi nawet sam wygrywać mecze jest Sebastian Wójcik. Inny bardzo doświadczony zawodnik to Łukasz Jurkojć. Bez wątpienia, mają bardzo dobrze zbilansowany zespół i to widać, obserwując ich mecze. Strasznie ciężko jest ich nawet rozpisać, bo ich skład się zmienia, każdy może wejść. Jest dużo wartościowych zmienników, a że nie ma tam "gwiazd"... W tej lidze ciężko szukać w ogóle "gwiazd". Ja w poprzednim roku nie znałem kompletnie połowy nazwisk, o których mówiono mi, że to dobrzy gracze (uśmiech). "Gwiazdy" może i są, ale w PlusLidze - chociaż też różnie to bywa.
W Ślepsku, jednym z liderów jest rozgrywający - wspomniany przed chwilą, 26-letni Łukasz Jurkojć... Na jakim zawodniku, Wy opieracie swoją grę?
- Biorąc pod uwagę doświadczenie, na Martinie Vlku. Wiadomo, mózgiem zespołu powinien być rozgrywający, ale i Kusaj, i Leszczawski są jeszcze młodzi. A jak to się mawia: z rozgrywającym jest jak z winem - im starszy, tym lepszy. Maciek otarł się o PlusLigę, dużo potrenował, dużo zobaczył, ale jednak nie grał, więc mamy teraz trochę problem z prowadzeniem tej gry, a natężenie meczów jest jednak duże... Nie mam pretensji, że przegrywamy - bardziej chodzi mi o mentalną stronę tego wszystkiego. Gdybyśmy realizowali to, co zakładamy sobie przed meczem, nie powiedziałbym złego słowa, ale niestety - nie zawsze udaje się wykonać wszystko to, co chcemy wykonać.
Gdzie ulokowałbyś Waszą drużynę pod koniec sezonu? Jakie są Wasze cele? Pierwsza trójka?
- Jestem przekonany, że stać nas na trójkę. Po to trenujemy i cały czas walczymy, chociaż wiem, że pretendentów jest do niej wielu. Wielu, a nawet ci, którzy oficjalnie do tej trójki nie pretendują, bardzo psują krew (uśmiech). Ciężko, naprawdę ciężko ocenić jak to będzie. Każda nowa kolejka weryfikuje wszystko, zmienia wszystko i pokazuje, że od każdego można "zarobić", każdy rywal może zrobić krzywdę. My na pewno chcemy uplasować się jak najwyżej, prezentować się jak najlepiej, a ja walczę dodatkowo, żeby chłopakom sprawiało to wszystko przyjemność.
Jak uważasz, czemu hala przy ul. Bratków nie zapełnia się do ostatniego miejsca? Wasz mecz ze Ślepskiem był hitem 14 kolejki, a jednak publiczność nie stawiła się w komplecie...
- U nas, zazwyczaj jest dużo miejsc wolnych. Zainteresowanie jest umiarkowane, delikatnie rzecz ujmując. Są tacy, którzy mówią, że ludzi tu ściągną wyniki, choć według mnie z tymi wynikami, nie jest tak źle. Mecze, które tu gramy, są fajne, ciekawe. Niestety, w Polsce jest tak, że nikt nie przychodzi popatrzeć na dobry sport, tylko na zwycięstwa, to po pierwsze. Po drugie - ludzie nie bawią się na halach. Na naszą halę ciężko w ogóle dojechać - jest dość dobrze "ukryta" i trzeba się trochę namęczyć, żeby do niej dotrzeć, jest w miarę daleko od centrum... To też być może powód, takiej a nie innej frekwencji. No i nie zapominajmy - Bielsko to jednak ośrodek dziewczyn, mistrzyń Polski. BKS ma swoich licznych fanów i ciężko jest tych kibiców "przechwycić". To kibice przyzwyczajeni do gry na wysokim poziomie, do tego, że BKS odnosi sukcesy, jest jedną z najlepszych drużyn w Polsce. To cieszy bardziej niż przychodzenie na tak de facto - drugą ligę.
Dokąd dokładnie trenujecie, a odkąd udajecie się na świąteczny wypoczynek? Macie po nim w planach, jakiś przed-sylwestrowy bądź po-sylwestrowy turniej?
- Trenujemy do 23 grudnia, a 27 grudnia wracamy do roboty, tak więc wolne mamy tylko na święta. Dużo pracy przed nami. Po tej pierwszej rundzie wyszło nad czym musimy najbardziej popracować. Kluczem do wygranych zawsze jest zagrywka. Grając bez niej, w drugiej rundzie ciężko będzie utrzymać dobrą pozycję. Będziemy musieli bardzo się na niej skoncentrować. A co do turniejów... Nie, nie mamy niczego w planach - niestety dookoła akurat nic się nie dzieje. Jedyne, dokąd się wybieramy, to na cały dzień, 29 grudnia do Jaworzna. Zagramy tam sparing i trochę potrenujemy.
Na zakończenie - zdradź proszę, z czym kojarzą się Ci święta? Pozostało już do nich bardzo, bardzo mało czasu...
- Mnie święta zawsze kojarzą się z półmetkiem ligi (uśmiech). I święta mogą być albo spokojne, bo dobrze idzie, albo nerwowe, jeśli idzie nam średnio. No niestety, gra przenosi się do domu, choć przyznam, że odkąd prowadzę zespół, jeszcze inaczej to wszystko przeżywam. Przestawiam się cały czas na myślenie trenerskie, a nie myślenie zawodnika. Nie ma już "ja", jest tylko zespół, choć nie ukrywam, że ciągnie mnie jeszcze do grania. Czasem chciałoby się wejść, jednak momentalnie wyszedłby brak treningów. Nie trenuję z chłopakami, bo trzeba patrzyć na nich z boku, na wszystkich i na każdego z osobna. To mocna grupa - wystarczy, że stoczymy jeszcze trochę bojów i nauczymy się grać z tzw. "chłodną głową", a wtedy z każdej opresji wychodzić będziemy jako zwycięzcy.
* Rozmawiała Sylwia Kuś - przegladligowy.com
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.