Najnowsze newsy

Siatkówka » Ligi polskie » I Liga Mężczyzn

I Liga Mężczyzn | 2010-12-20 08:14:52 | Nadesłał: Sylwia Kuś-Vega | Źrodlo: inf. własna

Jurkojć: Dwa punkty brałbym w ciemno

Fot.: Sylwia Kuś

- Gdyby ktoś dawał mi te dwa punkty przed meczem, wziąłbym je w ciemno. Po pierwszym secie obawiałem się, że spotkanie to może zakończyć się w 50 minut - stwierdził tuż po zwycięstwie nad bielskim BBTS-em, Łukasz Jurkojć - rozgrywający Ślepska Suwałki.

Aż pięciu partii potrzeba było do rozstrzygnięcia Waszego starcia z Bielskiem. Trzeba przyznać, że zwrotów akcji w tym spotkaniu, nie brakowało...

Łukasz Jurkojć: - Jeden mecz, a bez wątpienia różne jego oblicza... Ten, kto stał po lewej stronie siatki, wygrywał seta - i tak, na zmianę, raz wygrywała drużyna z Bielska, raz my. Spotkanie było "szarpane", jakby każdy z zawodników, myślał już powoli o świętach... My akurat, mamy jeszcze jeden mecz do rozegrania, ale Bielsko, z tego co wiem, zakończyło już tym meczem rozgrywki w tym roku. Cieszą na pewno bardzo te dwa punkty, bo jak wiadomo - ostatnio gnębi nas plaga kontuzji, nie możemy grać w takim składzie, w jakim byśmy chcieli, więc tym cenniejsze to punkty. Bardzo pomogą nam one w utrzymaniu się w czołówce tabeli, w której "ścisk" jest obecnie niesamowity.

Mecz rozpoczęliście co prawda z Tomaszem Łuczką, jednak szybko opuścił on bielski parkiet - odżyła kontuzja... Jak dokładnie do tego doszło?

- Tomek nie wrócił jeszcze do pełni zdrowia. Chociaż trenował z nami, wiedzieliśmy, że nie będzie mógł gwałtownie "startować" do piłek. W pewnym momencie, przy jednej z szybszych akcji, zapomniał się - jak to libero chciał natychmiast zareagować i znowu "podkręcił" sobie kostkę. To jest najgorsze - przy niedoleczonym urazie niewiele potrzeba, żeby go odnowić. Znowu niezbędna będzie dwu-trzytygodniowa przerwa. Dobrze, że mieliśmy plan awaryjny - na libero wszedł od razu Kamil Skrzypkowski, a więc zawodnik, który w pełni mógł uczestniczyć w grze na boisku, którego nie musieliśmy "kryć", co troszeczkę nas odciążyło. Jak widać, warto czasami "pokombinować" na treningach z różnymi ustawieniami, bo nigdy nie wiadomo jak to będzie w sezonie. W zeszłym roku Ślepsk przekonał się o tym tracąc libero - trzeba było go zastąpić jednym z przyjmujących, tak samo teraz, z tą tylko różnicą, że nieobecność Tomka - nie potrwa długo.

W poprzednich meczach, Łuczkę zastępował Sebastian Wójcik, tym razem, trener postawił na wspomnianego już Skrzypkowskiego. Czym podyktowana ta decyzja?

- Myślę, że to ze względu na siłę ataku Seby - ma dość specyficzny atak, co warto zawsze wykorzystać... U nas "kombinacji" może być zresztą wiele - trzeba tylko wypróbować każdy z tych wariantów na parkiecie, być pewnym siebie i grać to, co się potrafi. Tak czy inaczej, mam nadzieję, że tych "kombinacji" będzie jak najmniej, że kolejne spotkania zagramy już w naszym najmocniejszym składzie, choć akurat w tym najbliższym, środowym meczu, Tomek zapewne nie zagra. Będzie teraz przerwa świąteczna, a więc czas, który warto poświęcić, by do końca się wyleczyć. Już w styczniu gramy bardzo ważne mecze i nie da się ukryć, że Tomek będzie nam wtedy potrzebny.

Wracając jeszcze do przebiegu meczu z Bielskiem - graliście w nim "falami"... Co, Twoim zdaniem, było tego przyczyną?

- Na gorąco, ciężko to ocenić... W pierwszym secie wyglądało to tak, jakbyśmy nie potrafili realizować naszych założeń taktycznych, żadnego z założeń - nie działał ani blok, ani obrona. Rywale robili z nami praktycznie co chcieli, dopiero gdy poprawiliśmy nieco zagrywkę, podbiliśmy kilka piłek, gra zaczęła się wówczas zmieniać na lepsze. W momencie, w którym trzeba było się sprężyć, sprężaliśmy się - wygrywaliśmy seta, po czym przychodziło rozluźnienie. "Falowaliśmy" i my, i drużyna z Bielska. "Podciągnąć" to trzeba chyba pod okres przedświąteczny. Za nami już cała pierwsza runda, chłopaki są trochę zmęczeni, więc tym właśnie można to delikatnie usprawiedliwić. Oby nasze środowe spotkanie ligowe wyglądało zdecydowanie lepiej. Będziemy grali przed własną publicznością, toteż tym bardziej postaramy się zagrać dobre spotkanie.

Dwa punkty - tyle ostatecznie wywozicie. Są powody do satysfakcji?

- Szczerze mówiąc: tak. Gdyby ktoś dawał mi te dwa punkty przed meczem, wziąłbym je w ciemno, bo wiedziałem, że Bielsko "rozkręca się", że na własnym parkiecie są groźni. Po pierwszym secie obawiałem się, że spotkanie to może zakończyć się w 50 minut. Udało się na szczęście "wrócić" do gry i wygrać tego drugiego seta. Chociaż trzeci należał do rywali, w czwartym zwyciężyliśmy już zdecydowanie... Powtórzę jeszcze raz: przed meczem, na pewno brałbym te dwa punkty. Teraz po meczu - jest może niewielki niedosyt, ale wiem, że zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy. Te sety, które przegraliśmy, przegraliśmy dość wyraźnie, rywale kontrolowali grę. Gdyby były to partie przegrane na styk, można byłoby czegoś żałować, ale tak nie było, więc myślę, że i kibice, i prezesi są zadowoleni.

W meczu z BBTS-em, Waszą drużynę, jak mógł, tak deprymował miejscowy klub kibica. Rzadko się zdarza, by kibice byli aż tak blisko zawodnika zagrywającego...

- Mnie to akurat nie przeszkadzało, ale kiedy kolega Ciastek (Bartosz Krzysiek - przypis red.) zagrywał z tej strony, gdzie znajdował się klub kibica, faktycznie było dosyć "gorąco". Kibice ci nie mieli konkretnego, wyznaczonego miejsca do dopingu i momentami wchodzili mu "na głowę" - byli naprawdę bardzo blisko boiska, a co z tym związane, ciężko było zagrywać w stu procentach skoncentrowanym. Jeśli czuje się na plecach, kogoś, kto jest wrogo do ciebie nastawiony, bo kibicuje przeciwnej drużynie - to potrafi zdeprymować. Poza tym, każdy zawodnik potrzebuje miejsca do wykonania zagrywki, a że hala w Bielsku nie jest za duża, prosiliśmy sędziów, żeby klub kibica przesunął się grzecznie na bok i kolega mógł sobie wreszcie spokojnie zagrywać. Najwyraźniej decyzja sędziów, nie spodobała się i z tego, co widziałem, na tie-breaka już chyba nie zostali.

Spotkanie z Bielskiem to drugi mecz, który rozpoczynasz w podstawowej szóstce, po powrocie do drużyny po okresie rekonwalescencji... Jak oceniasz swoją kondycję? Daleko od optymalnej?

- Do optymalnej zdecydowanie daleko... W czwartek i piątek prosiłem trenera, żeby troszkę mi "odpuścił", bo słabo czułem się na treningu, tak samo tutaj, w Bielsku, na meczu. To nie jestem jeszcze "ja" na boisku. Ja reaguję zawsze żywiołowo, poganiam chłopaków, cieszę się z każdej akcji. Koledzy czują moją energię, "idą" za mną i ta gra wygląda zupełnie inaczej, podbijamy więcej piłek. Niestety, na razie zmuszony jestem koncentrować się na sobie, żeby być w jak najlepszej dyspozycji, co nie pozwala mi na bieganie po boisku i pobudzanie chłopaków do walki. Czasami widzę, że brakuje takiej osoby, która pobiegałaby za mnie, poklepałaby po plecach. Mnie, potrzeba jeszcze trochę czasu. Przyda się ta przerwa świąteczna, mam nadzieję, że jak najszybciej wrócę do właściwej formy. Technicznie i praktycznie nie ma problemu, brakuje tylko tych sił, żeby wykonać np. zagrywkę z wyskoku - zdrowie na to nie pozwala, przeszedłem więc na inną. Chociaż staram się dawać z siebie wszystko, tak jak mówię, sam czuję, że to nie jestem, tak do końca "ja". Jako prezent na gwiazdkę, chciałbym dostać zastrzyk energii...

Ile zatem Łukasza Jurkojcia w Łukaszu Jurkojciu, na dzień dzisiejszy?

- Jakieś 75 % maksymalnie, nie więcej.

Waszym następnym rywalem będzie Orzeł Międzyrzecz - drużyna, która od dłuższego czasu już, boryka się z niemałymi problemami, jednak ciągle walczy...

- Tak, chłopaki walczą i życzę im, żeby wytrzymali do końca sezonu, chociaż nie wiem czy to realne. Szczerze mówiąc podziwiam ich, że trenują, że chce im się w ogóle jechać do nas. Swoją ambicję i wolę walki pokazują wychodząc na każde kolejne spotkanie. Chcą udowodnić, że potrafią grać w siatkówkę - i te mecze, to może ich jedyna szansa na "sprzedanie", tego co potrafią, przed nowym sezonem. Inna sprawa, że nie można w takiej sytuacji usiąść i czekać tylko na ten nowy sezon, bo kondycyjnie się go później nie wytrzyma. Na pewno chcą grać, chcą się utrzymać i ja osobiście, będę trzymał za nich kciuki, co nie zmienia faktu - musimy z nimi wygrać. Jeśli dopiszemy trzy punkty, pozostaniemy dalej w czubie tabeli, a w przypadku wygranej Radomia z Gdańskiem, być może wskoczymy nawet na fotel lidera... Zobaczymy, co się wydarzy.

Myślisz, że przeciwnicy z Orła będą w ogóle w stanie podjąć rękawicę?

- My musimy patrzeć na siebie, cały czas doskonalić naszą siatkówkę, realizować swoje założenia taktyczne, a na co rywal pozwoli - przekonamy się. Tracąc punkty z takimi drużynami, punkty te bardzo trudno potem "odzyskać". Na początku mieliśmy serię ośmiu zwycięstw, ale dlaczego? Dlatego, że naszymi rywalami były zespoły, z którymi "musieliśmy" wygrać. Jedną z takich drużyn jest właśnie Orzeł. Nie trzeba zwyciężyć z nim 3:0, może być 3:1, byle zapisać komplet punktów na koncie. Kto wie, może będzie to początek nowej serii, chociaż niedługo czeka nas bardzo ciężki mecz w Nysie. Jadąc tam, na chwilę obecną, chciałbym zapisać choćby jeden punkt. Mam nadzieję, że nasza forma nie będzie "po-sylwestrowa", w związku z faktem, że mecz z Nysą to pierwszy mecz w nowym roku. Inne ciężkie spotkania, jakie przed nami to wyjazd do Gdańska, do Piły... Krótko mówiąc: ta runda będzie zdecydowanie trudniejsza i w takich meczach, jak ten z Orłem, po prostu musimy zwyciężać. W środę, na pewno postaramy się sprawić naszym kibicom świąteczny prezent i dopisać trzy punkty. Damy z siebie wszystko, żebyśmy zarówno my, jak i kibice, mogli udać się spokojnie na wigilijną kolację.


* Rozmawiała Sylwia Kuś - przegladligowy.com

Dodaj do:
Wykop

Dodaj komentarz

Aby móc komentować, musisz być zalogowany.

Zaloguj się, albo gdy nie masz jeszcze konta Zarejestruj się

Logowanie

Siatkówka

PlusLiga

Najnowsze galerie

Newsletter

Ostatnio zarejestrowani

Polecane