Najnowsze newsy

Siatkówka » Ligi polskie » I Liga Mężczyzn

I Liga Mężczyzn | 2010-12-15 06:33:48 | Nadesłał: Sylwia Kuś-Vega | Źrodlo: inf. własna

Rudzewicz: Pierwszy set przesądził

Fot.: Magdalena Kudzia

- Mając taką przewagę, jaką mieliśmy w pierwszym secie, grając na naszej hali, powinniśmy spokojnie zwyciężyć tę partię. Jeśli wygralibyśmy ją, na pewno to spotkanie potoczyłoby się później inaczej - stwierdził po sobotniej porażce 2:3 z pilskim Jokerem, Łukasz Rudzewicz - środkowy Ślepska Suwałki.

Pięć setów bez happy endu - tak podsumować można Wasze sobotnie spotkanie z Piłą. Jak, z Twojej perspektywy, ono wyglądało?

Łukasz Rudzewicz: - Spotkanie rozpoczęliśmy bardzo odważnie - chcieliśmy niejako odkupić nasze winy za ostatnie przegrane u siebie. Początkowo mecz układał się dla nas bardzo dobrze, "odskoczyliśmy" dość wysoko, na pięć punktów, ale niestety, wróciła nasza bolączka - słabe przyjęcie. Kiedy nie ma "z czego" grać, ciężko jest wyprowadzić atak, przez co potem te ataki są autowe, bądź w siatkę, a rywale nas doganiają i... przeganiają. Niepokoi też liczba asów zapisywana przez drużyny przeciwne. My nawet nie dotykamy tych piłek - wpadają bezpośrednio w boisko. Wspomnianą przewagę nad Jokerem, roztrwoniliśmy w połowie seta. Od stanu po 14, kiedy rywale sięgnęli po pierwszy remis, drużyna z Piły zaczęła nam "uciekać" i przegraliśmy wynikiem 20:25...

Drugi set padł już Waszym łupem, choć walka o zwycięstwo w nim trwała, trzeba przyznać, dość długo - aż do stanu 30:28...

- Zgadza się, w drugim secie, od pierwszych piłek, praktycznie cały czas utrzymywał się wynik remisowy i tak było do końca. Graliśmy punkt za punkt, aż do ostatniej piłki. Był to zupełnie odmienny set, w wykonaniu Jokera, jak pierwsza partia. Rywale bardzo często mylili się na zagrywce, a mimo wszystko nie potrafiliśmy "odskoczyć" choćby na jakieś dwa, trzy punkty... Wyglądało to tak, jakbyśmy nie chcieli kończyć piłek, nie chcieli skończyć tego seta, nie chcieli go wygrać. Popełnialiśmy bardzo dużo błędów własnych, takie jak auty, czy też podobnie jak nasi przeciwnicy - psuliśmy zagrywki. Na tablicy wyników zapisywał się remis za remisem: po 14, po 22, po 26, po 28. Żadna z drużyn nie potrafiła uzyskać tej niezbędnej, dwupunktowej przewagi. Ten set opisać można krótko - jako set błędów, tylko i wyłącznie błędów.

Co przeważyło, że to jednak Wy, rozstrzygnęliście go na swoją korzyść?

- Prowadzenie na 29:28 dał nam blok Łukasza Jurkojcia, a piłkę przechodzącą wykorzystał po chwili Wojtek Dziurkowski. Choć cieszyliśmy się z wygranego seta, na pewno nie cieszyliśmy się ze stylu w jakim go wygraliśmy, bo nie zagraliśmy dobrze. Kolejny, trzeci set tego meczu, to był chyba najniżej przegrany przez nas set w lidze, odkąd pamiętam - kompletnie bez emocji, kompletnie bez walki. O tej partii trudno jest się nawet wypowiadać - przegrana do 14, mówi sama za siebie, mówi o tym, jak przebiegała. Sporo kłopotu sprawiły nam znów zagrywki rywali - Mateusza Malinowskiego i Pawła Kaczorowskiego, którymi nas "rozbili". Nie mogliśmy "ruszyć" z miejsca, punkty zdobywaliśmy tak naprawdę... "szczęściem", a nie naszą dobrą grą...

Dobrej gry, do której przyzwyczailiście swoich kibiców, brakowało też w czwartej partii, jednak udało Wam się ją "uratować". Spora w tym zasługa Łukasza Kaczorowskiego...

- To prawda... Gdy traciliśmy już powoli wiarę, że uda się zapisać po tym meczu choćby punkt, w pewnym momencie w polu zagrywki pojawił się Łukasz Kaczorowski, który przyczynił się, że zwyciężyliśmy tę partię 25:23. Kibice wstawali już chyba z miejsc, a tymczasem Łukasz pokazał, że jest bardzo wartościowym zmiennikiem i uratował nam ten punkt, honorowy punkt. Wychodząc na tie-breaka myśleliśmy, że odrodziliśmy się, że wygramy ten mecz - dla siebie, dla naszych kibiców. Przy remisie po 11, "uciekliśmy" rywalom na 13:11 i faktycznie - mieliśmy szansę zwyciężyć, jednak nie udało się. Przeciwnicy wyrównali na 14:14 i za chwilę było już po meczu. Był to mecz długi, nerwowy... Mecz, który momentami nie zasługiwał na miano pierwszoligowego, no ale niestety, takie spotkania też się zdarzają.

W grudniu czekają Was jeszcze dwa pojedynki - wyjazdowy z BBTS-em Bielsko-Biała i u siebie - z Orłem Międzyrzecz... Obecnie macie 25 punktów. Z iloma na koncie, planujecie udać się na świąteczną przerwę?

- Szczerze mówiąc, nie mamy konkretnego planu, ile punktów chcemy po tych dwóch meczach zapisać - czy sześć, czy pięć, czy trzy... Przed ligą powtarzaliśmy sobie, że najważniejsza jest lokata w pierwszej ósemce, prawo do gry w play-offach, tymczasem na dzień dzisiejszy, po dwunastu rozegranych meczach, po trzynastu kolejkach, jesteśmy na drugiej pozycji, mając tylko set straty do pierwszego w tabeli Gdańska, który jest liderem. Tego nikt się chyba nie spodziewał. Dopóki możemy, dopóty będziemy chcieli utrzymać tę wysoką lokatę, choć wiemy, że w tabeli jest ciasno, że często zdarzać się będą mecze o tzw. "sześć punktów", tak jak ten, który czeka nas teraz z BBTS-em. Do Bielska jedziemy oczywiście, żeby wygrać. Wierzę, że zagramy tam już naszym optymalnym składem, a przede wszystkim, że pokażemy taką siatkówkę, jaką chcemy pokazać.


* Rozmawiała Sylwia Kuś - przegladligowy.com

Dodaj do:
Wykop

Dodaj komentarz

Aby móc komentować, musisz być zalogowany.

Zaloguj się, albo gdy nie masz jeszcze konta Zarejestruj się

Logowanie

Siatkówka

PlusLiga

Najnowsze galerie

Newsletter

Ostatnio zarejestrowani

Polecane