I Liga Mężczyzn | 2010-11-22 11:26:56 | Nadesłał: Sylwia Kuś-Vega | Źrodlo: inf. własna
- Personalnie nie ma nawet sensu porównywać tych dwóch składów - naszego zeszłorocznego i tegorocznego. PlusLiga a pierwsza liga to diametralna różnica. Tak czy inaczej, jak na tę ligę, skład mamy naprawdę dobry - mówi trener Jadaru Radom, Dominik Kwapisiewicz.
Dwa kolejne punkty dopisali do swego ligowego konta po wyjazdowym spotkaniu w Jaworznie siatkarze Jadaru Radom. Mimo końcowego zwycięstwa, rozczarowania, że nie udało się zgarnąć pełnej puli, nie kryje szkoleniowiec radomian, Dominik Kwapisiewicz. - Bardzo nie lubię takich pięciosetówek. Powinniśmy byli wygrać ten mecz 3:0, za trzy punkty. Nie udało i się i nie jestem zadowolony z wyniku. Jedyne, z czego mogę być zadowolony, to fakt, że powalczyliśmy do końca oraz z naszej gry blokiem - przyznaje trener i faktycznie, rezultat 3:2, ciężko uznać za satysfakcjonujący dla Jadaru. Co ciekawe, w "urwaniu" cennego punktu przez "Energetyków", pomogli im... sami radomianie, trwoniąc bardzo szybko wypracowane, kilkupuktowe przewagi. - Nie wiem co, ale musimy coś z tym zrobić, bo nie jest to pierwszy raz, kiedy tak się dzieje. Być może jest to spowodowane faktem, że mamy nowy zespół i mimo, że gra u nas paru doświadczonych zawodników, nie ma czasami tego niezbędnego na parkiecie zrozumienia. Na tę chwilę mamy dwa punkty. Podsumuję krótko: to dobrze, ale nie bardzo dobrze - twierdzi zachowawczo Dominik Kwapisiewicz.
Na trzy ostatnie spotkania, Jadar rozegrał aż trzy pięciosetowe batalie - z Nysą, Suwałkami i właśnie z Jaworznem, wcześniej walcząc tyle samo partii również z Bielskiem, Gorzowem oraz Gdańskiem. Jak przyznaje trener, wszystkim w drużynie żal punktów, które mimowolnie umknęły... - W Bielsku żal, bo przegraliśmy bardziej niż rywale z nami wygrali, z Suwałkami było to samo, a teraz, w Jaworznie historia niemal się powtórzyła. Wydaje się, że momentami mamy większy problem sami ze sobą, jak z przeciwnikiem. Jeśli ten problem wreszcie się rozwiąże, myślę, że ciężko będzie z nami wygrać - zapowiada Kwapisiewicz, który stery radomskiego okrętu o nazwie Jadar przejął po bardzo doświadczonym Janie Suchu. Jak radzi sobie w nowej dla siebie roli? - Jest to pierwszy rok mojej pracy jako pierwszego trenera. W przygotowania do meczów, jak i w same mecze wkładam całe swoje serce, dlatego to serce aż krwawi, kiedy widzę, że nie robimy czegoś, co powinniśmy robić, albo nie potrafimy skończyć prostej piłki, którą powinniśmy skończyć, nawet przebudzeni w środku nocy - tłumaczy swoje rozterki nowy szkoleniowiec ekipy z Radomia.
W tym sezonie Jadar o zwycięstwa na ligowych parkietach walczyć musi bez swoich dotychczasowych filarów, a zatem m.in. bez Roberta Prygla, Ardo Kreeka, Wojciecha Żalińskiego czy Maikela Salasa Moreno - na dzień dzisiejszy zawodników Politechniki Warszawskiej. - Personalnie nie ma nawet sensu porównywać tych dwóch składów - naszego zeszłorocznego i tegorocznego. PlusLiga a pierwsza liga to diametralna różnica - nie ukrywa trener Jadaru. - Tak czy inaczej, jak na tę ligę, skład mamy naprawdę dobry i stać nas na pewno na grę na wysokim poziomie. Stać nas na wyższą lokatę jak czwarte miejsce w tabeli - zapewnia, a swoją "cegiełkę" w tym planie dołożyć ma nowy, pozyskany w miejsce kontuzjowanego Adriana Stańczaka, libero Marcin Kryś, były siatkarz wieluńskiego Pamapolu. - Wiedzieliśmy, że Marcin jest wolnym zawodnikiem, a w dodatku naprawdę ogranym, doświadczonym na swojej pozycji. Jestem przekonany, że nam pomoże. Chcieliśmy jak najszybciej "załatać dziurę" po Adrianie. Wszyscy życzymy mu jak najszybszego powrotu do zdrowia, a w tym czasie, miejmy nadzieję, Marcin Kryś godnie go zastąpi - mówi z przekonaniem trener.
A kogo, oprócz Jadaru, Kwapisiewicz widziałby w pierwszej czwórce na zakończenie sezonu 2010/2011? - Gdańsk, Gorzów i kogoś z dwójki: Bielsko albo Suwałki. Na pewno Suwałki są takim małym objawieniem tych rozgrywek. Oczywiście, trzeba pamiętać, że to nawet nie połowa ligi, biorąc pod uwagę czekające nas play-offy, więc cała prawda o tym zespole wyjdzie dopiero w połowie drugiej rundy. Z tego co wiem, ich cel to podstawowa ósemka i myślę, że zrealizują go i spokojnie utrzymają się w lidze, a mają nawet realną szansę, żeby znaleźć się w pierwszej czwórce - podkreśla Kwapisiewicz. Czy faktycznie suwalczanie się w niej znajdą? Obserwując grę chociażby Łukasza Jurkojcia - 26-letniego, niezwykle ambitnego i utalentowanego rozgrywającego, którego śmiało można nazwać jednym z "ojców" tegorocznych sukcesów Ślepska, wydaje się, że jak najbardziej tak. - Łukasza Jurkojcia akurat znam już od dawna. Niewątpliwie jest to bardzo dobry zawodnik. Nie ukrywam, że sam składałem mu propozycję, ale wybrał Suwałki. Nie jest jednak powiedziane, że za rok czy za dwa lata, nie będzie grał w naszej drużynie... - kończy swą wypowiedź Kwapisiewicz.
* Rozmawiała i opracowała Sylwia Kuś - przegladligowy.com
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.