Najnowsze newsy

Siatkówka » Ligi polskie » I Liga Mężczyzn

I Liga Mężczyzn | 2010-11-15 06:10:08 | Nadesłał: Sylwia Kuś-Vega | Źrodlo: inf. własna

Jurkojć: Cuda się zdarzają

Fot.: Sylwia Kuś

- Gramy z Jadarem już kolejny raz i można powiedzieć, że wszystkie nasze mecze wyglądają tak samo. Radom miał nas "na widelcu", ale podnieśliśmy się - powiedział tuż po zwycięstwie nad Jadarem Radom, rozgrywający Ślepska Suwałki - Łukasz Jurkojć.

Sporo emocji towarzyszyło Waszemu spotkaniu z Jadarem. Mecz ostatecznie zakończył się zwycięstwem Ślepska wynikiem 3:2... Jak opisałbyś Waszą grę?

Łukasz Jurkojć: - Dwa pierwsze sety wyglądały jakbyśmy byli jeszcze w hotelowym pokoju i leżeli jeszcze na tapczanie. Jadar grał przez całe spotkanie tę samą siatkówkę, jaką mieliśmy rozpisaną, a jednak nie potrafiliśmy realizować założeń. Nasza gra nie procentowała - ani w bloku, ani w przyjęciu, ani w obronie, przede wszystkim jednak naszym słabym punktem była zagrywka. Wiedzieliśmy, że mamy ryzykować i niektórych, tak jak np. mnie, poniosła "ułańska fantazja". Gramy z Jadarem już kolejny raz i można powiedzieć, że wszystkie nasze mecze wyglądają tak samo. Początkowo gramy mocną zagrywką, która nie przynosi rezultatu - dopiero kiedy przechodzimy na zagrywkę stacjonarną lub flot odskakujemy Jadarowi na kilka punktów i... zdarzają się cuda. Podobnie było w Suwałkach, kiedy przegrywaliśmy z Radomiem 18:24, by wygrać 26:24, tak i teraz - Jadar prowadził 2:0, miał nas "na widelcu", ale podnieśliśmy się.

Powiedz, w którym dokładnie momencie uwierzyliście, że ten pojedynek może się jeszcze zakończyć Waszym zwycięstwem?

- Kiedy przegrywaliśmy 0:2 w głowach mieliśmy już wizję pierwszej porażki, jednak jakaś mała iskiereczka nadziei pozwalała nam dalej walczyć. Taki prawdziwy "wiatr w żaglach" poczuliśmy w pierwszych piłkach trzeciego seta, kiedy udało nam się uciec troszeczkę rywalom. W sumie, niewiele trzeba było w naszej grze zmienić, wystarczyło po prostu nie psuć tylu zagrywek. Ja sam, że rywali można powstrzymać, uwierzyłem po dwóch pojedynczych blokach. Chłopaki dorzucili jeszcze punkty zdobyte obroną, no i... ruszyliśmy. Trener ostatnio powtarzał nam, że ciężko nas rozruszać, ale jak już się rozruszamy to jesteśmy nie do zatrzymania. To się w tym meczu sprawdziło. Podsumowując krótko, można stwierdzić, że te dwa pierwsze sety były tak jakby na "rozgrzewkę".

Za Wami trzy wyjazdowe spotkania, prawdziwe tournee... Wychodząc na radomski parkiet, nie czuliście zmęczenia w kościach?

- Nie, zmęczenia nie, bardziej wydaje mi się, że znużenie pobytem w hotelach przez cały tydzień. Mieliśmy tylko po jednym treningu, a resztę dnia chłopaki spędzali przed telewizorem albo śpiąc przez cały dzień, przez co ciężko było nam się "rozbudzić". Normalnie, na co dzień, większość z nas ma szkołę, bądź pracę, do tego dwa treningi, poza tym trzeba coś ugotować, czy gdzieś się ruszyć, a tu cały tydzień nic nie robiliśmy. Było tylko jedzenie, spanie, trening i znowu do łóżka. Myślę, że potrzebowaliśmy takiego małego "wstrząsu". Dobrze, że ten "wstrząs" przyszedł w odpowiednim momencie i że dzięki tej wygranej, nadal można o nas powiedzieć, że jesteśmy drużyną niepokonaną.

Przed Jadarem, Waszym rywalem w środę była ekipa ze Spały. O zwycięstwo w trzech setach, musisz przyznać, trudno nie było...

- Tak, to prawda, ciężko w ogóle komentować takie mecze. Drużyna SMS-u to młodzi chłopcy. Moim zdaniem, w tym roku mają najsłabszy rocznik. Pamiętam, że za czasów Sebastiana Wójcika ten zespół plasował się w pierwszej czwórce i urywał punkty każdemu. Teraz od dwóch, trzech lat jest tak, że Spała plasuje się zawsze na samym dole tabeli. Mecz ze Spałą rozgrywaliśmy na pustej hali, ja osobiście czułem się jak na sparingu. Już po pierwszych paru piłkach widziałem, że naprawdę ciężko będzie przegrać ten mecz, nawet gdybyśmy nie wiem co robili. Chyba musielibyśmy się położyć na boisku - tylko wtedy byśmy przegrali. Popełnialiśmy w tym meczu bardzo dużo błędów, ale rywale pomagali nam i popełniali ich jeszcze więcej, za co im w tym miejscu dziękuję.

W kontekście takiej a nie innej gry Spały, nie brakowało Wam niezbędnej na parkiecie motywacji i koncentracji?

- Szczerze? Brakowało. Wiadomo, trzeba być profesjonalistą i trzeba się koncentrować, ale proszę mi wierzyć, naprawdę ciężko podejść odpowiednio zmotywowanym do takiego meczu, jeśli widać, że po drugiej stronie chłopaki sami nie chcą wygrać. Powinniśmy pokazać klasę i wygrać każdego seta do 12, ale mentalność Polaka jest taka, że jak nie musi się narobić, to nie rzuci się i nie będzie wyrywał sobie "flaków". Ważne, że są trzy punkty, tamten mecz już za nami i teraz trzeba nam wrócić do takiej gry, jaką prezentowaliśmy w trzech ostatnich setach z Jadarem. Uważam, że i tak nie była ona perfekcyjna, ale jak widać wystarczyło, żeby to wygrać. Po tie-breaku, ale jednak wygrać.

Wasz kolejny przeciwnik, z którym przyjdzie Wam się zmierzyć to Trefl Gdańsk...

- Tak, pora na Trefla... Z tego co wiem, drużyna z Gdańska rozegrała bodajże dwa mecze w pełnym składzie, zawsze brakowało jakiegoś ogniwa, mieli kłopoty zdrowotne. Grać swoim pierwszym składem zaczynają dopiero teraz i zapewne z meczu na mecz będą grali coraz lepiej. Naszym zadaniem będzie próbować wykorzystać to, że nie są jeszcze na tzw. "pełnym gazie". Wiadomo, gramy u siebie, więc wierzę, że publiczność nam pomoże, że z chłopakami damy radę i jakieś punkty po tym meczu zapiszemy. Do tej pory wygrywaliśmy z drużynami, z którymi mieliśmy wygrać, które były na równorzędnym poziomie lub plasują się w dolnych rejonach tabeli. Zwyciężając zrobiliśmy swoje. Choć mamy już za sobą Jadar, teraz trzeba będzie zmierzyć z innymi silnymi ekipami - wspomnianym już Treflem, Avią, Piłą i Gorzowem. Są to cztery zespoły, które mają aspiracje ku temu, by plasować się wysoko w tabeli, więc będzie z nimi naprawdę trudno.

Za nami już dziewiąta kolejka, a Wy dalej bez porażki... Powiedz szczerze, zakładałeś aż tak dobrą passę Ślepska, tyle zwycięstw bez żadnej przegranej?

- Nie, szczerze mówiąc przewidywałem już jakąś porażkę... Ciężko się gra z takim brzemieniem, że jesteśmy niepokonaną drużyną, myśli się: "kurczę, przegramy i co dalej?". A czasem porażki dają więcej jak wygrane, czasem wygrane są tylko "maskami", które kryją prawdziwe oblicze drużyny. Jaka jest drużyna, widać dopiero po przegranych meczach. Dopiero wtedy "wychodzi" czy wszyscy razem pchamy ten "wózek" czy nie, czy każdy idzie w swoim kierunku, czy pojawiają się komentarze: "to nie była moja piłka, to nie były moje błędy". Oczywiście nie chciałbym przegrywać, bo najlepiej smakuje zwycięstwo, liczę więc na kolejny cud w Suwałkach. Nawet nie chcę myśleć co by się u nas działo, gdybyśmy "pociągnęli" cały sezon bez żadnej porażki... (uśmiech). Życzę sobie, żeby tak właśnie było, tak jak i życzą sobie tego na pewno nasi kibice i prezesi. Oby ten sezon układał nam się tak dalej, oby ta pierwsza przegrana przyszła do nas jak najpóźniej.


* Rozmawiała Sylwia Kuś - przegladligowy.com

Dodaj do:
Wykop

Dodaj komentarz

Aby móc komentować, musisz być zalogowany.

Zaloguj się, albo gdy nie masz jeszcze konta Zarejestruj się

Logowanie

Siatkówka

PlusLiga

Najnowsze galerie

Newsletter

Ostatnio zarejestrowani

Polecane