I Liga Mężczyzn | 2010-11-05 21:40:08 | Nadesłał: Sylwia Kuś-Vega | Źrodlo: inf. własna
- Będzin to zespół bez większych słabości, z bardzo dobrym przyjęciem. W wygranej pomogła nam publiczność, która dodawała nam skrzydeł i "poniosła" do zwycięstwa za trzy punkty - skomentował piąte już zwycięstwo Ślepska w tym sezonie, trener suwalczan - Adam Aleksandrowicz.
Kolejny mecz i kolejne zwycięstwo. W ostatnią sobotę Ślepsk rozprawił się z ekipą z Będzina. Mimo to, przyzna Pan chyba, że rywale postawili Wam twarde warunki?
Adam Aleksandrowicz: - Jak najbardziej, rywal był bardzo wymagający i szczerze mówiąc, było to niezwykle ciężkie spotkanie. Grało nam się tym trudniej, że byliśmy akurat w takim okresie, że mieliśmy mało treningów, a dużo meczów. Będzin to solidny zespół i mieliśmy z nim dużo problemów. Opierając się wyłącznie na statystykach, praktycznie w każdym elemencie byliśmy od nich tamtego dnia słabsi. Walka była w każdym z setów, w każdym wynik pozostawał otwarty. Tę ostatnią partię graliśmy ze sobą cały czas punkt za punkt. Myślę, że Będzin wielu zespołom sprawi jeszcze kłopot.
Rozumiem, że wychodząc na parkiet nie nastawialiście się bynajmniej na szybkie i łatwe 3:0?
- Nie, absolutnie nie. Wiadomo, jesteśmy teraz liderem, ale nie traktujemy nikogo z góry, bo do niedawna nikt kompletnie nie stawiał nas w gronie faworytów. W tej lidze z każdym można przegrać. Wychodząc na boisko nie zakładamy, że zwyciężymy z kimś w 50 minut. Do każdego ze spotkań podchodzimy zawsze bardzo odpowiedzialnie. Będzin to akurat zespół bez większych słabości, z bardzo dobrym przyjęciem. Na pewno w wygranej pomogła nam publiczność, która dodawała nam skrzydeł i "poniosła" do zwycięstwa za trzy punkty. Teraz na hali pojawiła się nowa, boczna trybuna na bodajże 178 osób, dzięki czemu naszych kibiców na meczach, może być jeszcze więcej.
Tradycją w Ślepsku jest już, że po Waszych spotkaniach, w szatni wręczane są specjalne nagrody dla najlepszego zawodnika. Kto tym razem wyróżniony został tym tytułem?
- Tym razem MVP spotkania prezesi wybrali Jacka Malczewskiego, który zmienił Łukasza Jurkojcia. Trzeba przyznać, że mamy w klubie ten komfort psychiczny, że dysponujemy dwoma bardzo dobrymi rozgrywającymi, choć trzeba dodać - zupełnie innymi. Każdy z nich ma swoje walory, mniejsze i większe. Zmiana Łukasza na Jacka i odwrotnie, Jacka na Łukasza, daje możliwość całkowitej zmiany obrazu naszej gry. Łukasz i Jacek to dwa zupełnie odmienne charaktery. Łukasz jest takim "wojownikiem", który pobudza cały czas kolegów do walki, Jacek natomiast ma tę zdolność, że potrafi uspokoić skutecznie grę całego zespołu. Wiadomo, czasem potrzebny jest spokój, czasem potrzebne jest pewne pobudzenie. Jestem z tej pary naprawdę zadowolony, bo idealnie się uzupełniają.
Wyrównana walka o podstawową szóstkę toczy się zapewne również na innych pozycjach?
- Wystawiając podstawowy skład na dany mecz, najtrudniej mi zawsze postawić na atakującego. Ta rywalizacja między Bartkiem Krzyśkiem a Łukaszem Kaczorowskim jest krótko mówiąc: wzorowa. Przed meczami zawsze mam dylemat, na kogo wskazać, bo najchętniej wpuściłbym ich obu. Każdy z nich wykonuje swoją pracę bardzo dobrze i obu tych chłopaków mogę tylko chwalić. A co do "obsady" pozostałych pozycji, spokojnie mogę powiedzieć, że nie ma u nas większych braków. Czasami, gdy trafi się komuś akurat słabszy dzień, na parkiecie pojawia się zmiennik i jak może, tak stara się "pociągnąć" naszą grę. W zeszłym roku było z tym gorzej. W tym sezonie, kto by nie wszedł wnosi dużo nowego, dużo dobrego. Myślę, że te dotychczasowe wyniki to nie tylko zasługa pierwszej szóstki, a całej dwunastki. Nasza siła jest w drużynie, a nie w indywidualnościach, których tak naprawdę właściwie nie mamy.
Obserwując grę Ślepska w tym sezonie wydaje się, że to najlepszy z dotychczasowych w historii klubu...
- Faktycznie, jak na razie, biorąc pod uwagę wyniki, jest najlepszy, chociaż nie ukrywam, że sezon, w którym awansowaliśmy do pierwszej ligi również był bardzo dobry. Bardzo trudny dla nas - w tym również dla mnie osobiście był ostatni rok, w którym ostatecznie udało nam się utrzymać pierwszą ligę w Suwałkach. W tym roku tak kompletowaliśmy zespół, żeby pod koniec sezonu zaoszczędzić sobie tego stresu, jaki towarzyszył nam kilka miesięcy temu. Jak na razie, po zwycięstwach, które za nami, widać, że nasz plan, nasze działania się sprawdzają i oby tak dalej, chcemy dalej wygrywać.
Ślepsk bardzo szybko doczekał się miana "czarnego konia" pierwszej ligi. Jak odnajdujecie się w roli faworyta większości Waszych spotkań?
- Na razie nie ciąży nam jakoś zbytnio presja wyników, choć może i czasami widać po zawodnikach, że kiedy w jakimś momencie nie za dobrze nam idzie, boją się przegrać, ale... wygrywamy dalej. Przed nami kolejne ciężkie spotkania i znowu musimy walczyć od początku, o każde jedno zwycięstwo. W tej lidze na pewno żadnego zespołu nie warto skazywać przedwcześnie na "pożarcie". Jestem przekonany, że będzie jeszcze dużo niespodzianek, aczkolwiek mam nadzieję, że akurat my tych negatywnych niespodzianek w kolejnych naszych spotkaniach skutecznie unikniemy.
Kolejnym rywalem Ślepska, po Będzinie, będzie inny beniaminek, doskonale Wam znany - Pekpol Ostrołęka...
- Zgadza się, ta drużyna jest nam bardzo dobrze znana. Spotykaliśmy często i na szczeblu drugoligowym, i przed sezonem rozegraliśmy ze sobą sporo spotkań. Można powiedzieć, że akurat nasze zespoły znają się jak "łyse konie", zresztą jesteśmy praktycznie "sąsiadami". Suwałki i Ostrołękę dzieli zaledwie 130 km, co w kontekście drogi, jaką musimy przebyć do innych zespołów, ta odległość to żadna odległość. Przyznam szczerze, Pekpol to drużyna, której kibicuję - oczywiście wtedy, kiedy nie muszę z nią akurat grać (uśmiech). W meczu z nami, na pewno nie będę ich kibicem, chciałbym powtórzyć tam wynik z Pucharu Polski. Zrobimy wszystko, żebyśmy z nimi wygrali.
Spotkanie z Ostrołęką to pierwsze z trzech spotkań pod rząd, jakie gracie teraz na wyjeździe. Kolejne już 10 listopada w Spale, później - 13 listopada w Radomiu. Najmniej groźny jawi się zespół SMS-u...
- Spała wygrała co prawda jak dotąd tylko parę setów, ale młodzież ma to do siebie, że jak się rozkręci, trudno ich powstrzymać. Na pewno naszym celem jest zapisać po tym meczu komplet trzech punktów i myślę, że je zdobędziemy. Ze Spały będziemy jechać od razu do Radomia, nie będziemy już wracać, tak ułożył nam się terminarz. Mecz ze Spałą, mieliśmy grać u siebie, ale na naszej hali zaplanowano na ten czas akurat festyn i nie byłoby gdzie grać. Z racji, że Spałę od Radomia dzieli około 80 kilometrów, ta podróż do Suwałk ze Spały, tylko po to, żeby na drugi dzień jechać do Radomia, byłaby nielogiczna.
Jadar to, nie oszukujmy się, rywal znacznie silniejszy jak Spała...
- Tak, ale jesteśmy podbudowani, bo wygraliśmy z nimi i mecz pucharowy, i wcześniej, na Memoriale Gajewskiego. Na pewno nie pojedziemy do Radomia, żeby przegrać - pojedziemy tam po kolejne punkty. A jeśli chodzi o nasze szanse w tym starciu... Jadar, w swoich ostatnich meczach przegrywał ostatnio dosyć nieszczęśliwie w końcówkach, ale trzeba pamiętać, że to bardzo mocna drużyna. Są w niej zawodnicy, którzy w poprzednim sezonie grali w PlusLidze. Moim zdaniem, Jadar tzw. "siłę ognia" ma wielką, więc nie będzie nam łatwo, niemniej musimy tam jechać i myśleć wyłącznie o zwycięstwie.
Wspomniał Pan o pucharowym, zwycięskim dla Ślepska spotkaniu z Jadarem. Widać, że rozgrywki PP traktujecie bardzo poważnie...
- Tak, traktujemy je poważnie i na razie udaje nam się wygrywać, choć jak wiadomo, liga jest najważniejsza. Bardzo chcielibyśmy przejść dalej, chcielibyśmy, żeby przyjechał do nas, do Suwałk jakiś zespół z PlusLigi. Na pewno byłaby to dodatkowa, wielka frajda dla tych kibiców, którzy i bez tego, tak licznie przychodzą na nasze mecze. Byłby to naprawdę fajny prezent dla nich, chociaż z tego co wiem, nasz rywal w kolejnej rundzie Pucharu Polski - Gorzów Wielkopolski też bardzo chciałby wygrać. Tak naprawdę spotkają się drużyny, nie do końca sobie znane. Posiadamy co prawda nagrania z meczów rywali, ale wszystko i tak jak zawsze zweryfikuje boisko.
Wszyscy w Ślepsku powtarzają niemal jak zaklęcie, że Waszym celem jest utrzymanie. Naprawdę nie ostrzycie sobie jeszcze "pazurków" na coś więcej?
- Wiadomo, nikt z nas nie wyklucza, że powalczymy o coś więcej, będziemy starać się być jak najwyżej w tabeli, ale na razie skupiamy się na tym podstawowym celu, jakim jest dla nas wszystkich pierwsza ósemka. Co będzie w play-offach, zobaczymy, one rządzą się zawsze swoimi prawami. Tak naprawdę, personalnie przy takich drużynach jak Gorzów, Radom i Gdańsk, jesteśmy... Kopciuszkiem. Nie ma co tu ukrywać, że jest inaczej, chociaż z drugiej strony pamiętajmy - siatkówka to nie jest sport indywidualny, a jako drużyna, trzeba przyznać, funkcjonujemy bardzo dobrze.
Bajka o Kopciuszku kończy się happy endem, może więc analogicznie historia Ślepska zakończy się awansem do PlusLigi?
- Oby tak było (śmiech). Każdy z naszych chłopaków ma wielką chęć do gry. Tak właściwie oprócz Łukasza Jurkojcia, który występował już w wyższej lidze, który jest zawodnikiem doświadczonym, niemal wszyscy pozostali siatkarze, którzy do nas przyszli, grali w swoich dotychczasowych klubach niewiele. Niewiele, albo jak także doświadczony Sebastian Wójcik, grali w drużynie, która spadła. Łukasz Kaczorowski był w poprzednim klubie zmiennikiem, nasz libero grał w drugiej lidze... Ciężko porównywać nasze transfery do tych Jadaru Radom, Trefla Gdańsk czy też Gorzowa Wielkopolskiego.
Transfery nie należały może i do najgłośniejszych, ale "mieszanka" okazała się iście piorunująca. Spora w tym Pana zasługa...
- No cóż, mam nadzieję, że dalej będziemy wygrywali. A ile w tym faktycznie mojej zasługi - zobaczymy pod koniec sezonu. Zawód trenera, ma to do siebie, że jest się ocenianym na podstawie ostatnich wyników drużyny. Rok temu, kiedy drużyna była na dole tabeli, byłem dla niektórych głównym winowajcą (uśmiech). Na pewno zrobię wszystko, co tylko w mojej mocy, żebyśmy w tym sezonie grali jak najlepiej, żebyśmy się uplasowali jak najwyżej. Ja akurat jestem jednym z młodszych trenerów w tej lidze, ciągle na dorobku, cały czas się uczę. W tym wszystkim pomaga mi bardzo Piotrek Poskrobko. Tego, czego ja nie widzę, widzi on - i odwrotnie, to, czego nie widzi on, widzę ja. Dużo ze sobą rozmawiamy i wyciągamy z tych rozmów konstruktywne wnioski.
* Rozmawiała Sylwia Kuś - przegladligowy.com
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.