Najnowsze newsy

Siatkówka » Ligi polskie » I Liga Mężczyzn

I Liga Mężczyzn | 2010-10-05 10:54:49 | Nadesłał: Sylwia Kuś-Vega | Źrodlo: inf. własna

Jurkojć: Zmiany dobrze na mnie wpłynęły

Fot.: Sylwia Kuś

- Decyzja o dołączeniu do Ślepska to był bardzo, bardzo słuszny wybór. Zmiana klimatu, otoczenia, klubu - wszystko to dobrze na mnie wpłynęło, co odzwierciedla się w mojej grze i samopoczuciu. Cieszę się, że gram teraz właśnie w Suwałkach - mówi nowy rozgrywający Ślepska, Łukasz Jurkojć.

Na sobotni, jak wiadomo już, wygrany przez Ślepsk mecz z Orłem Międzyrzecz, ruszyliście z Suwałk już w piątek... Powiedz, jak minęła Wam ta daleka podróż?

- Wiadomo, Międzyrzecze a Suwałki dzieli aż 700 kilometrów, tak więc podróż tam w dzień meczu, zdecydowanie nie byłaby dobrym pomysłem... Nasz klub naprawdę się postarał - wyjechaliśmy z Suwałk dużym autokarem, w którym mogliśmy rozprostować nogi i spokojnie odpoczywać. Dobre warunki mieliśmy również w Międzyrzeczu. Dojazd trwał co prawda aż jedenaście godzin, ale że w hotelu, w którym się zatrzymaliśmy, przyjęto nas bardzo ciepło i miło, mogliśmy bez problemu zrelaksować się po tej długiej podróży.

Przed spotkaniem z Orłem, mieliście w ogóle jakiekolwiek informacje o rywalu? Podobno był z tym niemały kłopot, to prawda?

- Tak, to prawda, mieliśmy w sumie bardzo mało informacji, zarówno jeśli chodzi o występy chłopaków z Orła na turniejach, jak i ich wcześniejsze ligowe spotkanie, to z Nysą, bo nie dotarła do nas taśma z tego meczu. Na szczęście, z racji faktu, że pierwsza liga charakteryzuje się tym, że zawodnicy zmieniają kluby, przechodząc z jednego do drugiego, każdy z nas miał jakąś wiedzę z poprzedniego sezonu, kto jak gra.

Mecz zakończył się wynikiem trzy do zera. Czy w związku z tym, spotkanie zaliczyłbyś do grona tych łatwych i przyjemnych?

- Mimo, że wynik faktycznie może sugerować, że mecz był łatwy, nie do końca tak było. W pierwszym secie, do stanu po 13, walczyliśmy jak równy z równym. Na odskoczenie, na bodajże sześć punktów pozwoliła nam dopiero seria punktów przy zagrywce Sebastiana Wójcika. Prowadzenie to dowieźliśmy już do końca partii i dzięki temu ją wygraliśmy. Drugi set wyglądał dość podobnie, od samego początku szliśmy punkt za punkt. W końcówce uciekliśmy rywalom na trzy, cztery punkty, nie potrafiliśmy jednak wykorzystać kilku piłek setowych i ostatecznie set zakończył się naszą wygraną różnicą zaledwie dwóch punktów. Dzięki zwycięstwu w tej partii właśnie, skutecznie podcięliśmy chłopakom z Orła skrzydła. Trzeci set, była to już gra całkowicie pod nasze dyktando.

Gdybyś miał wskazać jeden, konkretny element, który w starciu z Orłem był w Waszym wykonaniu zdecydowanie najlepszy, to byłby to...?

- Blok, zdecydowanie najlepiej graliśmy blokiem, co potwierdzili nam trenerzy, zresztą sami tak czuliśmy. Cała nasza drużyna zapisała w tym meczu ok. 20 bloków punktowych, a dużo mieliśmy też wybloków, więc naprawdę utrudniliśmy rywalom grę. Rozgrywający Orła nie miał pojęcia co robić, bo gdzie nie wystawił, chłopaki nadziewali się na blok.

30 września, Wasz kolega z drużyny, Kamil Skrzypkowski świętował swoje 24. urodziny. Ta wysoka wygrana miała być prezentem?

- Tak, jeszcze przed wyjazdem do Międzyrzecza życzyliśmy mu trzech punktów w weekend, a właściwie życzyliśmy tego i jemu, i sobie. Prezent urodzinowy, jak widać się udał - sam zresztą dołożył do niego cegiełkę. Imprezy, jako takiej, w weekend nie było, bo wiadomo - graliśmy mecz i trzeba było podejść do niego profesjonalnie, ale... urodzinowe piwko w drodze powrotnej, przyznam, że postawił (uśmiech).

Z Międzyrzeczem, zagraliście jedną szóstką, której trener konsekwentnie się trzymał. Myślisz, że to już Wasza stała, podstawowa szóstka?

- Nie trzeba było zmian, bo nasza gra wyglądała, krótko mówiąc, dobrze. A czy wyklarowała się już nasza podstawowa szóstka... Na to pytanie, naprawdę, nie potrafię odpowiedzieć, bo mamy bardzo wyrównany zespół, na każdej pozycji mamy zmienników, którzy równie dobrze mogą pociągnąć grę. Każdy może zmienić oblicze zespołu. Myślę, że to nasz duży atut, bo czasami, kiedy coś nie idzie, zmiana jednego czy drugiego zawodnika, może najzwyczajniej, wybić rywali z rytmu i dlatego każdy z nas powinien czuć się potrzebny drużynie. Zespół składa się z dwunastu zawodników, a nie tylko szóstki, a wiadomo, kto będzie grał, na podstawie obserwacji, zadecyduje trener. Nasz trener ma akurat duże pole manewru, jeśli chodzi o rotacje składem, może spokojnie patrzeć na ławkę.

Dwie kolejki za nami i Ślepsk liderem tabeli... Powiedz szczerze, chyba nawet Wy sami, się tego nie spodziewaliście?

- Faktycznie, spodziewać się, nie spodziewaliśmy się, bo zdajemy sobie sprawę, że są przynajmniej dwie, trzy drużyny lepsze od nas. My po prostu realizujemy swoje założenia. Na pewno wiedzieliśmy, że gramy najpierw z zespołami, które są w naszym zasięgu, stąd planem było zwyciężyć te dwa pierwsze spotkania. Można powiedzieć, że pierwsze miejsce w prezencie dały nam zespoły, które w przeciwieństwie do nas, nie wykonały swojego planu, tak jak choćby Gorzów czy Trefl. Gdyby drużyny te wygrały oba swoje mecze, byłyby na pewno od nas wyżej, a tak udało się wykorzystać ich małe potknięcia.

Na ile Twoim zdaniem realny jest scenariusz, że liderem tabeli będziecie również po trzeciej kolejce? Waszym przeciwnikiem będzie tym razem Stal Nysa...

- Tak, Nysa... Jeśli uda nam się ugrać z nimi jakieś punkty, będę szczerze zadowolony. W moim odczuciu ten zespół powinien lokować się w górnej części tabeli, zwłaszcza, że mają w tym sezonie przebudowany, bardzo mocny skład. Do tego dochodzi jeszcze ich specyficzna hala. Na swoim terenie zdobywać będą pewnie wiele punktów. Ja osobiście, cieszę się, że pierwszy mecz z nimi, gramy u siebie, w Suwałkach. Będzie szansa podpatrzeć trochę jak grają, bo domyślam się, że podobnie jak to było z Orłem, za dużo informacji na temat tego zespołu, raczej nie będziemy mieli.

Do Ślepska dołączyłeś z Jokera i jak na razie wydaje się, że zmiana klubu na Suwałki, była dobrą decyzja. Jak Ty to widzisz?

- Na analizę tego przyjdzie jeszcze czas, ale widać na pewno dużą różnicę, jeśli chodzi choćby o organizację całego klubu, różnicę między Piłą a Suwałkami. Generalnie, patrząc na tabelę i to wszystko, co działo się do tej pory w Suwałkach, uważam, że decyzja o dołączeniu do tej drużyny to był bardzo, bardzo słuszny wybór. Zmiana klimatu, otoczenia, klubu - to wszystko bardzo dobrze na mnie wpłynęło, co odzwierciedla się w mojej grze i samopoczuciu. Naprawdę, cieszę się, że gram teraz właśnie w Suwałkach.

W Suwałkach, ale akurat ostatnią niedzielę spędzałeś nie tam, a... w Ełku, gdzie rozgrywany był Turniej o Puchar Prezydenta Miasta...

- Tak, mimo jedenastu godzin podróży powrotnej z Międzyrzecza, w niedzielę postanowiłem udać się do Ełku, na mecz Olsztyn - Warszawa. Wiadomo, oglądając grę kolegów, zawsze można się czegoś nowego nauczyć. Drugim powodem był fakt, że w ekipie Olsztyna gra mój przyjaciel - Wojtek Winnik, było więc za kogo trzymać mocno kciuki.

Kciuki szczęścia nie przyniosły, drużyna Wojtka poległa i to bardzo szybko... Jak w dwóch słowach opisałbyś ten pojedynek?

- Spotkanie miało dość chaotyczny przebieg. Mecz zakończył się trzy do zera dla Warszawy, choć wydawało się, że w drugim secie Olsztyn powalczy i wyrówna stan rywalizacji. Jak już wiadomo, stało się inaczej - seria punktów w końcówce, zadecydowała, że także ta partia, podobnie zresztą poprzednia i następna, rozstrzygnęła się na korzyść Warszawy.


* Rozmawiała Sylwia Kuś - przegladligowy.com

** Szczegółowa relacja Łukasza Jurkojcia z meczu AZS Olsztyn - AZS Politechnika Warszawska (specjalnie dla naszego serwisu) dostępna tutaj

Dodaj do:
Wykop

Dodaj komentarz

Aby móc komentować, musisz być zalogowany.

Zaloguj się, albo gdy nie masz jeszcze konta Zarejestruj się

Logowanie

Siatkówka

PlusLiga

Najnowsze galerie

Newsletter

Ostatnio zarejestrowani

Polecane