I Liga Mężczyzn | 2009-03-19 11:02:33 | Nadesłał: Anna Gumowska | Źrodlo: inf. własna
Koniec sezonu przyniósł w Gwardii Wrocław dość nieoczekiwaną, ale również przez niektórych wyczekiwaną, zmianę trenera. Schedę po Macieju Jaroszu objął Ireneusz Kłos. W rozmowie z nami nowy szkoleniowiec Gwardii opowiada o całej sytuacji, drużynie i nadziejach…
Gdy otrzymał Pan propozycję z Gwardii długo zastanawiał się Pan nad decyzją?
Nie, niedługo. Nie wiem, ile to było minut, ale na pewno szybko się zdecydowałem. Wiedziałem, jaka jest sytuacja zespołu, które miejsce w tabeli zajmuje. Znałem ich sytuację w miarę na bieżąco, choć przyznam szczerze, że nie byłem na żadnym spotkaniu chłopaków. Dwa razy oglądałem spotkania dziewczyn w Orbicie, ale na Krupniczej nie pojawiłem się ani razu. Mimo to, mniej więcej orientowałem się, jak zespół funkcjonuje, w jakich zestawieniach gra. Przyznam jednak, że w ogóle tych chłopaków nie znałem.
Muszę przyznać, że się nie bałem. Gdybym się czegoś obawiał, to bym takiej decyzji nie podjął. Odpuściłbym propozycję prezesa i klubu dotyczącą objęcia zespołu. Wiem, że jest to duże wyzwanie, ale nie bałem się.
Nie jest to pierwszy raz, kiedy Gwardia zwróciła się do mnie z propozycją objęcia zespołu na sam koniec rozgrywek. Wtedy się nie udało. Mam jednak nadzieję, że drugie podejście okaże się skuteczne i będziemy mogli wcześniej pomyśleć o tym, co zrobić, żeby nie być świadkami takich nerwowych końcówek w kolejnych sezonach. Oczywiście mam na myśli pierwszą ligę a nie drugą. Wiadomo, że chyba najbardziej niecierpliwie czekałem właśnie na ostatnią sobotę, na ten pierwszy mecz, który udało nam się wygrać.
Z niektórymi chłopakami grałem jeszcze w jednym zespole, także znałem ich doskonale. Młodzi, którzy przyszli do drużyny, wywarli na mnie pozytywne wrażenie, chociaż zauważyłem, że nie są sobą. Moim zdaniem potrzeba po prostu trochę czasu, żeby ci chłopcy się otworzyli. Sytuacja poprawiła się już po kilku treningach. Ja poznałem zawodników, oni poznali mnie. Wydaje mi się, że w tej chwili wszystko wygląda zdecydowanie lepiej, niż miało to miejsce w pierwszych dwóch, trzech dniach.
Wydaje mi się, że powoli wszyscy wracając do normalnej "używalności", że się tak wyrażę. Oczywiście w dalszym ciągu borykamy się z kontuzjami. Problemy ma Wojtek Szczurowski, Will Thwaite, ale najważniejsze, że chłopcy się nie poddają. Ta drużyna ma charakter! Mając tak poważne problemy zdrowotne, nie spuszczają głów, nie poddają się. Mam nadzieję, że tak będzie do końca.
Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że pozostało nam bardzo niewiele czasu. Byłem bardzo ciekaw spotkania w Nysie, bo moim zdaniem miało niezwykle ważny wymiar dla naszego zespołu. W odwodzie mamy jeszcze dwa spotkania, choć szczerzę mówiąc, myślę, że mecz we Wrocławiu, przechylimy na swoją korzyść. Wszyscy wiedzieliśmy, że hala w Nysie jest dość specyficzna ze względu na to, że jest niska. Tutaj jest inaczej. Sala przy Krupniczej jest wysoka, ale wąska, więc piłki trzeba bronić, uderzając je do góry. Tam z kolei musieliśmy grać inaczej. Trzeba było specyficznie bronić, umiejętnie przyjmować zagrywkę. To zazwyczaj jest duża trudność dla wszystkich zespołów, które przyjeżdżają do Nysy.
To jest taka nasza tajemnica, ale chyba sam się rozbiorę i wtedy ich zaskoczenie będzie olbrzymie (śmiech). A tak poważnie... oczywiście, że tak. Nadal chcemy pracować nad zmianą stylu naszego grania. Do tej pory Gwardia – z tego co słyszałem, bo tak jak mówiłem, nie widziałem żadnego spotkania chłopaków – grała dość wysokie piłki. Teraz będziemy chcieli grać troszeczkę szybciej. Zobaczymy, czy nam to wyjdzie, bo zdaję sobie sprawę, że przejście z wystawy wysokiej do niskiej może być ciężkie. Na ostatnich treningach zaczęły się powoli zawiązywać naprawdę fajne rzeczy i wierzę, że w drugim spotkaniu to nam ponownie wyjdzie.
Z trenerem Jaroszem w ogóle się nie kontaktowaliśmy. Ze wszystkich meczów są nagrania, które miałem do dyspozycji. Cóż więcej może mi poprzedni szkoleniowiec przekazać? To, co zobaczę na nagraniach, wyjaśni mi wszystko. Zespół z Nysy jest bardzo młody, ambitny. Nie ma wielkich gwiazd, dlatego trudno jest ustalić, na kogo szczególnie trzeba by zwrócić uwagę w bloku. Środkowi muszą być więc bardzo aktywni i to może być ewentualny problem dla naszej drużyny.
Zgadza się, ale wszystko weryfikuje boisko. W tej chwili właśnie tych doświadczonych graczy nam trochę brakuje. Ze składu wypadł Arek Olejniczak. Wojtek Szczurowski na razie powoli wraca do dyspozycji po kontuzji. Ja wychodzę z założenia, że wszystko okaże się na boisko. To ono pokaże, kto jest bardziej doświadczony, bardziej wytrzymały psychicznie. W tych meczach pojawi się na pewno dużo stresu, bo będzie to walka o utrzymanie. Dlatego też wydaje mi się, że nie tyle umiejętności, ile dyspozycja psychiczna w danym dniu zadecyduje o wyniku spotkania.
Jeżeli chodzi o Arka Świechowskiego to wydaje mi się, że nie będzie on decydował o obliczu zespołu w najbliższych spotkaniach. Będę go trzymał na "specjalne okazje", ponieważ wiem, że ten chłopak jest po poważnej kontuzji i nie chcę zmarnować mu życia. Mam świadomość, że w składzie są gracze niedoświadczeni, ale moim zdaniem ten zespół to naprawdę fajne połączenie rutyny z młodością. To naprawdę kapitalne posunięcie zarządu. Dobrze, że zespół nie składa się z samych młodych graczy, ponieważ wiadomo, że w takim wypadku, jak chłopakom wyjdzie mecz, to są w stanie pokonać i mistrza Polski albo grają tak, że przegrywają ze wszystkimi. To jest właśnie problem w całości młodych zespołów. Kiedy w drużynie łączy się niedoświadczenie z rutyną, to może wyjść z tego tak ciekawy zestaw, jak choćby w Częstochowie.
Wiem, że w tym zespole zarówno gracze, którzy mają większe, jak i mniejsze kontuzje, nie poddają się i chcą grać. To mi się bardzo podoba. Wojtek, mimo że codziennie chodzi na zabiegi rehabilitacyjne, przychodzi także na treningi, walczy razem z chłopakami. To naprawdę bardzo pozytywne, że jest w zespole. Doceniam taką postawę. Znam jego deklarację. Wiem, że powiedział, że może zagrać na własnej ryzyko i własną odpowiedzialność, ale ja takiego ryzyka nie podejmę. Tym bardziej po niedawnym przykładzie w Hajnówce z Arkiem Olejniczakiem. Sytuacja była podobna. Moim zdaniem Arek za szybko wrócił do gry. Co innego, gdyby to się stało na treningu a nie na meczu. Ja nie pozwalałem mu skakać. Miał nas wspomóc jedynie w przyjęciu. Niestety, nie wpuściłem go po zagrywce, jak robiłem to wcześniej, ale na zagrywkę. To zatem także moja wina. Arek wymyślił, że zaserwuje z wyskoku, mimo iż wcześniej wprowadzał piłkę spokojnie do gry. Zaskoczył mnie tym całkowicie, ale niestety jego kolano nie wytrzymało.
Nie podchodziłem do tego w ten sposób, ponieważ zdawałem sobie sprawę z tego, iż w ciągu dwóch dni pracy ze mną ten zespół nie jest w stanie całkowicie zmienić swojego oblicza. Chciałem jedynie zobaczyć, czy po czterech treningach w jakimś elemencie coś drgnie. I tak się rzeczywiście stało. Może wyniki w poszczególnych setach tego nie pokazują, ale ja – jako trener – zauważyłem, patrząc z boku, że w pewnych elementach coś zaczęło się zmieniać. Niestety największe problemy mieliśmy z przyjęciem. Nie da się ukryć, że siatkarze z Hajnówki skutecznie pocelowali nas zagrywką. Grali bardzo skutecznie. My jednak będzie starali się robić wszystko, aby podobna sytuacja nie przytrafiła się podczas meczów z Nysą.
Wydaje mi się, że zawodników trzeba traktować jak partnerów. Wiadomo, że nie w każdej sytuacji, ale zazwyczaj właśnie trzeba do nich podchodzić w ten sposób. Tym bardziej, że w tej drużynie zestawiono młodych ludzi i tych bardziej doświadczonych. Dlatego zarówno do tych starszych, jak i tych młodych trzeba podchodzić w różny sposób. Nie chodzi o to, że ja mam jakiś konkretny sposób na "odblokowanie" tej drużyny. Wydaje mi się, że powoli nawiązuje się między nami dobry, partnerski kontakt.
Na razie podpisałem kontrakt do końca tego sezonu. O sprawach formalnych będzie rozmawiać dopiero po rozegraniu wszystkich spotkań.
Oczywiście, że tak. Tym bardziej teraz, kiedy poznałem tych chłopaków i bardzo bym chciał – jeżeli nie wszystkich – to chociaż większość z nich zatrzymać. Bo nie po to człowiek udziela wskazówek, wkłada swoje serce w pracę z tymi zawodnikami, żeby się później ich pozbywać. Jeżeli przedłużę kontrakt, to będzie napierał na prezesa i zarząd, żeby przedłużyć umowy z tymi zawodnikami. Nie chcę się wypowiadać imiennie przed tak ważnymi spotkaniami, ale tak jak powiedziałem, większość chłopaków chciałbym we Wrocławiu zatrzymać. Moim zdaniem w tych młodych zawodników naprawdę warto inwestować.
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.