Najnowsze newsy

Siatkówka » Ligi polskie » I Liga Mężczyzn

I Liga Mężczyzn | 2009-03-14 01:08:20 | Nadesłał: Anna Gumowska | Źrodlo: inf. własna

Wojciech Szczurowski: Walkę możemy obiecać

Fot.: Anna Gumowska

Kiedy w PlusLidze rozpoczynają się play-offy w decydującą fazę wchodzą także rozgrywki I. ligi. Niektóre zespoły będą mogły walczyć o awans do ekstraklasy. Inne natomiast muszą zatroszczyć się o swój pierwszoligowy byt i rozegrać spotkania, które zadecydują o pozostaniu w rozgrywkach i uniknięciu spadku. Jedną z takich drużyn jest EnergiaPro Gigawat Gwardia Wrocław.

Typowana przed rozpoczęciem sezonu na jednego z faworytów I. ligi wrocławska Gwardia spisała się zdecydowanie poniżej oczekiwań. Plaga kontuzji oraz problemy na linii zawodnicy-trener spowodowały, że po ośmiu porażkach z rzędu w drugiej fazie rundy zasadniczej doszło do zmiany szkoleniowca. Posadę trenera po Macieju Jaroszu objął Ireneusz Kłos. Debiut w Hajnówce nie wypadł zbyt dobrze (porażka 0:3), jednak dało się zauważyć zdecydowaną poprawę atmosfery w zespole. Walka z Pronarem została jednak okupiona także poważną ofiarą. Wiązadło przy rzepce zerwał przyjmujący Arkadiusz Olejniczak. Dalsze poczynania kolegów będzie mógł więc oglądać jedynie z trybun. Niemniej jednak cieszy fakt powrotu do zdrowia Wojciech Szczurowskiego, który po niedawnym wycięciu łąkotki i rozpoczęciu rehabilitacji powoli wraca do treningów. Zadeklarował nawet gotowość pomocy drużynie w nadchodzących spotkaniach. - Na pewno nie będę ryzykował. Mam stabilizator na kolano. W czasie rehabilitacji u pana doktora Czamary pracuję już z obciążeniami. Wszystkie mięśnie mam odbudowane. Muszę czekać jedynie, aż odnowi mi się chrząstka stawowa. Nie zmienia to jednak faktu, że cały sezon grałem z przetartą chrząstką, także myślę, że nic mi się nie stanie. Aparat mięśniową-wiązadłowy jest sprawny, więc nie ma problemu – mówi Wojciech Szczurowski. – Nie nastawiam się oczywiście na to, że będę ‘ciągnął’ grę, bo nie ma takiej możliwości. W pierwszym meczu mogę pomóc, wejść na zmianę, żeby trener pozwolił odetchnąć któremuś z chłopaków. Przed drugim spotkaniem zobaczymy, jak wszystko będzie wyglądało i czy będę się nadawał do jakiegoś podskakiwania. Od trenera oraz od tego, czy będzie chciał skorzystać z mojej obecności zależy, czy pojawię się na boisku. Gotowość do gry oraz chęć pomocy zgłosiłem. A jak się wszystko potoczy – życie pokaże.

Wydaje się jednak, że sam fakt powrotu doświadczonego przyjmującego do składu może pozytywnie wpłynąć na pozostałych zawodników. Warto bowiem zauważyć, że przed kontuzją Szczurowski był nie tylko podstawowym graczem, ale także „dobrym duchem” drużyny. Zarażał kolegów swoją ambicją i walecznością, co widać było w trakcie poszczególnych spotkań. - Nie wiem, czy fakt mojej obecności może pomóc chłopakom. Możliwe, że coś śmiesznego powiem i jakoś rozładuję atmosferę. (śmiech) A tak na poważnie, to zawsze można coś podpowiedzieć. Zespół jest młody. W składzie mamy dwóch, trzech doświadczonych zawodników. Reszta to gracze na „dorobku”, którzy zaczynają swoją przygodę z siatkówką. Większość z nich ma dwadzieścia, dwadzieścia kilka lat, więc ‘raczkują’ dopiero w poważnym graniu. Zawsze więc można spojrzeć, chłodnym okiem ocenić sytuację i coś im podpowiedzieć – ocenia Wojciech Szczurowski. – Musimy zrobić wszystko, żeby utrzymać się w lidze. To jest cel numer jeden. Jakbyśmy – nie daj Boże – spadli, to może być różnie. Mam nadzieję, że nie będzie dramatu i się podniesiemy. Atmosfera jest fajna. Na treningach dobrze to wszystko wygląda. Są uśmiechy, jest wesoło. Wygląda na to, że morale drużyny się trochę podniosło. Wiemy, że wszystko jest w naszych głowach. Jeśli uwierzymy w siebie to myślę, że powinno być dobrze. Teraz gramy z przysłowiowym nożem na gardle. Mamy jednak świadomość, że w takiej samej sytuacji jest Nysa, ale również Będzin i Jaworzno. Żadna z tych drużyn nie chce spaść i „przewegetować” sezonu w II. lidze, żeby za rok wywalczyć awans. Gdybyśmy stracili I. ligę, byłoby to naprawdę wielkie nieszczęście dla Wrocławia.

Z rosnącym morale drużyny wiąże się na pewno fakt zmiany szkoleniowca. Wygląda bowiem na to, że Ireneusz Kłos przyniósł nie tylko „świeże spojrzenie”, ale także pozytywną atmosferę. - Z trenerem Kłosem trenuję od trzech dni. W środę byłem na zajęciach tylko godzinę. Dopiero w czwartek trenowałem już w pełnym wymiarze. Wygląda to naprawdę dobrze. Pojawiają się uśmiechy, pochwały – opowiada sympatyczny przyjmujący. – Zobaczymy, co z tego wyniknie i jaki to wszystko będzie miało efekt końcowy. Na pewno nikt się nie poddaje. Treningi są ustawione tak, żeby udało się pozostać w I. lidze. Właściwie wszystko w tej chwili robimy właśnie w tym celu.

Pozytywne myślenie nie zmienia jednak faktu, że AZS Nysa wydaje się być trudnym przeciwnikiem. W trakcie spotkań rundy zasadniczej ‘gwardziści’ ulegli podopiecznym Janusza Bułkowskiego dwukrotnie (1:3, 2:3). Czy zatem teraz uda im się znaleźć „patent” na ‘akademików’? - Myślę, że to będą mecze, w trakcie których najważniejsze rzeczy rozegrają się w głowach samych zawodników. Musimy uwierzyć w to, że można, że potrafimy. Wiadomo, że ciężko jest się podnieść po dziewięciu porażkach z rzędu. Trzeba odbudować się mentalnie, bo chyba w tym mamy największe braki – ocenia Wojciech Szczurowski. – Przestaliśmy po prostu wierzyć w to, że umiemy wygrywać. Do tego doszły wszystkie kontuzje. Ja naprawdę pierwszy raz słyszę i widzę coś takiego, że na trzynastu zawodników jedenastu jest kontuzjowanych. Sam zresztą byłem jednym z pauzujących. Nie zmienia to jednak faktu, że pierwszy raz spotkałem się z taką sytuacją.

Mimo wszystkich przeciwności siatkarze z Wrocławia starają się myśleć pozytywnie. Skupiają się treningach, wykorzystując każdą chwilę spędzoną w hali pod okiem Ireneusza Kłosa i drugiego trenera Szymona Fiedorowa. - Ze względu na kontuzję Arka Olejniczaka w treningach pomagał nam syn trenera Kłosa oraz Maciej Zając z Kamiennej Góry. Chodziło o to, abyśmy mogli ćwiczyć konkretne zagrania oraz ustawienia, mając dwie pełne szóstki po obu stronach siatki – opowiada Szczurowski. – Wcześniej bywało tak, że na zajęciach po jednej stronie było 2-3 zawodników, ponieważ reszta była kontuzjowana. W takim wypadku nie da się normalnie trenować. Szóstka jest bowiem sklecona z tych, którzy po prostu są w stanie grać. A tak bywało… w ogóle ten sezon układa się dość dziwnie. Niemniej jednak w nadchodzących meczach walkę możemy obiecać! Zrobimy wszystko, żeby się utrzymać.

*Z Wojciechem Szczurowskim rozmawiała Anna Gumowska, przegladligowy.com

Dodaj do:
Wykop

Dodaj komentarz

Aby móc komentować, musisz być zalogowany.

Zaloguj się, albo gdy nie masz jeszcze konta Zarejestruj się

Logowanie

Siatkówka

PlusLiga

Najnowsze galerie

Newsletter

Ostatnio zarejestrowani

Polecane