| 2008-08-24 08:55:18 | Nadesłał: Agnieszka Mrozewska | Źrodlo: inf. własna
Siatkarze ze Stanów Zjednoczonych zrewanżowali się za porażkę swoich koleżanek z Brazylijkami we wczorajszym finale. Pierwszego seta przegrali 20:25, ale w kolejnych partiach odzyskali rezon. Wygrali kolejno 25:22, 25:21, 25:23 i w całym meczu 3:1, sięgając pierwszy raz od 20 lat po medale z najcenniejszego kruszcu.
Pokonując dziś obrońców tytułu, Amerykanie sięgnęli po trzecie olimpijskie złoto. Wcześniej stawali na najwyższym stopniu podium w 1984 r. w Los Angeles i cztery lata później w Seulu.
Mecz rozpoczął się po myśli canarinhos, którzy już na początku wyszli na prowadzenie 3:0. Znakomicie w tej partii spisywał się Andre Heller i kapitan canarinhos, Giba. Na pierwszej przerwie technicznej Brazylijczycy prowadzili już czterema punktami, a po wznowieniu gry skutecznie powiększali prowadzenie. Po asie serwisowym Andre na tablicy wyników było już 12:7 dla siatkarzy z Ameryki Południowej i trener Hugh McCutcheon poprosił o czas. Nie zmieniło to niczego. Amerykanie grali wprawdzie punkt za punkt, ale nie byli w stanie odrobić strat. Przy stanie 19:15 szkoleniowiec canarinhos, Bernardo Rezende dokonał zmian - miejsce Marcelinho i Andre zajęli Bruno i Murilo. Brazylijczycy dowieźli przewagę do końca partii, wygrywając pewnie 25:20.
Amerykanie nie zwiesili głów. Od początku drugiej partii przystąpili do ataku. Stanley skutecznie utrudniał grę rywalom swoją mocną zagrywką i raz za razem kończył ataki, dzięki czemu siatkarze z Ameryki Północnej szybko wyszli na prowadzenie 4:0. Trener Rezende od razy poprosił o przerwę dla swoich podopiecznych. Brazylijczycy jednak byli wyraźnie zdezorientowani postawą Amerykanów, zdumieni zmianą oblicza ich gry. Na pierwszej przerwie technicznej przegrywali 1:8! Amerykanie złapali przysłowiowy wiatr żagle. Canarinhos nie potrafili znaleźć recepty na znakomicie grających rywali. Na drugiej przerwie technicznej nadal przegrywali 10:16. Po wznowieniu gry udało im się postawić kilka dobrych bloków i zmniejszyć straty na 13:17. Trener McCutcheon, widząc, że Brazylijczycy wracają do gry, poprosił o czas. Niewiele to jednak zmieniło. Po powrocie na parkiet podopieczni trenera Rezende dwukrotnie postawili dobry blok - najpierw zatrzymali Lee, a w kolejnej akcji Stanley'a - i do Amerykanów tracili już tylko 2 "oczka". Na szczęście Amerykanie w porę się ocknęli. Po znakomitych atakach Lee i Priddy'ego znów prowadzili, 20:15. Brazylijczycy jednak nie zamierzali się poddawać, walczyli do końca. Ponownie kluczowy okazał się ich blok, po którym tracili do rywali już tylko jeden punkt (20:21). Wówczas w polu zagrywki stanął Stanley, który swoimi zagrywkami znów skutecznie utrudnił grę Brazylijczykom. To po jego ataku Amerykanie cieszyli się ze zwycięstwa w tej partii 25:22.
Brazylijczycy wyciągnęli wnioski z poprzedniego seta i trzecią partię rozpoczęli od skutecznego bloku na Stanley'u. Jednak chwilę potem Amerykanie zatrzymali blokiem lidera canarinhos - Gibę i walka toczyła się punkt za punkt. Na pierwszej przerwie technicznej Amerykanie prowadzili 8:7. Po wznowieniu gry Dante zaserwował w aut, a chwilę potem został zablokowany. Brazylijczycy znów stracili swój rytm. Przy stanie 12:9 dla USA trener Rezende poprosił o czas, jednak niewiele to dało, bo na drugiej przerwie technicznej jego podopieczni nadal przegrywali, 12:16. Amerykanie utrzymywali przewagę. Gdy na tablicy wyników widniał rezultat 19:14 dla USA, trener Rezende wprowadził na plac gry Murilo, Bruno i Samuela. Zmiany te wniosły ożywienie w szeregi Brazylijczyków. Po asie serwisowym Bruna, efektownym blokiem popisał się Gustavo. Końcówka jednak należała do Amerykanów, którzy dzięki błędom Murilo (autowa zagrywka i atak w taśmę) mieli w górze piłkę setową. Seta na korzyść Amerykanów zakończył Samuel, posyłając piłkę w aut, 25:21.
W czwartym secie Brazylijczycy wrócili do gry. Nie mając już nic do stracenia ryzykowali przede wszystkim w polu, popełniając przy tym wiele błędów. Walka była bardzo wyrównana, ale minimalną przewagę mieli w tej partii podopieczni trenera Rezende. Amerykanie, po kiwce Salmona, wyrównali na 13:13 jednak na drugiej przerwie technicznej to Brazylijczycy znów prowadzili dwoma punktami. Po wznowieniu gry punkt atakiem ze środka zdobył Gustawvo, a chwilę potem blokiem zatrzymany został Priddy i na tablicy wyników było 19:16 dla canarinhos. Trener McCutcheon poprosił o czas, po którym jego podopieczni zatrzymali blokiem Murilo i Gibę. Od stanu 20:17 Brazylijczycy stracili 5 punktów z rzędu! Giba nie potrafił przedrzeć się przez blok Amerykanów. Nie pomogła nawet przerwa na żądanie Bernarda Rezende. Z kolei w szeregach Amerykanów znakomicie spisywali się Millar i Stanley. To właśnie Stanley, stawiając dwukrotnie skuteczny blok, wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie 23:21. Kolejny punkt dołożył Millar, 24:22. Canarinhos obronili pierwszą piłkę meczową, ale niezawodny dziś Stanley, atakiem z prawego skrzydła zdobył 25 punkt dla swojej drużyny, kończąc partię 25:23 i cały mecz 3:1.
USA - Brazylia 3:1
(20:25, 25:22, 25:21, 25:23)
50 - Atak - 49
15 Stanley / Dante 13
12 Salmon / Giba 12
8 Priddy / Murilo 12
17 - Blok - 13
5 Lee / Heller 5
4 Priddy / Gustavo 4
3 Millar / Dante 2
3 - As - 5
2 Stanley / Gustavo 2
1 Ball / Giba 1
- / Bruno 1
25 - Po błędzie rywala - 24
Składy zespołów:
USA: Ball 4, Lee 10, Priddy 12, Millar 11, Salmon 13, Stanley 20, Lambourne (L) oraz Rooney, Hoff.
Brazylia: Marcelinho, Andre Heller 9, Giba 14, Andre 2, Gustavo 13, Dante 15, Sergio (L) oraz Bruno 1, Samuel, Murilo 13, Rodrigao.
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.