Liga Mistrzów | 2008-11-05 20:30:51 | Nadesłał: Kinga Popiołek | Źrodlo: inf. własna
Miało być łatwo, szybko i przyjemnie. I było, tyle, że dla rywali. VfB Friedrichshafen pokonało Skrę Bełchatów 3:0
PGE Skra Bełchatów - VfB Friedrichshafen 0:3 (22:25, 22:25, 18:25)
Składy
Skra: Falasca, Pliński, Wnuk, Wlazły, Kurek, Murek, Gacek (libero) oraz Dobrowolski, Bąkiewicz
Friedrichshafen: Tichacek, Grozer Jose, Moon, Bendini, Lima, Kröger (libero)
Początek tego spotkania nie był najszczęśliwszy dla gospodarzy, od pierwszych piłek swoje waleczne oblicze pokazał atakujący drużyny z Friedrichshafen – Sung-Min Moon. Głównie za sprawą jego kąśliwej zagrywki goście zaczęli zwiększać przewagę nad bełchatowianami, 2:6. Karta odwróciła się dla "Energetycznych", gdy na zagrywce pojawił się Miguel Angel Falasca, a Daniel Pliński kolejno z Dawidem Murkiem i Mariuszem Wlazłym blokował rywali, odrabiając tym samym straty, 6:7. Ósmy punkt niemieckiej drużynie zapewnił Moon, i to ona schodziła z dwupunktowym prowadzeniem na pierwszą przerwę techniczną. Po powrocie na parkiet rozpoczęła się wyrównana walka po obu stronach siatki. Do wyrównania doprowadził skuteczny atak Daniela Plińskiego i nieskuteczny w wykonaniu Moona, 9:9. Następnie gra toczyła się niczym w ping-pongu i naprzemiennie punkty padały po równo to dla jednej, to dla drugiej strony tego pojedynku. Siatkarze z Friedrichshafen nie bali się ryzykować zagrywką i to okazało się jednym z ich kluczy do sukcesu. Po bełchatowskiej stronie Mariusz Wlazły dwoił się i troił, ale jego starania nie wystarczyły, aby przechylić szalę zwycięstwa na stronę swojej drużyny. Skra musiała uznać wyższość gości przegrywając w pierwszej partii 22:25.
Dość wyrównanie rozpoczęła się druga odsłona spotkania, po punkcie dla VfB, Daniel Pliński nie pozostał dłużny rozpoczynając tym samym walkę punkt za punkt. To był pojedynek dwóch atakujących: Wlazłego i Moona ze zdecydowaną przewagą tego drugiego. Bełchatowski blok przez długi czas nie mógł znaleźć na niego sposobu, natomiast Wlazły po zablokowaniu tracił pewność siebie, a piłki były kierowane do Bartosza Kurka. Od stanu 12:12 niemieccy zawodnicy najwyraźniej się pogubili, popełniając masę błędów, które skrupulatnie wykorzystywali podopieczni Daniela Castellaniego. Szczególnie gra nie wychodziła Georgowi Grozerowi, który w krótkim czasie został dwukrotnie zablokowany, a Skra wyszła na prowadzenie 18:14. Kiedy skutecznym atakiem popisał się Bartosz Kurek zwiększając jeszcze bardziej przewagę nad rywalami, trener Moculescu poprosił o przerwę. I niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki jego zawodnicy zaczęli grać jak zaklęci. Przy stanie 20:16 w polu zagrywki stanął Lukas Tichacek. Jego zagrywki z pewnością będą się śniły mistrzom Polski jako koszmary. Dzięki jego niesamowitym serwisom Friedrichshafen nie tylko doprowadziło do remisu, ale nawet poszło krok dalej wychodząc na jednopunktowe prowadzenie, 20:21. Takiego obrotu spraw chyba nie spodziewał się nikt z zebranych w hali Energia. W końcówce seta z dobrej strony pokazał się brazylijski środkowy Juliano Bendini i to mistrzowie Niemiec przybliżyli się do zwycięstwa w drugiej partii. I tak tez się stało, decydujący punkt zdobył Grozer, 22:25.
Bełchatowianie za wszelką cenę pragnęli odwrócić stan rzeczy, a początek trzeciego seta dawał na to spore nadzieje. Doskonale zafunkcjonował blok gospodarzy, którzy w krótkim czasie zdobyli tym właśnie elementem dwa punkty. Rywale nie pozostali dłużni i zrewanżowali się pięknym za nadobne, wychodząc na dwupunktowe prowadzenie, 6:8. Po przerwie po zwycięstwo pewnie kroczyć zaczęli triumfatorzy Ligi Mistrzów z 2007 roku. Moon wbijał klasyczne siatkarskie gwoździe, a dorównać mu starali się Georg Grozer i Idner Martins. Pojedyncze ataki w wykonaniu bełchatowian były kroplą w morzu potrzeb. Losów tego spotkania nie udało się odwrócić i mistrz Polski musiał pogodzić się z porażką w trzech setach.
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.