Liga Mistrzów | 2012-11-25 16:53:31 | Nadesłał: Anna Jabłczyk | Źrodlo: inf. własna
Zespół Trentino Volley po raz kolejny w grupowej fazie Ligi Mistrzów trafił na drużynę z Kędzierzyna. Podopieczni Radostina Stotycheva jak zawsze byli zachwyceni poziomem sportowym stoczonej rywalizacji oraz niesamowitym dopingiem kibiców. - Zawsze lubimy tutaj przyjeżdżać, bo gramy dla ludzi, którzy bardzo lubią ten sport i mają sporą wiedzę na jego temat - stwierdza z uśmiechem na ustach rozgrywający Klubowych Mistrzów Świata - Raphael.
W czwartej kolejce fazy grupowej Ligi Mistrzów na trudnym terenie rywala pokonaliście Kędzierzyńską ZAKSĘ...
Raphael Viera de Oliviera: - Zdecydowanie było to dla nas trudne spotkanie, wiedzieliśmy o tym już przed przyjazdem tutaj. Pomimo tego, że w Trento wygraliśmy 3:0, ten wynik nie odzwierciedlał prawdziwego przebiegu spotkania. Zdawaliśmy sobie sprawę, że wyjazdowy mecz będzie dla nas jeszcze trudniejszy.
W trakcie środowego spotkania Trentino Diatec stoczyło bardzo wyrównaną walkę z gospodarzem. Pierwsze set padł waszym minimalną przewagą, z kolei w następnej partii zdeklasowaliście rywala...
- O wygranej w pierwszej partii zadecydowały detale, co zawsze świadczy o wysokim poziomie rozgrywanego spotkania. Obecnie w klubowej siatkówce jest wiele bardzo dobrych zespołów i właśnie te minimalne różnice decydują często w wygranej danej drużyny. Dlatego niezwykle istotnym jest, aby cały czas być skoncentrowanym na swojej grze. W drugim secie nasi rywale był w "dołku". Nam, podobna sytuacja przydarzyła się w trzeciej partii. W ostatniej odsłonie oba zespoły wspięły się na szczyty swoich możliwości i zafundowały kibicom spore emocje. Tym właśnie charakteryzuje się siatkówka na najwyższym poziomie. Podsumowując - mecz był trudny, ale show było na najwyższym poziomie.
Co zatem było tym głównym czynnikiem, który poprowadził wasz zespół do wygranej?
- Wydaje mi się, że była to nasza zagrywka. W końcówkach setów zazwyczaj jesteśmy bardziej agresywni w polu serwisowym. Dzięki czemu naszym rywalom trudniej jest skonstruować akcję w kontrze.
Wizyta zespołu z Trento jest zawsze siatkarskim świętem w Polsce.
- Za każdym razem kiedy gramy w Polsce, jest to dla nas zawsze niesamowite doświadczenie, widzieć hale wypełnione kibicami, jest to dla nas przyjemność. Zawsze lubimy tutaj przyjeżdżać, bo gramy dla ludzi, którzy bardzo lubią ten sport i mają sporą wiedzę na ten temat. Mamy nadzieję przyjechać tutaj ponownie.
W 7. kolejce ligi włoskiej rozegraliście zacięte spotkanie przeciwko zespołowi z Maceraty, czy to właśnie ten zespół będzie waszym głównym rywalem w walce o Scudetto?
- Tak na pewno, ale w Serie A mamy też wiele innych dobrych zespołów, jakich jak np. Cuneo. Macerata jest jednak zespołem, z którym musimy najbardziej liczyć się w tym sezonie.
W tym sezonie w składzie zespołu z Cuneo pojawił się wasz był klubowy kolega - Tsvetan Sokolov. Trudno wam się było zmierzyć z byłym klubowym kolegą? (mecz Trento - Cuneo rozegrany został 4.11.2012 - przyp. red.)
- Grać przeciwko Ceco było czymś naprawdę dziwnym, ale jestem szczęśliwy, że występuje w dobrym zespole, w wyjściowej szóstce. Jak na razie bardzo dobrze spisuje się w swoim nowym klubie. Mam nadzieję, że wróci do nas w przyszłym sezonie.
Powróćmy jeszcze do początków tego sezonu - w meczu o Superpuchar ulegliście wspomnianej już Maceracie, a potem przyszła porażka zespołem z Vibo Valentii...
- Z Lube rozegraliśmy pięciosetowy mecz, z bardzo wyrównanym tie-breakiem. Potem przyszedł inauguracyjny mecz sezonu przeciwko zespołowi Tonno Callipo, w którym odnieśliśmy porażkę 1:3. Były to dla nas naprawdę ciężkie chwile.
Następnie wyruszyliście do Kataru, bronić tytułu Klubowego Mistrza Świata. Zawsze przybywaliście tam jako zwycięzcy, tym razem sytuacja wyglądała diametralnie inaczej...
- Przed wylotem do Kataru, rozmawialiśmy ze sobą wiele i stwierdziliśmy, że to nie nasza drużyna, to jak graliśmy w tamtym momencie to nie był nasz zespół, to nie my. Musieliśmy sobie przypomnieć tak naprawdę kim jesteśmy, co potrafimy, aby zmienić zaistniałą sytuację.
Czyli czwartą koronę trudniej było wam zdobyć?
- Tak, ponieważ w tegoroczny sezon zapoczątkowaliśmy stosunkowo słabo. W pierwszym meczu turnieju spotkaliśmy się z drużyną Al Ryan. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że dla nas było to kluczowe spotkanie. Walczyliśmy wtedy bardzie z sobą niż rywalem. Kiedy wygraliśmy ten mecz 3:2, każdy zawodnik z naszego zespołu wiedział, że powróciliśmy do naszej optymalnej dyspozycji.
Trentino Diatec wygrało wszystkie swoje spotkania i po raz czwarty z rzędu zdobyło klubową koronę świata, przechodząc tym samym do historii piłki siatkowej.
- Jestem tym szczęśliwcem, które dane było świętować każdy z tych tytułów. Trudno mi znaleźć słowa, które opisałyby to co wtedy czułem. Było to coś wspaniałego.
W finale zmierzyłeś się ze swoimi rodakami z Sada Cruiziro.
- Praktycznie co roku spotykaliśmy się na tej międzynarodowej imprezie z jakimś zespołem z Brazylii. Jednak dopiero w tym roku było nam dane zmierzyć się w ścisłym finale. W całym kraju było to nie lada święto sportowe. Wydaje mi się, że wszyscy byli szczęśliwi, że brazylijski zespół osiągnął taki sukces awansując do finału.
Zespół, którego bronisz barw rozegrał już wiele spotkań, na wielu arenach. Czy zawsze - niezależnie od rywali, z jakim się mierzycie - macie ten sam poziom koncentracji?
- Przed każdym rozegranym meczem, musi być ona zawsze na takim samym poziomie. Nie ma znaczenia czy grasz przeciwko pierwszemu zespołowi w tabeli, czy ostatniemu. W Serie A każdy ma szansę wygrać z każdym, outsider może pokonać lidera i to jest właśnie magia siatkówki.
W sezonie 2012/2013 w składzie Trentino Volley pojawiło się zaledwie czterech nowych zawodników. Czy jest to jednym z czynników sukcesu tej drużyny, że codziennie uczycie się siebie na nowo?
- Zdecydowanie tak. Każdego dnia poznajemy się lepiej. Wydaje mi się, że jest to jeden z czynników odróżniający nasz zespół od reszty drużyn. To, co osiągnęliśmy do tej pory zawdzięczamy temu, że każdy kolejny trening traktujemy jak nasz pierwszy. Każdego dnia staramy się poznać coś nowego. Zapominamy o tym co osiągnęliśmy, skupiamy się nad tym co przed nami.
Jakie zatem macie plany na najbliższe miesiące?
- Krok po kroku chcemy zbliżać się do wyznaczonych przez nas celów. Co się stanie potem? Zobaczymy, musimy się skupić na każdym naszym następnym meczu.
* Rozmawiała Anna Jabłczyk, PrzegladLigowy.com
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.