Liga Mistrzów | 2012-03-25 15:30:37 | Nadesłał: Magdalena Gajek | Źrodlo: plusliga.pl
Jeden z najlepszych rozgrywających ostatniej dekady. Mimo pełnej gotowości, w oczach nowego selekcjonera włoskiej kadry nie znalazł jednak uznania i nie pojechał na mistrzostwa Europy oraz Puchar Świata. Brak powołania powetował sobie sukcesem w Lidze Mistrzów, w barwach rosyjskiego Zenita Kazań. Teraz znów czeka na telefon od Mauro Berruto...
Mam wrażenie, że złoto Ligi Mistrzów z Zenitem ma dla pana wyjątkową wartość.
Valerio Vermiglio: - Faktycznie, bardzo potrzebowałem tego medalu, ale nie dlatego, żeby wzbogacić kolekcję. Rywalizacja na wysokim poziomie jest mi niezbędna do życia i teraz, gdy zostałem odsunięty od kadry narodowej, udział w Lidze Mistrzów jest dla mnie najbardziej wartościowym sportowym wydarzeniem.
Został pan odsunięty? Dlaczego?
- Nie wiem. Ja byłem gotowy do gry w narodowych barwach, ciągle jestem. Ale nowy szkoleniowiec zrezygnował z moich usług. Nie wiem dlaczego, bo nawet do mnie nie zadzwonił. Czekałem, chciałem pomóc... ale to jego decyzja i jego problem. Wciąż jestem bardzo dobrym siatkarzem, mam wiele do zaoferowania.
Wracając na grunt klubowy, zgodzi się pan ze mną, że najważniejszym meczem w drodze po złoto Ligi Mistrzów był półfinał z Trentino Volley?
- Bezwzględnie. Pokonaliśmy drużynę, która od trzech lat niepodzielnie rządziła w klubowej siatkówce, wygrywała najważniejsze zawody, w pięknym stylu na dodatek. Nastawialiśmy się na tę rywalizację szczególnie i szczerze mówiąc, po pokonaniu Trento zeszło z nas trochę powietrze. Jednak mimo to, w finale byliśmy bardzo zestresowani i być może dlatego był to tak ciężki pojedynek.
Skąd ten stres? Pokonaliście wielkie Trento, awansowaliście do finału najważniejszego z europejskich pucharów.
- Gdybyśmy przegrali z włoską ekipą, nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego - to najlepszy zespół świata i porażka z nimi nie przyniosłaby wstydu. Przegrana ze Skrą w Rosji nie byłaby tak łatwo wybaczona. Oczywiście, Skra zagrała bardzo dobrze, a polscy kibice zrobili wszystko, by pomóc swojej drużynie, ale to nie Bełchatów był faworytem turnieju finałowego. Po pokonaniu Trentino po prostu musieliśmy wygrać Ligę Mistrzów.
Rozgrywający Trento Raphael powiedział mi, że zaskoczył ich brak Priddy'ego w składzie. To była przemyślana zagrywka taktyczna?
- Pewnie powinienem powiedzieć, że tak... Ale nie, to był wybór trenera wynikający wyłącznie z dyspozycji dnia. W finale Siwożelez grał gorzej i do szóstki wrócił Priddy. Jesteśmy kolektywem, uzupełniamy się wzajemnie - na tym polega cała siła Zenita.
Rosjanie pojęli wreszcie, że tylko zespołową grą, nie indywidualnymi predyspozycjami można osiągnąć sukces? Od kilku lat widać wyraźną zmianę w sposobie gry tak klubowych drużyn, jak i reprezentacji.
- Jestem Włochem, a właściwie Sycylijczykiem. To oznacza, że cechuje mnie wyjątkowa cierpliwość w dążeniu do celu i ogromne serce wkładane we wszystko, co robię. Oczywiście, także gorąca krew, która czasem nawet się gotuje, ale w efekcie końcowym daje więcej zysków, niż strat. Dwaj obecni gracze Zenita, Bierieżko i Wołkow poprzedni sezon spędzili w Italii. Mieli okazję zobaczyć jak gra się sercem i poświęceniem, co to jest prawdziwa miłość do siatkówki. Teraz, całą trójką próbujemy zaszczepić włoskie podejście u chłodnych Rosjan. U nas to działa nieźle, o innych zespołach nie chciałbym się wypowiadać.
*rozmawiała Ilona Kobus, więcej na plusliga.pl
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.