Liga Mistrzów | 2012-03-19 17:49:12 | Nadesłał: Katarzyna Tybor | Źrodlo: plusliga.pl
- Na tym polega piękno sportu, że bycie mistrzem nie jest dane dożywotnio - stwierdził rozgrywający Trentino Volley Raphael, podsumowując udział swojej drużyny w łódzkim Final Four Ligi Mistrzów. Włosi zajęli w nim trzecią lokatę.
Trzecie miejsce i tylko brązowy medal - nie takie były oczekiwania Trentino przed łódzkim Final Four.
Raphael: Cieszę się z brązowego medalu, bo krążka takiego koloru jeszcze nie mam w kolekcji. No i zawsze lepiej jest zakończyć turniej zwycięstwem. A całkiem serio, w meczu o trzecie miejsce byliśmy już "normalnym" Trentino, bo to, co zagraliśmy w półfinale nie było naszą normalna grą. Nawet nie potrafię określić jak czułem się po porażce z Kazaniem. Wciąż nie mogę zrozumieć co się z nami stało. Wieczorem długo rozmawialiśmy ze sobą, próbując znaleźć jakieś wytłumaczenie.
Do jakich wniosków doszliście?
- Nie zagraliśmy jak drużyna, każdy próbował zrobić coś indywidualnie, na własną rękę odmienić losy meczu. Naszą siłą jest zespołowość i jeśli o tym zapominamy, dzieje się tak, ja w minioną sobotę. Rosjanie za to zagrali bardzo dobry mecz, lepszy niż my. I taka jest prawda - przegraliśmy, bo zagraliśmy słabo. W starciu o trzecią lokatę wróciła nasz gra zespołowa i to cieszy mnie najbardziej.
Porażka w Final Four zmieni w jakiś sposób wasze nastawienie do dalszej części sezonu? Bardziej zmobilizuje?
- Przed sezonem wytyczyliśmy sobie cztery cele. Dwa z nich osiągnęliśmy, na jednym polu polegliśmy. Teraz skupimy się wyłącznie na play off-ach w Serie A1 i postaramy się wygrać scudetto. Mamy na to ogromną szansę.
Wie pan, że od kilku lat w włoskiej ekstraklasie funkcjonuje taka prawidłowość, iż kto wygrywa puchar, ten nie wygrywa scudetto?
- To przesąd i takiej wersji się trzymajmy. Ale oczywiście, wiem że kilka razy tak się zdarzyło i mam nadzieje, że w tym roku przełamiemy tę niewytłumaczalną zasadę.
Łatwo nie będzie. W trwającym sezonie Trento ma znacznie więcej problemów z pokonywaniem rywali, niż we wcześniejszych.
- Odkąd jestem zawodnikiem Trentino, każdy kolejny sezon jest trudniejszy, a na zwycięstwa i sukcesy trzeba pracować coraz ciężej. Od kilku lat gramy w lidze, pucharach europejskich i Klubowych Mistrzostwach Świata - mamy prawo być zmęczeni, czasem się potknąć, nie jesteśmy robotami. Jeśli ktoś myśli, że coś w drużynie jest nie tak, myli się. Wszyscy chcą nam dorównać, wzmacniają się, jak choćby Skra Bełchatów czy Zenit Kazań. To są zespoły o bardzo podobnym do nas potencjale, grają równie dobrą siatkówkę i normalne jest, że czasami to my schodzimy z boiska pokonani. Na tym polega piękno sportu, że bycie mistrzem nie jest dane dożywotnio.
Sobą nawzajem nie jesteście jeszcze zmęczeni?
- Nie mamy na to czasu. Wciąż stajemy przed nowymi wyzwaniami, mamy nowe obowiązki. Ciągła presja na wygrywanie, na bycie najlepszym dodatkowo stymuluje nas do działania i jednocześnie mobilizuje. Wymaga się od nas wygrywania medali, najlepiej tylko złotych - to też stanowi mocny bodziec. Poza tym, co roku dochodzi do drużyny jakaś "świeża krew", dając nowy impuls.
* rozmawiała Ilona Kobus, więcej w serwisie plusliga.pl
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.