Liga Mistrzów | 2012-02-02 14:42:29 | Nadesłał: Magdalena Gajek | Źrodlo: zaksa.pl
Kontuzja Pawła Zagumnego, na kilka minut przed rozpoczęciem meczu z Arkasem Izmir, spowodowała, ze na pozycji rozgrywającego w szeregach ZAKSY wystąpił Grzegorz Pilarz. - Trafiliśmy na rywala, który jest w naszym zasięgu i chcemy z nim wygrać. Mimo osłabienia w pierwszym meczu była na to szansa - powiedział rozgrywający ZAKSY po wczorajszym spotkaniu.
Czy tak osłabiona ZAKSA jest w stanie przejść Arkas Izmir i awansować do kolejnej rundy Ligi Mistrzów?
Grzegorz Pilarz: - Nie oszukujmy się. Trafiliśmy na rywala, który jest w naszym zasięgu i chcemy z nim wygrać. Mimo osłabienia w pierwszym meczu była na to szansa. W dwóch setach wynik mógł być zupełnie inny.
Jak czuje się zawodnik, który na kilka minut przed tak ważnym meczem dowiaduje się, że musi wyjść na parkiet i zastąpić kolegę w zespole?
- Jestem przyzwyczajony do takich sytuacji. W zespole jestem od tego, żeby ciężko trenować i być gotowym w każdej chwili wyjść na boisko. Robiłem, co mogłem. Na pewno nie była to komfortowa sytuacja, tak dla mnie, jak i całego zespołu. W trudnej sytuacji staraliśmy się grać jak najlepiej.
Przyjęcie nie było waszą mocną stroną. Trochę nabiegałeś się na boisku. Gra środkiem prawie nie funkcjonowała.
- Arkas to doświadczona drużyna. Wiedzieli, że Dominik nie jest środkowym, dlatego nie skakali do niego. Za to Wojtek był bardzo dobrze pilnowany i nie mogliśmy za dużo pograć. Na dodatek musieliśmy uciekać w bloku od Agameza, przez którego bardzo ciężko się grało. Dlatego dużego wyboru na rozegraniu nie było. Niestety przez to musieliśmy grać prostą siatkówkę.
W końcówce pierwszego seta, gdyby sędzia gwizdnął tak, jak to wszyscy widzieli, a nie na korzyść Turków, to wynik mógłby być inny?
- Sędziowie powinni dostać burę. Na takim poziomie, podobne sytuacje nie mogą mieć miejsca. Szczególnie w pierwszym i czwartym secie, gdy gra toczy się na przewagi. W pierwszej odsłonie powinniśmy być źli na siebie, że straciliśmy przewagę. Sami podaliśmy rękę rywalowi. Subasi zaczął bardzo mocno zagrywać i sam odrobił straty. Gdyby nie to, to nie byłoby nerwowej końcówki. Szczególnie nie mogę przeboleć czwartej partii, w której arbiter odgwizduje mi siatkę, w sytuacji, gdy ja byłem pół metra od niej. Nie wiem, o co chodzi. A była szansa, bo odrobiliśmy czteropunktowe prowadzenie Arkasu. Mieliśmy dobre ustawienie. Dominik mocno zagrywał. Ogromna szkoda. Zabrakło tak niewiele.
* rozmawiał Grzegorz Łabaj (zaksa.pl)
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.