Liga Mistrzów | 2012-01-12 16:55:10 | Nadesłał: Sylwia Kuś-Vega | Źrodlo: inf. własna
Mimo porażki z ZAKSĄ, z uśmiechem na ustach opuszczał kędzierzyńską halę Francesc Llenas, libero CAI Teruel. Jakie zdanie wyrobił sobie na temat polskich zespołów po dwóch konfrontacjach z Kędzierzynem? - Polska liga to jedna z trzech najsilniejszych lig, zaraz obok włoskiej i rosyjskiej - podkreśla "Cesc".
Szybkie 3:0 "zaserwowali" wam rywale z ZAKSY. Jak w twoich oczach wyglądało to wtorkowe spotkanie w Kędzierzynie?
Francesc Llenas: - W pierwszym secie mieliśmy mnóstwo problemów z przyjęciem. Taki a nie inny poziom tego elementu nie pozwolił nam grać "naszej" siatkówki. W drugim secie pokazaliśmy się z innej strony - jako drużyna, która potrafi grać, potrafi walczyć, bronić piłki, "szarpie" się o każdą jedną, sporo ich przy tym "wyciągając". Do wygranej w tej partii zabrakło nam bardzo niewiele. W trzecim secie od początku nie mogliśmy nadążyć znów za rytmem gry rywali, co zakończyło się dla nas źle...
O ile druga partia faktycznie była wyrównana, o tyle w pierwszej i trzeciej, kompletnie nie byliście w stanie nawiązać walki, dlaczego?
- W partii numer jeden, naprawdę - nie było takiej opcji. Wspomniane bardzo słabe przyjęcie nie pozwalało nam na podjęcie jakiejkolwiek walki. A co stało się w trzecim secie? Szczerze mówiąc, nie potrafię odpowiedzieć na pytanie. Być może kiedy zauważyliśmy, że nam uciekają, że różnica punktowa na tablicy wyników staje się coraz większa, że nie ma już szans na tak wyrównaną grę, jak w drugim secie - podcięło nam to skrzydła.
Za wami dwa spotkania z ZAKSĄ, oba zakończone porażką. Jak grało wam się przed kędzierzyńską widownią i w którym z tych spotkań, w twoim odczuciu, było wam dalej do wygranej?
- Bez wątpienia, trudniej grało nam się w Kędzierzynie. Rywale, praktycznie już od pierwszych piłek, pokazali w tym meczu wysoki poziom. A co do publiczności - czuć było, że w Kędzierzynie jest dobry klimat do gry w siatkówkę. W Hiszpanii, na mecze nie przychodzi aż tylu kibiców. Największym zainteresowaniem cieszą się spotkania z udziałem naszej drużyny - CAI Teruel i drużyny naszych rywali - Unicaja Almería.
Właśnie w Unicaja Almería spędziłeś swój ostatni sezon. Co skłoniło cię do powrotu do Teruel? "Powrotu", bo grałeś już w CAI i to nie jeden sezon...
- Tak, grałem już w CAI, występowałem w jego barwach dokładnie przez trzy lata (2007-2010 - przypis red.). Na moją decyzję o powrocie do Teruel miało wpływ wiele czynników, m.in. kwestie rodzinne, mam tu bliskich, znajomych... Nie ukrywam też, że chciałem spróbować swoich sił w rozgrywkach Ligi Mistrzów. To bardzo fajna sprawa. W tym roku akurat złożyło się tak, że trafiła nam się bardzo trudna grupa.
Jakie różnice dostrzegasz między ligą polską a hiszpańską?
- My, w Superlidze mamy tak naprawdę tylko trzy, cztery zespoły, które mają szansę funkcjonować w profesjonalny sposób, trenować w warunkach, w jakich powinny odbywać się te treningi. Panuje kryzys, również w siatkówce, co niestety widać... A jeśli chodzi o moje zdanie na temat polskiej ligi - według mnie, to jedna z trzech najsilniejszych lig, zaraz obok włoskiej i rosyjskiej. Można powiedzieć, że PlusLiga to... "inny świat".
A jakie różnice wskazałbyś dla odmiany między reprezentacją Polski a reprezentacją Hiszpanii?
- Kadra Polski to poniekąd przeciwieństwo kadry Hiszpanii. Nie dysponujemy tak wysokimi zawodnikami, jesteśmy zespołem niższym, to raz. A dwa - wysoki poziom PlusLigi wpływa na polską reprezentację. U nas, tej korzystnej zależności nie ma. Trzon drużyny stanowią zawodnicy, którzy występują poza granicą Hiszpanii. Przy obecnym poziomie Superligi, nasza reprezentacja opiera się zdecydowanie na nich.
Jak oceniasz skład CAI Teruel na sezon 2011/2012? Do zespołu dołączyło wiele nowych twarzy - jak choćby José Miguel Sugrañes, Manuel Parres, Renato Hermely czy Matt Webber...
- Mamy praktycznie całkowicie nowy skład - i to normalne, przed każdym sezonem w Teruel dochodzi do tak radykalnych zmian. Ciężko jest zachować ten sam skład. Z zawodników, których nie ma już w CAI po sezonie 2010/2011 wymienić można chociażby Guillermo Hernana. Kiedy rozmawiamy ze sobą, nie ukrywa, że cieszy się, że zasilił w tym roku Olsztyn, podkreśla także często, że PlusLiga to bardzo mocna liga.
Siódmego stycznia, w meczu 10. kolejki Superligi przyszło wam zmierzyć się z Vigo. W jego szeregach występuje znany także doskonale w Polsce zawodnik...
- Tak, gra tam Enrique de la Fuente. Vigo to akurat klub, który znajduje się w trudnej sytuacji ekonomicznej. Mimo, że dysponują tam dobrymi zawodnikami, nie zmienia to faktu, że istnieje spora różnica w grze drużyn z czuba tabeli z tymi, które znajdują się w jej dolnych rejonach (Vigo jest siódme, CAI - drugi w tabeli - przypis red.). W meczu, który odbył się na terenie przeciwnika, w hali Vigo, pewnie zainkasowaliśmy trzy punkty.
* Rozmawiała Sylwia Kuś - przegladligowy.com
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.