Liga Mistrzów | 2010-01-15 10:19:22 | Nadesłał: Sylwia Kuś-Vega | Źrodlo: inf. własna
- Wiadomo, ciężko gra się pod presją, na szczęście kiedy kibice pomagają tak bardzo, jak podczas starcia z Piacenzą, kiedy tworzą tak kapitalne widowisko, kiedy są z nami, ta presja gdzieś znika. Myślę, że bez ich wsparcia byśmy tego meczu nie wygrali. - stwierdził przyjmujący ekipy Jastrzębskiego Węgla, Sebastian Pęcherz.
Tak jak można się było spodziewać, tak faktycznie - wielkie emocje towarzyszyły rozegranemu w ostatnią środę pojedynkowi siatkarzy Jastrzębskiego Węgla przeciwko jednej z ikon Serie A - Coprze Piacenzy. Pojedynkowi dodajmy, w którym zdecydowanym faworytem była ekipa trenera Angelo Lorenzettiego, jednak to nie ona zeszła tego dnia z parkietu w glorii zwycięstwa. Co ciekawe, o ile w wygraną Węgla w konfrontacji z faworyzowaną drużyną z Włoch, wątpili nawet najbardziej zagorzali kibice Jastrzębia, o tyle o wynik tego spotkania wyjątkowo spokojny był.. przyjmujący ekipy gospodarzy, Sebastian Pęcherz. - Szczerze mówiąc, taki właśnie rezultat, trzy do dwóch dla nas, przed tym meczem obstawiałem. Nie wiem jak to się dzieje, to pewnie fart, ale od czterech spotkań ani razu nie pomyliłem się typując wyniki naszych spotkań. - zdradza z uśmiechem Pęcherz, który choć nie rozpoczął tego spotkania w podstawowym składzie, dołożył do zwycięstwa JW, rzec by można nawet nie cegiełkę, a wręcz sporą cegłę, kończąc bardzo istotne piłki.
Jak powszechnie wiadomo, spotkanie z Piacenzą, po trzech przykrych porażkach i zaledwie jednym zwycięstwie - u siebie nad Friedrichshafen, było dla Jastrzębia kolejnym meczem z gatunku tych o "być albo nie być". Jak podkreśla Pęcherz, kluczem do pokonania rywali było zaangażowanie, włożone w to spotkanie przez całą drużynę JW oraz fakt udźwignięcia presji, jaką obarczony był ten pojedynek (przegrana oznaczałaby definitywne pożegnanie się z marzeniami o awansie do dalszej fazy rozgrywek). - Walczyliśmy w tym meczu od początku do samego końca. Graliśmy konsekwentnie i na szczęście, opłaciło się.. Co tu dużo mówić, żeby liczyć się dalszej walce, w walce o wyjście z grupy musieliśmy wygrać to spotkanie, taki był cel. Wiadomo, ciężko gra się pod presją, na szczęście kiedy kibice pomagają tak bardzo, jak podczas starcia z Piacenzą, kiedy tworzą tak kapitalne widowisko, kiedy są z nami, ta presja gdzieś znika. Myślę, że bez ich wsparcia byśmy tego meczu nie wygrali. - twierdzi Sebastian, dziękując za okazaną jego drużynie pomoc.
Doping dopingiem, rzeczywiście, jastrzębscy kibice tradycyjnie nie zawiedli, jednak nie mniejszy wpływ na bojową postawę siatkarzy Węgla w konfrontacji z włoską Piacenzą miał bez wątpienia wspomniany już wcześniej, zwycięski pojedynek z VfB Friedrichshafen. To właśnie dzięki temu spotkaniu, (wygranemu zresztą identycznie jak z Coprą, dopiero po pięciu setach emocjonującej walki), w jastrzębianach rozbudził się apetyt na kolejne zwycięstwa. Apetyt, którego poskromić nie byli w stanie nawet sami mistrzowie Włoch. - Nie da się ukryć, że po wygranej z Friedrichshafen nabraliśmy wiatru w żagle, który tak bardzo pomógł nam w starciu z Piacenzą. - przyznaje bez ogródek Pęcherz - Włosi to zespół bardzo utytułowany. Oni mecze "o wszystko" grają dwa razy w tygodniu - my nie.. Generalnie poziom naszej ligi nie jest jeszcze tak wyrównany jak w Italii, dlatego też spotkania rozgrywane w ramach Ligi Mistrzów to dla nas taka "szkoła życia". Każdy z nas chce wnieść coś na boisko, każdy chce się wykazać. - wyjaśnia Sebastian.
Tym razem szansę na "wykazanie się" - i to w pełnym wymiarze czasowym, otrzymał sprowadzony na ten sezon do Polski z greckiego Finikasu Syros, Brazylijczyk Pedro Azenha, nominalnie drugi atakujący Jastrzębia. W meczu przeciwko Coprze, Pedro pojawił się w miejsce zmagającego się z kontuzją mięśni brzucha, Igora Yudina. Przypomnijmy - 22-letniego Australijczyka z powodu tego samego urazu zabrakło już w tym roku w rozgrywanym w Ostródzie, rewanżowym pojedynku o półfinał Pucharu Polski, w którym to rywalem jastrzębian była ekipa AZSu UWM Olsztyn (co warto podkreślić, było to jedno z czterech zwycięstw, jakie w samym styczniu zdążyli odnieść już siatkarze z Jastrzębia). - No niestety, Igorowi odnowiła się kontuzja, ale to tylko mikrouraz, więc myślę, że od przyszłego tygodnia będzie już gotowy do gry. Igor to bez wątpienia jeden z naszych ważniejszych zawodników, a poza tym, moim zdaniem, jeden z najbardziej utalentowanych atakujących na świecie. - przyznaje nie owijając w bawełnę, Pęcherz.
Jak wszystko na to wskazuje, bez Yudina zatem, a z Pedro Azenhą w podstawowej szóstce wyjdą jastrzębianie na swój sobotni mecz, w którym po emocjach związanych z meczem z Piacenzą, dla odmiany niejako, bo w ramach plusligowych rozgrywek zmierzą się z dziewiątym aktualnie w tabeli, Jadarem Radom. Pęcherz, który związany był z tym klubem w latach 2005-2008, nie ukrywa, że choć Radom - jako miasto, wciąż jest mu bliskie i zawsze już będzie, bo urodził się tam jego syn, Nikodem, na jakiekolwiek sentymenty, czy też taryfę ulgową z jego strony, rywale nie mają absolutnie co liczyć.. - Na pewno będzie to dla mnie przeciwnik jak każdy inny. Trzeba po prostu wygrać to spotkanie, najlepiej w trzech setach, bo pamiętajmy, że czeka nas ciężki mecz w Atenach z Panathinaikosem. No cóż, mam nadzieję, że z Jadarem pójdzie nam tam tyle szybko, że nasi podstawowi zawodnicy będą mogli odpocząć i starczy im czasu, żeby zregenerować się na pojedynek, jaki przed nami już wkrótce w Grecji. - kończy z nadzieją w głosie przyjmujący Jastrzębskiego Węgla.
* Rozmawiała i opracowała Sylwia Kuś - przegladligowy.com
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.