Challenge Cup | 2012-03-28 12:54:42 | Nadesłał: Magdalena Gajek | Źrodlo: pzps.pl
W pierwszym meczu Tytan AZS Częstochowa pokonał w Arenie Ursynów AZS Politechnikę Warszawską, rewanż w sobotę w Częstochowie. Mimo porażki w pierwszym meczu finałowym Pucharu Challenge Wojciech Żaliński wierzy, że rywalizacja nie jest jeszcze rozstrzygnięta. - Częstochowa na pewno nie grała tak świetnie, żeby nas zmiażdżyć. Chyba sami byliśmy dla siebie największym przeciwnikiem - twierdzi przyjmujący "Inżynierów".
Czy AZS Częstochowa czymś was zaskoczył w tym pierwszym meczu finałowym?
Wojciech Żaliński: - Nie. Rywale grali to co mieli grać, z tym, że robili to dobrze. My nie potrafiliśmy się im przeciwstawić.
Losy większości setów rozstrzygały się dopiero w ostatnich akcjach. Czego wam zabrakło w końcówkach pierwszej i trzeciej partii?
- Nie wiem. Wydaje mi się, że słabo graliśmy w ataku. Nie wykorzystywaliśmy swoich okazji do wyprowadzania skutecznych kontr. Zawsze czegoś tam brakowało.
Co więc w największym stopniu zadecydowało o takim, a nie innym wyniku końcowym?
- Trudno powiedzieć. Te pierwsze sety były wyrównane. Może poza trzecim, kiedy Miki (Paweł Mikołajczak – przyp.red.) szalał na zagrywce, i doszliśmy Częstochową, co w pewnym momencie wydawało się niemożliwe. Ale właśnie te wcześniejsze dwa sety były grane na przewagi czyli jedna piłka, jeden atak, obrona, blok czy zagrywka mogły zadecydować o zwycięstwie. Ostatecznie jednak przegraliśmy. Trudno. My jednak nie zwieszamy głów, aż tak nisko, jak może to teraz wyglądać. Mamy przed sobą drugi mecz i wszystko może się jeszcze zdarzyć.
Tak jak powiedziałeś, początek meczu był zacięty i wyrównany. W trzecim secie rywale wam jednak odjechali. Co się stało?
- Naprawdę nie wiem. Ciężko powiedzieć. Pojawiły się jakieś problemy w naszej grze. Częstochowa na pewno nie grała tak świetnie, żeby nas zmiażdżyć. Chyba sami byliśmy dla siebie największym przeciwnikiem.
Końcówka tego feralnego seta to z kolei niesamowita pogoń i wspaniała seria Pawła Mikołajczaka. Ostatecznie jednak nie udało się wygrać tej partii, choć było naprawdę blisko. Czy to mógł być kluczowy moment tego spotkania?
- Można przyjąć, że był to gwóźdź do naszej trumny. Jak się tyle goni i ostatecznie się nie dogania to morale siada. W czwartym secie podjęliśmy jeszcze walkę, ale na pewno nie wyglądało to tak jak byśmy sobie tego życzyli.
Jak ogólnie oceniasz grę w Pucharze Challenge? Kojarzyć będzie Ci się raczej z trudami wyjazdów i nieregularnymi treningami czy to jednak przede wszystkim cenne doświadczenie, które powinno procentować w przyszłości?
- Myślę, że na podsumowanie jest trochę za wcześnie, bo mamy do rozegrania jeszcze jeden mecz w Częstochowie. Dla naszego zespołu to jest jednak dodatkowa motywacja i utrzymanie przy życiu.
* rozmawiał Marcin Olczyk, więcej na pzps.pl
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.