Najnowsze newsy

Siatkówka » Europejskie puchary » Challenge Cup

Challenge Cup | 2012-02-06 17:35:40 | Nadesłał: Sylwia Kuś-Vega | Źrodlo: inf. własna

Axel Mondi: W Polsce oddycha się siatkówką

Fot.: Sylwia Kuś

- W Hiszpanii publiczność gromadzi się głównie przy okazji meczów "na szczycie", finałów ligi, pucharów. W Polsce każdy mecz jest ważny - zauważa Axel Mondi, trener zespołu Unicaja Almería, która już w środę ponownie zmierzy się z częstochowskimi akademikami. W pierwszym meczu 1/8 Challenge Cup stosunkiem 3:1 zwyciężyli podopieczni Marka Kardosa.

Drugiego lutego, w hali Polonia przyszło wam zmierzyć się z częstochowskim AZS-em. Hala ta przywołała zapewne wiele wspomnień?

Axel Mondi: - To prawda, przywołała bardzo dużo wspomnień. Graliśmy tam już wcześniej - w sezonie 1997/1998, który był dla naszej drużyny, rzekłbym, rokiem historycznym, trudnym do powtórzenia. Mieliśmy bardzo mocną ekipę, graliśmy bardzo dobrze, co przełożyło się na nasz awans do Final Four. Mecz z Częstochową był jednym z kluczowych na drodze do tego Final Four, w którym ostatecznie zajęliśmy drugie miejsce, sięgając tym samym po wicemistrzostwo Pucharu Europy. Pamiętam, że tamtemu spotkaniu w Częstochowie towarzyszyły wielkie emocje. Ówczesnym trenerem Częstochowy był wspaniały polski siatkarz, rozgrywający reprezentacji Polski - Stanisław Gościniak. Pamiętałem go doskonale z jego występów w kadrze, był dla mnie, można powiedzieć, idolem. Możliwość skonfrontowania się mojej drużyny z jego drużyną, było to coś naprawdę wyjątkowego. To wspomnienie jest dla mnie ciągle żywe.

W tym roku z Częstochową, w zeszłym walczyliście z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle. Jak gra się pana podopiecznym przeciwko polskim drużynom?

- Polska liga jest bardzo rozwinięta, bardzo mocna, polskie drużyny prezentują bardzo wysoki poziom. W zeszłym roku faktycznie - walczyliśmy przeciwko ZAKSIE Kędzierzyn-Koźle (w ćwierćfinałach Pucharu CEV - przypis red.). U siebie wygraliśmy z nią 3:2, w rewanżu, w Kędzierzynie ulegliśmy 0:3. ZAKSA to wielka drużyna. W tym roku grała ona przeciwko innemu hiszpańskiemu zespołowi - przeciwko Teruel. W dwumeczu z drużyną z Teruel, kędzierzynianie dwukrotnie okazali się lepsi. W związku z powyższym, wnioski nasuwają się oczywiste - liga polska jest silniejsza od ligi hiszpańskiej.

Jakie różnice dostrzega pan pomiędzy obiema ligami?

- Siatkówka cieszy się w Polsce wielką popularnością. Kibice tworzą na meczach prawdziwe "show". Wydaje mi się, że siatkówka to w Polsce sport numer jeden, że to kwestia tradycji. W Polsce oddycha się siatkówką. W Hiszpanii publiczność gromadzi się głównie przy okazji meczów "na szczycie", finałów ligi, pucharów. W Polsce każdy mecz jest ważny. Generalnie, z roku na roku, poziom polskiej siatkówki jest coraz wyższy. Poziom reprezentacji Polski to naprawdę bardzo wysoka półka. To młoda drużyna, zespół o wielkich możliwościach, tworzy się nowa generacja zawodników. O przyszłość polskiej siatkówki można być spokojnym. W Hiszpanii, większość zawodników występujących w naszej reprezentacji, gra poza krajem. W Polsce przeciwnie, zawodnicy ligowi stanowią o kadrze.

Unicaja Almería to klub z pięknymi tradycjami. Po jakie trofea sięgnęliście od początku istnienia klubu?

- Sięgnęliśmy po 8 tytułów mistrza Superligi, 6 Super Pucharów i 8 Pucharów Króla Hiszpanii. Jesteśmy bardzo dumni z tych sukcesów. Przez wszystkie lata istnienia klubu "przewinęło" się przez niego mnóstwo ludzi, mnóstwo zawodników. Nie da się ukryć, że ciężko jest zachować skład. Zawodnicy dojrzewają, rozwijają się i opuszczają nas, wybierając inne ligi. Dzieje się tak z dwóch powodów - powodów ekonomicznych, a także pragnienia sprawdzenia się w nowych warunkach, gdzie gra się na wyższym poziomie. Stąd decyzje o wyborze ligi francuskiej, włoskiej, czy też ligi polskiej...

Styl gry zespołów zależy przede wszystkim od rozgrywających. A ci, w ostatnich latach w Almerii często się zmieniali...

- W poprzednich latach występował u nas kanadyjski rozgrywający (Joshua Howatson - przypis red.), który przeniósł się do Francji. Na jego miejsce sprowadziliśmy Holendra - Nico Freriksa. Byliśmy z niego bardzo zadowoleni. Choć początkowo było mu nieco trudno przyzwyczaić się naszej do dynamiki gry, z czasem radził sobie coraz lepiej, sezon zakończył bardzo dobrze, odnalazł się w naszej filozofii klubu. Pokazał naprawdę kawał dobrej siatkówki, mogliśmy na niego liczyć. W tym roku pierwszym rozgrywającym jest chłopak "stąd", z Almerii, Victor Viciana. Sezon 2010/2011 spędził w klubie z Saragossy.

Do niedawna, w ekipie waszych ligowych rywali - Teruel, występował Guillermo Hernán, dziś siatkarz AZS-u Olsztyn. Nie chcieliście pozyskać go do siebie?

- Guillermo to wielki rozgrywający. Zeszły sezon miał niezwykle udany, błyszczał w barwach Teruel. Szybkość gry, pomysł na rozdzielanie piłek - to wszystko, miało prawo się podobać. Co ważne, potrafił wydobyć z każdego z zawodników jego maksimum. W trakcie jego pobytu w Teruel wyróżniony został wieloma nagrodami... Nie ukrywam, że bardzo chcieliśmy, aby dołączył do nas, proponowaliśmy mu to, ale zdecydował się na mocniejszą ligę. Z Guillermo jestem w kontakcie, widziałem materiały video z udziałem AZS-u Olsztyn. Z tego, co zaobserwowałem nie może tam grać tak szybko, jak chciałby, jak potrafi. Wydaje mi się, że nie może "bawić" się grą, tak jak "bawił" się nią w Hiszpanii. To człowiek o dużej fantazji w grze, bardzo kreatywny, co nie do końca ma szansę zaprezentować.

Od lat pracuje pan w Almerii, choć urodził się pan w... Buenos Aires.

- Tak, jestem Argentyńczykiem, ale posiadam też hiszpańskie obywatelsko. Cała moja przygoda z siatkówką rozpoczęła się właśnie w Argentynie, natomiast od dwudziestu lat pracuje w Hiszpanii. Mieszka tu ze mną rodzina, bardzo łatwo zaadaptowaliśmy się do życia tutaj. Andalucía to ziemia bardzo otwarta na nowoprzybyłych, ziemia pełna pasji. Dobrze żyje się w miejscu, które pobudza twoją duszę - Andalucía, taka właśnie jest. Pierwszym zespołem, z jakim pracowałem w Hiszpanii jako pierwszy trener była Malaga, jednak niestabilna sytuacja tego klubu, skłoniła mnie do powrotu do Argentyny, po trzech miesiącach. W kolejnym roku rozpocząłem pracę jako drugi trener Almerii...

Pana praca w Almerii, z tego co wiem, dzieli się na kilka "etapów"?

- W Almerii spędziłem siedem lat, by przenieść się do Huelvy, a następnie powrócić do pracy w Maladze - był to już wtedy znacznie bardziej rozbudowany klub. W Almerii pojawiłem się znów w roku 2003, z tym, że nie jako trener zespołu, ale jako dyrektor sportowy klubu. Drużynę prowadził wówczas aktualny trener reprezentacji Hiszpanii - Fernando Muñoz. W połowie sezonu prezes zwrócił się do mnie z propozycją objęcia stanowiska pierwszego trenera. Po tym, jak wygraliśmy ligę, w kolejnym sezonie powróciłem znów na fotel dyrektora sportowego. Miałem ambicje, by klub posiadał szeroko rozwinięte sekcje - nie tylko tę w Superlidze. Był to bardzo ambitny, długoterminowy plan. Kiedy nadszedł kryzys ekonomiczny, musieliśmy plan ten niestety nieco zweryfikować.

W międzyczasie Unicaja Almería sięgnęła po zagranicznych szkoleniowców, m.in. po trenera z Włoch...

- Tak, był nim Piero Molducci, pracował u nas przez rok, ja byłem znów dyrektorem sportowym. Kiedy zdecydował się na powrót do Włoch, zatrudniliśmy Oscara Novillo, aktualnego trenera Teruel, pracował tu dwa lata. Kolejnym trenerem Almerii był Holender, następnym Brazylijczyk. Ten drugi pełnił swoją rolę tylko przez pół sezonu - nie odnalazł się w naszej filozofii, trudno było mu przekazać swoją wiedzy naszym zawodnikom. Koncentrował się stronie fizycznej, nasi zawodnicy chcieli bardziej koncentrować się na taktyce. Drugim trenerem był wówczas Carlos Carreño, były zawodnik klubu. To on przejął wtedy stery Almerii, obejmując stanowisko pierwszego trenera. Był to dla nas dobry rok, w kolejnym kontynuował swoją pracę, ja pomagałem mu wyłącznie przy Pucharze Króla Hiszpanii, który organizowany był u nas, w Almerii. Byłem na ten czas jego asystentem, drugim trenerem... Teraz, drugi sezon, pracuję znów jako pierwszy trener.

Unicaja Almería z sezonu 2010/2011 i z sezonu 2011/2012 to - zgodzi się pan zapewne - dwa inne zespoły?

- Zmienił się przede wszystkim podstawowy rozgrywający, co poniosło za sobą zmianę struktury zespołu. Postanowiliśmy postawić na młodych, przyszłościowych zawodników. Chcieliśmy dać im szansę spróbowania swoich sił w pierwszym składzie. Ignacio Sánchez, Toni Llabrés, Jorge Almansa, Carlos Baos, Wenezuelczyk Jesús Chourio - wszyscy rocznik 1991 i Borja Ruiz - rocznik 1992, to - jak to mawiam - przyszłość Almerii. Jesús, to podobnie jak nasz przyjmujący - Jeffrey Menzel, diament do oszlifowania. W składzie mamy też Ibana Pereza, wielokrotnego reprezentanta kraju, zawodnika szalenie doświadczonego. Odpowiedzialność za zespół spoczywa właśnie na nim. Tak, jak Barcelona ma swojego Leo Messiego, tak my w Almerii mamy swojego Ibana Pereza (uśmiech).

Pod koniec stycznia w Teruel odbył się XXXVII Puchar Króla Hiszpanii. Jak wspomina pan ten turniej w waszym wykonaniu?

- W ćwierćfinale zmierzyliśmy się z UBE L'Illa Grau, wygraliśmy 3:0. W półfinale przyszło nam skonfrontować się z niekwestionowanym faworytem, gospodarzem tegorocznego Pucharu Króla Hiszpanii - siatkarzami Teruel. Doskonale wiedzieliśmy co to znaczy grać przeciwko Teruel w... Teruel. Gra się tam bardzo trudno, czuje się ciśnienie. Rywale, swoimi obronami i kontratakami, nakreślali między nami różnicę. Zagrali przeciwko nam bardzo, bardzo solidnie, my z kolei... nie zagraliśmy rewelacyjnie. Na taki obraz gry, wpłynęła na pewno presja hali, ponadto mieliśmy problemy kadrowe, nie wszyscy zawodnicy mogli grać na swoje sto procent. Jeffrey Menzel cały tydzień zmagał się z grypą żołądkową, przeziębienie "dorwało" naszego podstawowego rozgrywającego - Victora Vicianę, problem z kostką miał kapitan zespołu - Gustavo Delgado. Być może bez wspomnianych problemów, nasz półfinałowy pojedynek z Teruel byłby bardziej wyrównany.

Na zakończenie, proszę powiedzieć czy znajduje pan czas, aby śledzić bliską panu ligę argentyńską? Na ile przypomina ona hiszpańską Superligę?

- Myślę, że liga argentyńska na przestrzeni ostatnich lat cały czas się rozwija. Występujące w niej zespoły prezentują mniej więcej podobny do siebie, wyrównany poziom, choć mają też swoją Almeríę, Sorię i Teruel, czyli zespoły mocniejsze jak pozostałe. U nas - Almería, Soria, Teruel to kluby, których poziom z roku na rok odbiega coraz bardziej od poziomu pozostałych drużyn. Czuje się oczekiwania względem tych klubów, "swoje" robią tu też puchary europejskie, które motywują zawodników do jeszcze lepszej gry. Na początku sezonu, zespoły wydają się być "równe", ale wraz z kolejnymi meczami, różnica w poziomie gry staje się coraz bardziej widoczna. Wygrywać ze słabszymi, grając podstawowym składem, jest stosunkowo łatwo, dlatego pozwalamy ogrywać się w takich meczach młodszym zawodnikom, dając im szansę się rozwijać.


* Rozmawiała Sylwia Kuś - przegladligowy.com

Dodaj do:
Wykop

Dodaj komentarz

Aby móc komentować, musisz być zalogowany.

Zaloguj się, albo gdy nie masz jeszcze konta Zarejestruj się

Logowanie

Siatkówka

PlusLiga

Najnowsze galerie

Newsletter

Ostatnio zarejestrowani

Polecane