Challenge Cup | 2009-02-12 18:00:57 | Nadesłał: Agata Piontek | Źrodlo: plusliga.pl
Ćwierćfinałowe spotkanie Challenge Cup pomiędzy Jastrzębskim Węglem a Sisleyem Treviso nie było porywającym widowiskiem. Włoskie gwiazdy świeciły mocno przytłumionym blaskiem, którego jednak, niestety, jastrzębianie nie zdołali całkiem zgasić.
- Bardzo szkoda, zwłaszcza drugiego seta, który moim zdaniem był najbardziej zacięty. Gdybyśmy zdołali wygrać, mecz zakończyłby się dużo szybciej - ocenił Wojciech Jurkiewicz, zastanawiając się co właściwie stało się z jego drużyną.
Przez pierwsze trzy sety Jastrzębski Węgiel grał naprawdę dobrze. Guillaume Samica zamęczał rywali kiwkami, a Adam Nowik i Wojtek Jurkiewicz nie pozwalali się rozegrać atakującym z Treviso. Po trzecim secie gospodarze prowadzili 2:1 i wydawało się, że wszystko jest w ich rękach. Nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, odebrało im moc. - Spuściliśmy z tonu i pozwoliliśmy im dojść do siebie. Pokazali, że są klasowym zespołem, potrafili wykorzystać naszą słabość i odwrócić losy rywalizacji - nie mógł odżałować straconej szansy środkowy z Szerokiej.
Przełom nastąpił w chwili, gdy trener gości wprowadził trzy zmiany kadrowe, stawiając na młodzież. We znaki dał się jastrzębianom zwłaszcza duet Saitta - Antonow. - Ricardo nie do końca się sprawdził. Jest finezyjnym rozgrywającym i trzeba na niego bardzo uważać, bo z każdej piłki potrafi wymyślić coś zaskakującego. W środę jednak to nie był jego dzień - podsumował Wojciech Jurkiewicz zauważając, że bardziej skuteczniejsze okazało się proste, ale dokładne rozegranie Davide Saitty.
Kluczem do zwycięstwa była jednak zagrywka. - Od czwartego seta wzmocnili serwis i odrzucili nas od siatki. Wiedzieliśmy, że Alessandro Fei nie jest w pełnej dyspozycji i w trakcie gry może wejść za niego Oleg Antonow. Mieliśmy go rozpisanego, ale to bardzo młody i trochę nieobliczalny zawodnik, prezentujący typową rosyjska siłę. Zmiennicy, Saitta i Antonow wygrali im mecz - stwierdził Jurkiewicz.
Nie stałoby się tak, gdyby śląscy siatkarze utrzymali poziom gry. Na nieszczęście, podobnie jak w kilku wcześniejszych spotkaniach, przydarzył im się przestój, a w tie breaku wręcz zastygli. - To nasz największy mankament - trzeźwo ocenił sytuację Jurkiewicz, nie znajdując jednak racjonalnego wytłumaczenia dlaczego właściwie tak się dzieje. - Czasami potrafimy się z tym uporać i odrobić straty, a czasami stajemy w miejscu i dostajemy lanie. Mam nadzieję, że w końcu to zwalczymy, gdyż zaczynają się najważniejsze mecze, które będą decydować o całym sezonie.
*Więcej w serwisie plusliga.pl
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.