Ekstraklasa Mężczyzn | 2009-07-07 10:19:46 | Nadesłał: Alicja Chrabańska | Źrodlo: inf. własna
Druga część wywiadu z zawodnikiem i managerem zespołu szczypiornistów, KS NMC Powen Zabrze. Tym razem Michał Szolc opowiada o klubie, planach i zabrzańskiej młodzieży. Już jutro zapraszamy do przeczytania trzeciej, ostatniej odsłony wywiadu.
Jaki potencjał ekonomiczny ma NMC Powen Zabrze w porównaniu do innych zespołów Ekstraklasy i w stosunku do ubiegłego sezonu?
M.S.: Nasz budżet został znacząco wzmocniony, ale ciągle bardzo daleko nam w tej kwestii do rywali z Ekstraklasy. Cóż, jeśli chodzi o pieniądze to nie możemy równać się z możnymi naszej ligi, a nawet „średniakami”. To po części wynika z tego, że nasz klub nie jest w pełni profesjonalną organizacją . Duża część zawodników poza treningami pracuje, toteż ich apanaże kształtują się na innym poziomie niż w absolutnie profesjonalnych klubach. Chciałbym jednak podkreślić, że to nie wypływa na ich postawę sportową. Myślę, że tak naprawdę pieniądze są tu sprawą co najmniej drugorzędną. Będziemy starali się zadbać przede wszystkim o stronę fizjologiczną. Tak aby zawodnicy pomimo wielu obowiązków mogli szybko regenerować siły.
Czy może Pan powiedzieć jak będzie wyglądała polityka marketingowa klubu w nadchodzącym sezonie?
M.S.: Blisko współpracujemy z Urzędem Miejskim. Podjęliśmy starania, żeby w akcję promocyjną włączyło się Biuro Promocji Miasta. Oprócz tego Związek Piłki Ręcznej w Polsce podpisał umowę z Polsatem Sport, która jest magnesem dla sponsorów. Naszym głównym celem jest popularyzacja piłki ręcznej w Zabrzy i okolicznych miastach, takich jak Gliwice czy Ruda Śląska. Poczyniliśmy także w kroki w kierunku stworzenia grupy marketingowej. Mamy w planach odświeżenie naszej strony internetowej, zwiększymy ilość i dostępność biletów oraz plakatów. Już teraz pojawiły się w strategicznych punktach miasta banery informujące o naszym awansie do Ekstraklasy. Mam nadzieję, że to przyniesie efekt w postawi pełnej hali w przyszłym sezonie.
Czynnikiem napędzającym popyt na sport jest niewątpliwie sukces. Ale często sam sukces to za mało, żeby w mieście zapanowała dana dyscyplina sportu. Czego potrzeba jeszcze?
M.S.: Sukces to jedna składowa, bardzo z resztą ważna. W lidze jest dwanaście zespołów, a prawdziwy sukces osiąga tylko jeden. W przypadku wicemistrza, który przez cały sezon myślał o złocie, druga pozycja nie jest tak wielkim sukcesem. Tutaj przykładem jest Wisła Płock, która nie sprostała w pełni oczekiwaniom. Równie ważne co sukces jest „zarażenie” ludzi daną dyscypliną. A tego można dokonać jedynie pokazując charakter. Do tego musimy być ludźmi z krwi i kości, spotykanymi na ulicy, rozpoznawanymi. Przy każdej okazji musimy wychodzić do kibiców, rozmawiać z nimi o tym sporcie. Dopiero wtedy ludzie zaczną patrzeć na nas jako na grupę „walczaków”, którzy nigdy nie odpuszczają. I wtedy naszym wielkim sukcesem będzie to, że jesteśmy i walczymy dla kibiców. Jeśli kiedyś znajdą się fundusze, żeby grać o medale, wówczas to będzie dodatkową nagrodą dla naszych sympatyków. Ale budowanie czegokolwiek trzeba zacząć od podstawy, a tą u nas jest rozpoznawalność.
Niebawem zespół wznowi treningi. Plan jest wszystkim sympatykom zabrzańskiej piłki ręcznej znany. Czy może Pan określić jak będą wyglądały treningi od strony sportowej na poszczególnych etapach?
M.S.: Precyzyjnie o naszych przygotowaniach od strony sportowej mogliby opowiedzieć trenerzy, Robert Nowakowski czy Marek Kąpa. Ale z całą pewnością pierwszy tydzień zostawimy sobie na lekkie treningi, swego rodzaju „rozruszanie”. Każdy z nas miał miesiąc urlopu i w tym czasie podejmował jakieś formy aktywności fizycznej. Ale to nie oznacza, że można od razu rozpocząć treningi na najwyższych obrotach. To na pewno wiązałoby się z ogromną liczbą kontuzji. Kiedy już wejdziemy w pewien rytm, będziemy mieli 10-12 dni zajęć o dużym natężeniu, treningów biegowych i siłowych. 23 lipca wyjeżdżamy na obóz do Brennej. Rozpoczniemy także typowe treningi z piłkami, także żeby przypomnieć sobie technikę. Musimy także zapoznać się, poza sparingami, z nowymi rywalami. Czyli czeka nas analiza zeszłorocznych spotkań. Jeśli chodzi o same mecze kontrolne, to planujemy rozegrać sparing z naszym bezpośrednim rywalem Śląskiem Wrocław oraz z Kiperem Piotrków Trybunalski. Być może uda nam się także wyjechać do Czech. Ostatni etap przygotowań to turniej w Rudzie Śląskiej, w którym oprócz nas wezmą udział zespoły pierwszoligowe. I tak dobrniemy do wyjazdu do Płocka, gdzie zaczniemy sezon od „wysokiego C”.
Czy w związku z tym, że Ekstraklasa jest dużo bardziej wymagająca od I-wszej ligi spodziewa się Pan zmiany cyklu treningowego?
M.S.: Myślimy nad tym, żeby zwiększyć liczbę treningów. Bowiem zawodnicy, którzy dołączą do nas w tym sezonie nie będą prawdopodobnie dodatkowo pracować. W drużynie jest także kilku studentów. Być może trener Nowakowski zdecyduje się utworzyć grupę, która będzie trenowała nieco częściej. Jednak cała struktura klubu pozostaje niezmieniona. Nikt z nas nie jest w stanie porzucić swojej pracy na rzecz sportu na tym etapie na jakim jesteśmy obecnie.
W sporcie równie ważna co sfera fizyczna jest strona mentalna. Czy planowany jest jakiś szczególny „trening mentalny”?
M.S.: Myślę, że nie. W naszym wypadku legendarna bułka z bananem nie wchodzi w grę (śmiech). Młodsi zawodnicy są z reguły bardziej podatni na stres, toteż mniej minut spędzają podczas meczu na boisku. Jednak cały stres, jaki jest przed meczem znika po pierwszych sekundach gry. W tym także tkwi istota roli bardziej doświadczonych zawodników, żeby w każdym momencie konsolidować zespół. W Zabrzu mamy spore pole do popisu, bo młodzieży nam nie brakuje. Ale warto też pochwalić naszych młodych graczy, gdyż często brali ciężar gry na siebie i wytrzymywali presję. Mam nadzieję, że stres nie spęta im nóg w Ekstraklasie. A ich dobre postawy mogą, tak im jak i klubowi, przynieść wyłącznie korzyści.
Niedawno poznaliśmy terminarz rozgrywek. Początek nie jest dla zabrzan łatwy. Czy Pana zdaniem dobrze jest zaczynać rozgrywki z tak silnymi rywalami?
M.S.: Szczerze powiedziawszy to taki układ wymarzyłem sobie na trzy tygodnie przed losowaniem. I to moje marzenie się spełniło. W Kielcach po losowaniu towarzyszył mi uśmiech. W mojej opinii to układ idealny. Ale wyobraźmy sobie odwrotny terminarz, np. przyjeżdża do nas Vive Kielce i Wisła Płock, a następnie my udajemy się do Wągrowca i Gdańska. Wtedy mogłoby się zdarzyć tak, że w piątej kolejce mielibyśmy zero punktów w ligowej tabeli. Losowanie ustaliło rozkład, według którego sezon zainaugurujemy w Płocku, gdzie mało której drużynie gości udaje się wygrać. Kolejny rywal to Nielba Wągrowiec, beniaminek, równie „zielony” jak my jeśli chodzi o doświadczenie w Ekstraklasie, więc tutaj można spodziewać się zaciętej walki o punkty. Później jedziemy do Kielc, tutaj powtarza się sytuacja z Płocka. W czwartej kolejce przyjmujemy zespół z Gdańska, który na wyjazdach nie prezentuje się najkorzystniej, tu także upatruję szans na zdobycie punktów. I w tym układzie możemy mieć po czterech pojedynkach cztery punkty. Ale to ile ich będzie naprawdę zależy tylko od nas. A samo losowanie było dla nas wspaniałe.
Jakich szans dla klubu, zawodników, miasta upatruje Pan w grze na parkietach Ekstraklasy?
M.S.: Jeśli chodzi o zawodników to częściowo już ten temat poruszyliśmy, mówiąc o rynku transferowym. Ekstraklasa to szansa, żeby się pokazać z dobrej strony i w efekcie otrzymać interesujące oferty z innych klubów. Nie optujemy za tym, żeby zawodnicy nas opuszczali, ale takie są realia (śmiech). Przy wąskim rynku wystarczy zagrać dobrze w kilku spotkaniach, żeby zostać zauważonym. Natomiast jeśli chodzi o Zabrze, to jest to miasto po trochu żyjące sportem. Spójrzmy chociażby na frekwencję na meczach Górnika Zabrze. Popyt na sport jest spory i to niezależnie od zajmowanego w tabeli przez klub miejsca. Oczywiście dla klubu to także spora szansa. Możemy nawiązać do czasów, w których Pogoń była mocną drużyną.
Na zakończenie sezonu powiedział Pan, że głównym celem nie będzie utrzymanie w Ekstraklasie za wszelką cenę, np. kosztem wychowywania młodzieży. Czy faktycznie taka jest hierarchia celów w klubie?
M.S.: To może nie do końca precyzyjna wypowiedź, że naszym celem nie będzie utrzymanie. Tutaj chodziło mi bardziej o to, że nie ściągniemy dziesięciu nowych zawodników, tylko po to żeby się utrzymać. Nadal stawiamy na rozwój. Zawodnicy, którzy w ubiegłym sezonie wchodzili w skład pierwszoligowej kadry, podpisali kontrakty na kolejny sezon z opcją przedłużenia. Wyjątkiem jest Robert Borowiec, który pożegnał się z naszą ekipą. Z każdym z zawodników wiążemy długofalowe plany. Na pewno nie zrezygnujemy z dobrych piłkarzy, których mamy na miejscu. Szeregi zespołu zostają zasilone zawodnikami „z zewnątrz” ale trzon pozostaje „zabrzański”. I nawet jeśli zabrzanie nie będą grać pierwszych skrzypiec na boisku, bo tego nie możemy nikomu zagwarantować, to nie oznacza, że będziemy ich zaniedbywać.
W ubiegłym sezonie zespół z Zabrza był swoistą „kuźnią talentów”. Czy stawianie na wychowanków w dobie komercjalizacji sporty ma sens? Czy nie lepiej, wzorem wielu innych klubów, kupować zawodników już ukształtowanych?
M.S.: Kupowanie doświadczonych zawodników jest na pewno łatwiejsze. Ale warunkiem jest dysponowanie dużym budżetem. My niestety nie mamy tego komfortu. A poza tym takie działania nie wpisują się w charakter naszej działalności jako klubu. Jako stowarzyszenie mamy zapisany w statucie cel, jakim jest rozwój kultury fizycznej w naszym rejonie. Wobec tego zajmuje nas praca z młodzieżą. Sam Handball Zabrze nie prowadzi zespołów juniorskich. Ale współpracujemy z innymi instytucjami, które tym właśnie się zajmują, tak jak KS NMC Powen Zabrze. Częściowo te kluby wychowują młodzież dla nas, ale finalnie tworzymy jedną strukturę.
W rozgrywkach sezonu 2008/2009 w Zabrzy utrzymywany był szeroki skład, który teraz jeszcze się powiększył. Czy to nie jest Pana zdaniem marnowanie potencjału, często młodych zawodników?
M.S.: Sam zarząd ma określoną politykę, plan na każdy sezon, także jeśli chodzi o sprawy personalne. Jednak to czy zawodnik ma okazję grać czy nie, to jest decyzją trenerów. Myślę, że nie marnujemy potencjału. Jeśli zdarza się sytuacja, że zawodnik nie gra to traci jedynie możliwość zdobycia doświadczenia. Cała kadra w treningach uczestniczy jednakowo i to też coś im daje. Także nie do końca jest to marnowanie potencjału. Jak już wspomniałem w tym sezonie będziemy starali się zapewnić możliwość gry w innych klubach graczom, którzy nie będą się mieścili w podstawowym składzie. Jak pokazała pierwsza liga mają oni umiejętności, żeby reprezentować kluby na tym poziomie. Także wśród tych najbliższych drużyn będziemy szukać im pracodawców.
*z Michałem Szolcem rozmawiała Alicja Chrabańska
Pierwsza część wywiadu z Michałem Szolcem
Zapraszamy również na oficjalną stronę drużyny KS NMC Powen Zabrze
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.