Turnieje | 2009-05-27 12:17:31 | Nadesłał: Dawid Ćmielewski | Źrodlo: TŻ Start Gniezno
Greg Hancock to nowy Król Gnieźnieńskiego Żużla. Amerykanin zwyciężył w drugiej edycji Turnieju o Koronę Bolesława Chrobrego, która miała miejsce w minioną sobotę. Z dwunastoma punktami wygrał rundę zasadniczą, w finale natomiast okazał się lepszy od Adriana Miedzińskiego, Rune Holty i Sebastiana Ułamka.
Wojciech Prusakiewicz: Spodziewałeś się wygranej w turnieju?
Greg Hancock - W każdych zawodach, w których bierzesz udział, starasz się osiągnąć możliwie jak najlepszy wynik. Nie inaczej było ze mną, jeśli chodzi o sobotni turniej. To dla mnie dobry i udany dzień.
Długo zastanawiałeś się, zanim przyjąłeś zaproszenie organizatorów?
- Zajęło mi to troszkę czasu, ponieważ klub z Częstochowy chciał w tym samym dniu również zorganizować zawody (Memoriał Bronisława Idzikowskiego i Marka Czernego - przyp. red.). Powiedzieli, że być może uda się je rozegrać wcześniej (ostatecznie zostały one przełożone na wrzesień - przyp. red.). Pojawiła się zatem szansa, żeby wystąpić w imprezie w Gnieźnie i tak ostatecznie się stało.
Jak przebiegały negocjacje?
- Jeśli chodzi o rozmowy, to zawsze można napotkać na różne trudności. Te na temat mojego udziału w turnieju były porządku. W Gnieźnie jest dobry klub. Działacze przedstawili swoje warunki, ja powiedziałem im, co mogę zaoferować z mojej strony, i w ten sposób doszliśmy do porozumienia.
Zawody były połączeniem żużla i historii. Jak się na to zapatrujesz?
- Myślę, że to świetna rzecz cofnąć się w czasie. Cała oprawa, a mam tu na myśli konie oraz insygnia królewskie, była naprawdę bardzo fajna.
Kto był najtrudniejszym rywalem dla ciebie w dzisiejszych zmaganiach?
- Rywalizacja była trudna, mieliśmy dobrych zawodników. Zawsze jednak fajnie jest widzieć, jak wygrywasz z nimi w różnych okolicznościach. Kto był najtrudniejszy? Wszyscy, nawet miejscowi. W tego typu zmaganiach nikogo nie można lekceważyć.
Zobaczymy cię w kolejnej edycji Turnieju o Koronę Bolesława Chrobrego?
- Jeśli organizatorzy mnie zaproszą, to, oczywiście, niewykluczone, że tak.
W latach 1996-1997 reprezentowałeś barwy Startu Gniezno. Jak wspominasz ten okres?
- To były dla mnie dobre czasy. Mieliśmy trochę trudnych spotkań. Zawsze jednak miło jest powrócić do ścigania na torze, na którym tak dobrze ci szło. Jak widać, nadal mogę to robić.
Czy coś, twoim zdaniem, się zmieniło od tamtej pory, jeśli chodzi właśnie o gnieźnieński "owal"?
- Wydaje mi się, że jest on mniej więcej taki sam. Dzisiaj wprawdzie nie był on zbyt dobry, ale to przez deszcz, który mieliśmy poprzedniego dnia. Miał trochę nierówności, przez co trudno się na nim jeździło. Ogólnie jednak nie był zły.
Pamiętasz, jak przed jednym z meczów drużyny Startu wylądowałeś na stadionie helikopterem?
- To był jeden z pierwszych momentów, jeżeli nawet nie jedyny, kiedy leciałem helikopterem w Polsce. Nie wiem wprawdzie, jaki to był rodzaj, ale nie zapomnę tej sytuacji do końca życia. Padał wtedy śnieg. Mam świetne wspomnienia z tego dnia.
Masz jakieś życzenia?
- Chciałbym odnosić sukcesy. Obecnie moim celem numer jeden jest zdobycie tytułu Indywidualnego Mistrza Świata.
W tej chwili tracisz dziesięć punktów do lidera cyklu Grand Prix, Jasona Crumpa. Czy to nie za dużo?
- Nie. Owszem, taka strata nigdy nie jest dobra, ale za nami dopiero dwie rundy. Sezon jest długi i czuję, że uda mi się ją odrobić.
Chciałbyś na koniec przekazać jakieś specjalne słowa kibicom?
- Cieszę się bardzo, że mogłem ich tutaj znowu zobaczyć. Chciałbym podziękować za wspaniałe przyjęcie. Mam nadzieję, że kiedyś znowu się spotkamy.
Dziękuję bardzo za rozmowę i życzę powodzenia.
- Dziękuję.
Rozmawiał: Wojciech Prusakiewicz - TŻ Start Gniezno
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.