Reprezentacje | 2009-01-16 06:48:53 | Nadesłał: Agnieszka Mrozewska | Źrodlo: inf. własna
Wielkie nadzieje, wielkie wyzwania, jeszcze większe oczekiwania, którym, być może, będzie w stanie sprostać jeden z trzech wybrańców... Deja vu sprzed czterech lat? W rzeczy samej, bo przecież historia lubi się powtarzać.
Nim jednak otworzymy nowy rozdział w historii polskiej siatkówki, prześledźmy ten, który stał się udziałem pierwszego obcokrajowca na stanowisku szkoleniowca reprezentacji Polski siatkarzy, Argentyńczyka z La Platy...
Kiedy nieudany występ podopiecznych Stanisława Gościniaka na Igrzyskach Olimpijskich w Atenach skłonił PZPS do szukania rozwiązań poza granicami naszego kraju, z drżącym sercem czekaliśmy na ostateczną decyzję. Trener z zagranicy miał rozwiązać problem „wiecznych” porażek i ciągłego „grania o pietruszkę” – miał wynieść siatkarską reprezentację Polski na wyżyny, ugruntować jej pozycję w światowej siatkówce i wywalczyć z nią medal (najlepiej złoty) w Pekinie. Dziś wiemy, że tego ostatniego nie udało się osiągnąć, ale co z resztą? Cofnijmy się pamięcią do stycznia 2005 r....
Rok 2005 – „badanie terenu”
17 stycznia 2005 roku PZPS z trójki Gajić, Kolczins, Lozano, wyłonił szkoleniowca, który miał poprowadzić reprezentację Polski siatkarzy do olimpijskiego podium w Pekinie. Okazał się nim charyzmatyczny Argentyńczyk, 48-letni wówczas Raul Lozano, który już w jednym z pierwszych wywiadów powiedział: „Nie zrobię makaronu z kurczaka”. Nie zamierzał obiecywać, i w sumie nigdy nie obiecywał, cudów, a jedynie ciężką pracę. Jak się okazało, czasem aż nazbyt ciężką…
Pierwszy oficjalny występ Argentyńczyka w roli szkoleniowca reprezentacji Polski miał miejsce maju w Kędzierzynie-Koźlu, gdzie Polacy rozegrali dwa sparingi, pokonując w nich kadrę Słowacji. Znacznie poważniejszym wyzwaniem był udział biało-czerwonych w Lidze Światowej. Polacy pod wodzą nowego trenera byli o włos od podium. W fazie grupowej wygrali 9 z 12 meczów, przegrywając jedynie dwa razy z Serbią i Czarnogórą oraz raz z Grecją. Wyszli z pierwszego miejsca w grupie i w kolejnym etapie rozgrywek zmierzyli się z Kubańczykami. Wygrali 3:2 i w walce o finał przyszło im ponownie zmierzyć się z reprezentacją Plavich. Jak wyglądał mecz przypominać nie trzeba. Ostatecznie, na turnieju finałowym rozgrywanym w Belgradzie, Polacy po raz pierwszy w historii występów w rozgrywkach elitarnej Word League, zajęli wysokie 4. miejsce.
Pierwszy rok współpracy naszych siatkarzy z Raulem Lozano przyniósł też o wiele bardziej znaczący sukces – upragniony awans na Mistrzostw Świata 2006. W turnieju kwalifikacyjnym rozgrywanym w Rzeszowie Polacy pokonali Estonię i Bułgarię (oba spotkania zakończyły się wynikiem 3:1), a w ostatnim meczu, po niezwykle zaciętym pięciosetowym pojedynku, ulegli Rosjanom, zajmując drugie miejsce, również premiowane awansem. Rewanż za to spotkanie miał mieć miejsce nieco ponad rok później – na czempionacie w Japonii.
Kilkanaście dni później przyszedł czas na Mistrzostwa Europy rozgrywane w Serbii i Czarnogórze oraz we Włoszech. Pierwsza impreza rangi mistrzowskiej. Pierwszy poważny sprawdzian trenera i jego podopiecznych. Jego metody szkoleniowe wywołały prawdziwą rewolucję – zakaz używania telefonów komórkowych na zgrupowaniach, jednolite stroje także poza meczami, ścisłe przestrzeganie regulaminu zgrupowań… Swoją twardą rękę i żelazną konsekwencję Argentyńczyk pokazał tuż przed Mistrzostwami Europy, kiedy to wykluczył z kadry trzech podstawowych graczy. „Afera olsztyńska” szerokim echem odbiła się w siatkarskim świecie. Na domiar złego z gry w ME kontuzja wyeliminowała również Pawła Zagumnego. Mimo tego Mistrzostwa Starego Kontynentu wyszły podopiecznym Lozano ani nie gorzej, ani też nie lepiej niż poprzednie Euro. Polacy pokonali Chorwację, Ukrainę i Portugalię, ale Włochy i Rosja były już zdecydowanie poza ich zasięgiem. Biało-czerwoni zajęli po raz kolejny swoje „ulubione” piąte miejsce. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Wykluczając z kadry Ignaczaka, Kadziewicza i Stelmacha, Lozano udowodnił, że nie rzuca słów na wiatr i nie będzie tolerował łamania nawet najmniejszej z zasad. Pokazał, że wszystkich traktuje tak samo, że nikt nie jest w kadrze „za nazwisko” i nie może liczyć na specjalne względy. Jego konsekwencja, żelazne zasady i twarda ręka w prowadzeniu naszych siatkarzy, dały mu uznanie i szacunek zawodników, ale także ogromną sympatię kibiców. Doprowadziły drużynę narodową do wyczekiwanego od wielu lat sukcesu…
Rok 2006 – „Dzisiaj srebro, jutro złoto”
Rok 2006 trwale zapisał się w historii polskiej siatkówki. O ile o Lidze Światowej zapewne nikt nie będzie pamiętał, o tyle przełomu listopada i grudnia nie zapomni chyba żaden kibic.
Z udziału w turnieju finałowym Ligi Światowej wyeliminował Polaków przepis o „małych punktach”. Podobnie jak w poprzedniej edycji, Polacy przegrali jedynie 3 mecze – tym razem wszystkie trzy z Serbią i Czarnogórą. Fazę interkontynentalną zakończyli jednak z taką samą ilością punktów jak Serbia, z lepszym bilansem setów, ale z gorszym stosunkiem małych punktów. Kibice po cichu liczyli jeszcze na „dziką kartę” jednak Ruben Acosta był nieubłagany i zdecydował się przyznać ją Włochom.
Na poprawę humorów siatkarze zafundowali kibicom pierwsze w historii zwycięstwo w memoriale im. Huberta Jerzego Wagnera, pokonując w finale Kubę 3:1, a potem ten najcenniejszy, pierwszy od ponad 30 lat sukces na Mistrzostwach Świata.
Kiedy przed wylotem na czempionat do Kraju Kwitnącej Wiśni, nasi siatkarze obiecywali wrócić z medalem, niewielu wierzyło, że dotrzymają słowa. Gdzieś w głębi serca każdego kibica tliła się jednak nadzieja na sukces. Nadzieja, o której nasi siatkarze mówili głośno, że jest realną szansą. Grupa była łatwa. „Jeśli nie teraz, to chyba nigdy” – można było usłyszeć z ust niejednego siatkarza. Inaczej jednak tę realną szansę oceniał Raul Lozano, który był bardzo ostrożny w swych prognozach i realnie obstawiał miejsca 5-6.
Tymczasem nasi siatkarze przeszli przez fazę grupową jak burza, wygrywając wszystkie mecze po 3:0. Kłopoty pojawiły się dopiero w 11 dniu mistrzostw, w ósmym meczu biało–czerwonych, gdy po drugiej stronie siatki stanęli Rosjanie. Przez pierwsze dwa sety Polacy właściwie nie istnieli na boisku. Chyba tylko najwierniejsi i najbardziej wytrwali kibice wierzyli, że losy tego meczu można jeszcze odwrócić. A jednak udało się. Te emocje, te łzy i szał radości po wygranym tie-breaku na długo jeszcze pozostaną w naszej pamięci (obyśmy tylko nie musieli żyć tym wspomnieniem przez kolejnych 30 lat). Zwycięstwo nad Rosjanami dało Polakom upragniony awans do strefy medalowej, który biało–czerwoni przypieczętowali pewnym zwycięstwem nad Serbią. W półfinale podopieczni Lozano nie dali Bułgarom cienia szansy na zwycięstwo. W finale na naszych siatkarzy czekali wielcy canarinhos. Na parkiet pełen woli walki wyszedł nawet kontuzjowany Piotr Gacek. Jednak wielka Brazylia okazała się naprawdę wielka i po serii wspaniałych zwycięstw musieliśmy wszyscy przełknąć gorzką pigułkę porażki. Smutek jednak nie trwał długo. „Nie przegraliśmy złota – wygraliśmy srebro” – z tym hasłem na ustach fetowali zwycięstwo siatkarze, działacze i kibice – ci, którzy wspierali biało-czerwonych na trybunach w Japonii i ci, którzy zaciskali kciuki przed telewizorami we własnych domach, w pubach, czy przed telebimami ustawionymi na miejskich placach.
„Drugi to jest zawsze pierwszy przegrany” – mówił popularny „Kadziu” i to doskonale oddaje niedosyt, jaki pozostał po przegranym finale. Mimo to, w kraju zapanowała prawdziwa euforia. Powitanie na warszawskim Okęciu, feta na Placu Zamkowym pod hasłem „Dzisiaj srebro – jutro złoto”, spotkanie z Prezydentem i Premierem RP, wysokie odznaczenia państwowe…
Pierwszy od ponad 30 lat sukces na arenie międzynarodowej, pozwolił uwierzyć, że wreszcie przyszedł czas na zwycięstwa, że możemy wygrać z każdym, a przed nami jest już tylko Brazylia, że rozwiązał się worek z medalami. Trenera i siatkarzy uczyniono niemal bohaterami narodowymi, a siatkówka stała się w Polsce sportem na równi popularnym, jeśli nie popularniejszym, od futbolu...
c.d.n.
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.