Reprezentacje | 2008-05-28 09:06:00 | Nadesłał: Anna Gumowska | Źrodlo: reprezentacja.net
Małgorzata Glinka w Tokio była niekwestionowaną liderką nie tylko polskiej reprezentacji, ale również statystyk najlepiej atakujących zawodniczek. W rozmowie podsumowuje japoński turniej oraz opowiada o tym, skąd po latach czerpie motywację do swojej świetnej gry.
Reprezentacja.net:
Czy dotarło już do Pani, czego dokonałyście w Japonii? Radość jest chyba podwójna, bo te rozgrywki do łatwych nie należały.
Małgorzata Glinka-Mogentale:
- Bardzo się cieszę z naszego sukcesu, zresztą chyba jeszcze w relacjach z Japonii widać było moją radość. Turniej nie był łatwy, bo przyjechałyśmy tu w zasadzie wszystkie bezpośrednio po lidze, a w ciągu całego roku tych meczów każda z nas zagrała bardzo dużo. Trzeba sobie otwarcie powiedzieć, że w takich sytuacjach czasem organizm się buntuje i odmawia kolejnego dużego wysiłku Wtedy nasze mecze wyglądają tak jak te w Tokio. Dodatkowo wszystkim, nam również, wydawało się, że turniej ten jest bardzo łatwy i każda pojawiająca się trudność czy niepowodzenie wywoływały presję i zdenerwowanie, bo jakby nie było gra toczyła się o dużą stawkę. I muszę przyznać, że przez wszystkie te dni w Tokio wyraźnie to czułyśmy.
Zapewne Pani też zmęczęnie dawało się we znaki, bo praktycznie w kilka godzin po ostatnim meczu ligowym wsiadła Pani w samolot do Tokio...
- Szczerze mówiąc nie odczuwałam tego tak bardzo, ponieważ w Japonii grało się na ogromnej dawce adrenaliny. Bardzo możliwe, że gdyby to był turniej z cyklu Grand Prix czy inny, jakich już w życiu grałam tysiące, nie zagrałabym na takim poziomie. Motywacja na pewno zrobiła tu swoje, bo przecież to była ostatnia szansa na zdobycie olimpijskiej kwalifikacji. Poza tym cały czas pamiętałam, że jest to dla mnie, poza Igrzyskami Olimpijskimi, ostatnia impreza w reprezentacji i po prostu dałam z siebie wszystko. Bardzo się cieszę, że się udało. Zresztą moje koleżanki również zagrały na maksimum swoich możliwości, a po prostu tak wyszło, że to mi udało się zdobyć tytuł najlepiej atakującej turnieju. Pamiętajmy jednak, że w sporcie jest różnie i być może w Pekinie ktoś inny będzie „ciągnął” reprezentację. Teraz możemy się tylko cieszyć, bo jest pozytywnie i udało nam się przywieźć kwalifikację olimpijską do Polski.
Nie ciąży Pani trochę ten tytuł liderki polskiego zespołu? Czy ta dodatkowa presja nie przeszkadza?
- Nie powiedziałabym, że przeszkadza, bo ja nigdy bym się z nikim nie zamieniła. Być może bez tej dodatkowej adrenaliny byłoby trudniej, może nawet nie grałabym tak dobrze, gdybym nie czuła tego, że ktoś we mnie wierzy. Ja zdaję sobie sprawę z roli, jaką mi wyznaczono i ta odpowiedzialność raczej mi pomaga niż przeszkadza. Chociaż przyznaję, że czasem wychodząc na boisko lepiej o tym nie myśleć (śmiech).
* Rozmawiała Joanna Majtyka - więcej w serwisie Reprezentacja.net
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.