Reprezentacje | 2016-07-24 17:43:24 | Nadesłał: Katarzyna Krajewska | Źrodlo: plusliga.pl
- Na igrzyskach olimpijskich najważniejsze jest doświadczenie olimpijskie, zdecydowanie, bo organizacyjnie jest to turniej inny niż wszystkie - mówi wielokrotny reprezentant Polski, uczestnik IO 2012 w Londynie. Podsumowując Final Six LŚ, Łukasz Żygadło apeluje, by z ocenami kadry poczekać do zakończenia zmagań w Rio.
Bardzo często pojawia się pan na meczach reprezentacji Polski. Z sentymentu?
ŁUKASZ ŻYGADŁO: - Jeśli tylko mogę, z przyjemnością odwiedzam polskie hale i oglądam poczynania naszej kadry i nie tylko. Jako zawodnik i reprezentant kraju byłem przyzwyczajony do pełnych hal. Z przykrością muszę powiedzieć, że w krakowskiej Tauron Arenie atmosfera była trochę smutna.
Biało-czerwoni zakończyli występ w turnieju finałowym Ligi Światowej po dwóch meczach i od razu pojawiły się krytyczne opinie. Jakie jest pana zdanie po Final Six, a przed Igrzyskami Olimpijskimi w Rio?
- Uważam, że nie ma co narzekać. Do turnieju w Rio pozostało trochę czasu, sporo można jeszcze zrobić. Problem może pojawić się jedynie w przypadku zawodników, którzy wrócili po kontuzjach, chociaż trener Antiga zapewniał, że w Krakowie wszyscy byli gotowi do gry. Szkoda, że tak szybko zakończyliśmy udział w F6, bo dodatkowe spotkania mogłyby wnieść dużo dobrego, szczególnie gdyby udało się coś wygrać. Zwycięstwo zawsze dodaje pewności siebie - to najważniejsza zasada. Po turnieju w Krakowie niewiele możemy powiedzieć o naszym zespole. Gdyby zagrała tam jedna szóstka, ta, która w Rio ma stanowić wyjściowy skład, to przynajmniej wiedzielibyśmy na jakim etapie jesteśmy. Po zwycięstwie bylibyśmy zadowoleni, po przegranej byłoby sporo materiału do analizy. Francuski szkoleniowiec dokonywał wielu zmian, ale bardzo mało grał Bartosz Kurek, który zawsze był pierwszą armatą w drużynie. Trzeba więc zadać jedno, zasadnicze pytanie - czy taki będzie styl biało-czerwonych, że w wyjściowej szóstce będą wybiegać ci, którzy akurat są w najlepszej dyspozycji?
Pytałam o to Stpehane’a Antigę, w kontekście gry atakujących. Powiedział, że aktualnie gra Konarski, bo jest w lepszej formie.
- Być może więc podobnie będzie w Rio de Janeiro. Nie raz już pokazaliśmy, że jesteśmy kolektywem, że w trudnych momentach potrafimy wygrywać, jak było choćby podczas turnieju kwalifikacyjnego w Tokio, w starciach z Kanadą i Francją. Byliśmy w dramatycznej sytuacji, ale jakimś sposobem udało się wyjść z opresji. Były to bardzo cenne zwycięstwa i cenne sytuacje, które na olimpiadzie mogą zdecydował czy wywalczymy medal, czy nie. Byłby to styl trochę odmienny od innych, ale jeśli miałby przynieść sukces, to czemu nie? Poczekajmy do zakończenia igrzysk, wtedy będziemy oceniać zawodników i trenerów. Teraz dajmy im spokój.
Tym bardziej, że cztery lata temu wygraliśmy LŚ w świetnym stylu, a na IO w Londynie wypadliśmy blado. Pan zresztą doskonale pamięta tamte turnieje…
- W Londynie świetnie zagraliśmy tylko w pierwszym pojedynku, z Włochami. Gorzej poszło nam z Bułgarami i to już był sygnał, że coś jest nie tak. Mimo to z kolejnymi rywalami uporaliśmy się, ale polegliśmy w tym nieszczęsnym spotkaniu z Australią, które zagraliśmy o godz. 11.00. Dziś nie ma już sensu się tłumaczyć, ale wtedy mieliśmy pobudkę o 5.30 rano. Gdy my przyjechaliśmy do hali, nie wiadomo dlaczego, ale rywale wychodzili już na rozgrzewkę, mieliśmy spore opóźnienie. Dla Australijczyków był to ostatni mecz turnieju, przystąpili do niego na luzie. My mieliśmy zupełnie inne podejście - wygrana dawała nam Niemców w ćwierćfinale, a tak trafiliśmy na Sborną. Zresztą Rosjanie zaczynając turniej też nie wiedzieli dokąd zajdą, bo mieli kilku zawodników kontuzjowanych, nie zaczęli dobrze rywalizacji. Ostatecznie doszli do finału, gdzie Brazylijczycy ze dwa razy skakali w górę w geście zwycięstwa, ale w końcu siatkarze Alekno ich przełamali i wygrali złoto.
*Autor: Ilona Kobus
**Całość na plusliga.pl
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.