Reprezentacje | 2008-09-21 11:16:44 | Nadesłał: Agnieszka Mrozewska | Źrodlo: Super Volley
Według Chińczyków \"ósemka\" przynosi szczęście. Przyjmujący drużyny Stanów Zjednoczonych William Priddy także wierzy w wyjątkowość tej cyfry. Właśnie z „8” na reprezentacyjnej koszulce w lipcu sięgnął po złoty medal Ligi Światowej, by niespełna miesiąc później w Pekinie zostać mistrzem olimpijskim.
Do Pekinu drużyna Stanów Zjednoczonych przyjechała z wielkimi nadziejami, ale czy spodziewał się pan, że to właśnie wy sięgniecie po złoty medal?
Na początku byłem w szoku. Nie mogłem uwierzyć, że spełniło się nasze marzenie. Nie ukrywam jednak, że nasz zespół od początku mierzył w medal. Oczywiście, jak wszystkie pozostałe reprezentacje, po cichu marzyliśmy o złocie. Czułem, że jesteśmy w stanie to osiągnąć, że należymy do faworytów. Obecnie mamy w reprezentacji świetną generację zawodników. Myślę, że dorównujemy amerykańskiej drużynie z lat 80. i 90., która w 1988 była mistrzem olimpijskim, a cztery lata później sięgnęła po brązowy medal. Bardzo chcieliśmy nawiązać do tamtych sukcesów, jednak naszym nadrzędnym celem w tym sezonie było poprawianie się z meczu na mecz. Zdawaliśmy sobie sprawę, że możemy wygrać ze wszystkimi zespołami, dlatego nie byliśmy szczególnie zszokowani naszą postawą w meczach z najlepszymi, choć z drugiej strony nie spodziewaliśmy się, że to wszystko tak się dla nas potoczy. Przez wszystkie lata ciężko pracowaliśmy na ten sukces. Budowaliśmy drużynę, która miała w miarę zbliżania się igrzysk grać coraz lepiej i to nam się udało.
W dotarciu do ćwierćfinału pomogło wam to, że znaleźliście się w słabszej grupie.
Nie mieliśmy wpływu na to, w jakiej grupie będziemy grać. Na igrzyskach w Atenach także mieliśmy na początek turnieju teoretycznie słabszych rywali. Doprowadziło nas to co prawda do półfinału, ale całe zawody zakończyliśmy dopiero na czwartym miejscu. Sądzę, że nie ma znaczenia na jakich trafiasz przeciwników w fazie grupowej. Jeśli chcesz być mistrzem olimpijskim, musisz wygrać z każdym.
Finał olimpijski był trzecim spotkaniem w ciągu ostatnich kilku miesięcy, w którym zmierzyliście się z Brazylijczykami. Za każdym razem wygrywaliście. Macie jakiś patent na wygrywanie z mistrzami świata?
Moim zdaniem w meczach z Brazylią wykazujemy się dużą cierpliwością. Wiemy doskonale, że w jej składzie znajduje się wielu świetnych zawodników, akceptujemy ten fakt, ale on nie działa na nas paraliżująco. Znamy swoją wartość i tak się jakoś składa, że przeciwko „canarinhos” gramy swoją najlepszą siatkówkę, jednocześnie pozwalając Brazylijczykom na ich dobrą grę. Zdarza się jednak, że kiedy wychodzimy naprzeciw innych rywali, którzy nie prezentują takiego poziomu jak Brazylia, nie jesteśmy już tak skoncentrowani oraz cierpliwi. Stąd też przydarzały nam się słabsze mecze z mniej wymagającymi przeciwnikami. Sądzę, że jeśli wyeliminujemy tego typu zachowanie i będziemy nastawieni na pozostałe zespoły tak, jak na Brazylię, wówczas pokażemy swoją najlepszą siatkówkę także podczas innych spotkań.
Lloy Ball wyjawił, że nie przepadacie za brazylijskimi siatkarzami. Czy ta antypatia jest dodatkowym bodźcem w meczach z canarinhos?
Ależ ja lubię brazylijskich zawodników! Naprawdę. Szanuję ich za to co osiągnęli i cenię jako ludzi. Proszę mi uwierzyć, jest sporo drużyn, których nie lubię bardziej niż Brazylii, ale nie zdradzę, które to są zespoły.
Rozmawiała Katarzyna Fraś
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.