Najnowsze newsy

Siatkówka » Reprezentacje

Reprezentacje | 2008-09-15 09:38:56 | Nadesłał: Michał Kępiński | Źrodlo: Reprezentacja.net

Nie mamy się czego wstydzić

Fot.: Magdalena Kudzia

Sobotni mecz siatkarzy z Belgią zakończył sezon reprezentacyjny. Wraz z końcem sezonu reprezentacyjnego wygasają kontrakty obu trenerom seniorskich kadr siatkarskich. Obaj mieli zdobyć medale na Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie, żadnemu się nie udało...

- Trzeba wykonać ogromną pracę, by zdobyć medal na przyszłych Igrzyskach Olimpijskich - mówi w rozmowie z serwisem Reprezentacja.net Prezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej, Mirosław Przedpełski.


Marco Bonitta definitywnie skończył już przygodę z polską kadrą siatkarek. Raulowi Lozano też kontrakt wygasa. Jakiś czas temu mówiło się, że zostanie on przedłużony, o ile polscy siatkarze zdobędą w Pekinie medal. Potem pojawiły się informacje, że Raul Lozano będzie mógł zostać, o ile wygra dwumecz z Belgami i uzyska kwalifikację do przyszłorocznych mistrzostw Europy. Kwalifikacja jest, choć z dwóch rozegranych spotkań nasi reprezentanci wygrali tylko jedno. Co będzie dalej z duetem Lozano - Świderek? Tego, jak przyznają się otwarcie, nie wiedzą nawet sami zainteresowani. Czy wie to Mirosław Przedpełski?



Zakończyliśmy sezon reprezentacyjny. Mecze seniorów z Belgią, choć zakończone awansem, nie były chyba tym, czego spodziewali się nasi kibice.


Mirosław Przedpełski: - Przede wszystkim należy cieszyć się z awansu. A co do stylu, to trzeba pamiętać, że nasi reprezentanci mieli za sobą ciężki sezon, wielu z nich bardzo „odchorowało” udział w Igrzyskach, m.in. Michał Winiarski. Nie ma sensu wracać do tych spotkań. Najważniejsza jest kwalifikacja.


Z igrzysk medalu nie przywiozły ani panie, ani panowie. Trochę inaczej to sobie wyobrażaliśmy. Spróbujmy podsumować występy naszych obu reprezentacji, zacznijmy od kobiet. Trenerowi Bonittcie po objęciu kadry Polski udało się "pozbierać" zespół, po kryzysie z roku 2006. Na początku wszystko wyglądało bardzo dobrze, ale potem...


- Proponowałbym poczekać z ocenami na posiedzenie wydziału szkolenia, ale wynik jest wynikiem. Patrząc na statystyki, wydaje się, że nie ma zawodniczki, która na najważniejszej imprezie sezonu, Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie, zagrałaby dobrze. Może dla Mileny Rosner był to jeden z lepszych turniejów, ale reszta zagrała na swoim średnim poziomie. Z drugiej strony z USA przegraliśmy zaledwie 2:3, więc widać, że ta różnica nie była tak bardzo duża. Musimy zdać sobie z tego sprawę, na jakim poziomie w tej chwili jesteśmy.


No właśnie, gdzie teraz się znajdujemy?

- Na pewno jesteśmy w czołówce europejskiej i blisko czołówki światowej, ale na medal olimpijski musimy jeszcze bardzo mocno popracować. Mamy jednak młode dziewczyny, zawodniczki, które rzeczywiście dobrze rokują. Trzeba wykonać ogromną pracę, by na przyszłych Igrzyskach Olimpijskich zdobyć medal.


Czy to, że zawodniczki nie grały na szczycie swoich możliwości było winą złego przygotowania zespołu przez trenerów?


- Metoda przyjęta przez trenera, że najlepsze zawodniczki nie grały w Grand Prix, by miały czas na przygotowania chyba nie była do końca słuszna. Nie sprawdziło się również to, że w Pekinie nie zagrały te zawodniczki, które by potencjalnie mogły coś wnieść do zespołu. Przecież nic nie stało na przeszkodzie by wypróbować na Igrzyskach skład z Barańską i z Kaczor, które we wcześniejszych rozgrywkach pokazały się z dobrej strony. Została popełniona masa błędów, ale czy udałoby się ugrać więcej, gdybyśmy tych błędów nie popełnili, zastosowali inne rozwiązania taktyczne? Nie wiem, generalne moje odczucie jest takie, że nie wykorzystaliśmy do końca szansy, którą mieliśmy.


Na które miejsce liczył Pan przed wyjazdem na Igrzyska?


- Naprawdę mocno liczyłem na to, że miejsca 5-8 będą tylko początkiem, że przejdziemy do następnego etapu, walki o medale. U mężczyzn liczyłem na „czwórkę”, a będąc w „czwórce” na pewno moglibyśmy powalczyć o medal.


Reprezentacja męska wypadła lepiej niż kobieca, ale lekkie rozczarowanie chyba też pozostało...


- To może nie jest rozczarowanie, ale pewnego rodzaju niedosyt, bo mieliśmy szansę na „czwórkę” i walkę o medale. Całkiem dobrze graliśmy z wszystkimi przeciwnikami, a drużyna dawno nie była tak dobrze przygotowana i zmotywowana do walki. Podczas kwalifikacji do ME i w czasie finału Ligi Światowej było dużo gorzej. Potem przyszedł ten mecz z Włochami na Igrzyskach. Mnie szczególnie ugodziło to, że właśnie z nimi przegraliśmy w ćwierćfinale, bo to była chyba najsłabsza drużyna w tym całym układzie.


Wyglądało to tak, jakby Włosi mieli po prostu lepsze przygotowanie taktyczne, jeżeli chodzi o rozpracowanie Polaków.


- Ja cały czas będę upierał się przy tym, że naszym słabym punktem są mentalność i umiejętność walki. W meczu z Włochami niektórzy zawodnicy zaczęli się zachowywać jak Włosi. Byli tak samo zmanierowani, może dlatego, że część z nich gra we Włoszech. To nie pomogło, bo to Włosi narzucili nam swój styl. Zamykając jednak ten temat, to spotkanie było zdecydowanie najsłabsze w naszym wykonaniu i szkoda, że akurat był to mecz o „czwórkę”. Z pozostałych spotkań i gry na Igrzyskach jestem bardzo zadowolony. Miałem telefony od wielu ludzi z FIVB, między innymi od Rubena Acosty, że chłopcy również w ich ocenie grali naprawdę bardzo fajnie, więc nie mamy się czego wstydzić.





* Rozmawiał Tomasz Kowalik. Cały wywiad w serwisie Reprezentacja.net

Dodaj do:
Wykop

Dodaj komentarz

Aby móc komentować, musisz być zalogowany.

Zaloguj się, albo gdy nie masz jeszcze konta Zarejestruj się

Logowanie

Siatkówka

PlusLiga

Najnowsze galerie

Newsletter

Ostatnio zarejestrowani

Polecane